Koleżeństwo specjalnej troski
Pokłóciliśmy się. Jak co wieczór wracaliśmy do domów, ale tym razem w grobowej atmosferze. Nigdy zbyt wiele do siebie nie mówiliśmy, ale wtedy cisza była naprawdę ciężka. Aż do rozdroża szliśmy ramię w ramię, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Prawdziwe przywiązanie czy tylko stwarzanie pozorów?
Choć to nie pierwszy raz, czułem się dziwnie. Wstyd przyznać, ale zwykle to ja zaczynałem. Zawsze kończyło się tak samo - uściskiem dłoni. Teraz to on mnie okłamał. Wiedział, że przez kilka najbliższych dni nie dowiem się tego.
Wykorzystał sytuację. To nawet do niego podobne, więc nie mam żalu. Udało mu się mnie nabrać tylko dlatego, że dobrze mnie zna. Wykorzystał mnie, i to mnie najbardziej boli. Mimo wszystko chcę mu znów podać rękę.
Przecież tyle dla mnie zrobił. Pewnie sobie tego nawet nie uświadamia. Jest moim najbliższym przyjacielem. Ale to jest przyjaźń bezwarunkowa. Dla mnie na pewno.
Za każdym razem podobne myśli nawiedzają mnie w takich momentach. Powtarzam sobie, że te nasze kłótnie mają i dobre strony. A najlepsze są chwile pojednania. A to, że one przychodzą na ogół następnego dnia i ja całą noc się tym gryzę, to jest druga sprawa. Czegoś się przy okazji uczymy - szacunku do siebie nawzajem.
On to pewnie tłumaczy inaczej: tak musiało być. Kubuś Fatalista! Trochę się od niego zaraziłem tą wiarą w przeznaczenie, przyznaję. Jako przykład podaję zwykle naszą przyjaźń. Kiedy z nim pierwszy raz rozmawiałem, wiedziałem już, że na zwykłej znajomości się nie skończy.
Patrząc na to nasze "razem", dochodzę do wniosku, że nigdy tak naprawdę nie miałem przyjaciół. Zawsze to było "koleżeństwo specjalnej troski". Spędzałem z nimi czas, ale nie myślałem o nich jak o bliskich, bez których nie potrafię żyć. Nie rozmawiałem z nimi o emocjach. Nie interesowało mnie ich życie prywatne (a nawet osobiste). Z pełną wzajemnością.
Zawarliśmy rozejm, wieczny pakt o nieagresji. Prawdopodobnie zdarzą się jakieś konflikty, bo tego nie da się uniknąć. Jak to bywa w przypadku dwóch osób, które się zwyczajnie lubią (albo nawet kochają). Niezależnie od tego, czy to jest miłość, przyjaźń czy cokolwiek innego.
Dalej nie napiszę, bo to się nie nadaje do powtarzania. Są granice, których się nie przekracza (czy nie powinno się przekraczać). A jeśli jest się z kimś blisko? Zwłaszcza wtedy!
Mark Kewlar