FILISTERSKI TEKST
Siedzę sobie ostatnio na nocce czyszczącej i zadowolenie z życia mnie dopada. Znaczy się,
to się tak nagle nie stało, tylko narastało już co najmniej od doby wstecz. No to siedzę
i dopada mnie nagle. Bo mam kompa, nowego, fajnego, na którym mogę wreszcie pograć we
wszystkie fajne gierki z ostatnich ośmiu lat, co prawda nawet na tym starym rzęchu krótego
miałem jeszcze niedawno, też by niektóre poszły, ale nie chciało mi się szukać i grać, a
teraz przynajmniej jest pretekst w postaci nowego kompa. Mam robotę, wygodną. Dobrze mi w
robocie. Odkąd zacząłem robić na nockach, nie klepię już głupio kanapek tylko czyszczę sobie
maca. I jest fajnie. Co jeszcze mam. Mam w miarę tanio pokój, a w porównaniu z ludźmi, od
których słyszałem co nieco, to nawet bardzo tanio. Noż kurwa arkadia. Pierwszy raz się coś
takiego przyplątuje, i to musi być najgorsze śmierdzące filisterstwo. Jestem paskudnie
zawiedziony!! Jakie to jest cholernie przereklamowane. Narzekałem na to zadowolenie z życia
przez dwa dni, aż w końcu przeszło. A jakby się utrzymało to bym dobrego tekstu już w życiu
nie napisał. Bo o czym bym miał pisać, że naprawiłem pralkę? Odkleiło się w niej coś, tośmy
zaklajstrowali klejem, który okazał się nie być wodoodporny. Za dwa tygodnie wpadliśmy na
to żeby kupić butapren, ale i tak ciekło, za następne dwa tygodnie zrobiliśmy kołnierz
z silikonu, a za kolejne dwa go powiększyliśmy. To nie chciała ciągnąć wody. Za następne
dwa tygodnie odkręciłem zawór wody i już chciała. Status kwo wrócił i gdyby nie poszedł
programator, na co już klej, silikon i odkręcenie nie pomogło, mógłbym znowu się poczuć
zadowolony.
A potem się załamałem i siedzę sobie załamany. Właściwie to mógłbym powtórzyć cały
pierwszy akapit i skończyć tekst podipsując go i zaopatrzając w dzisiejszą datę. I bym
sobie filistrował i by było wszystko łądne i piękne. Nic się nie zdarzyło takiego, co by
mnie szczególnie jakoś wkurwiło i o czym by napisać. Coca Cola wprowadziła nową puszkę o
nazwie zero i błąd zrobiłą ż nie wzięli do reklamy jednego z byłych ministrów sprawie-
dliwości. Przecież się nadawał jak nikt. Nie no, jedna rzecz była. Jak ostatnio byłem na
koncercie, kupiłem trochę piwa w sklepie czynnym do 24, a o drugiej trosze pomyślałem że
kupię ją później, bo nie chciało mi się dźwigać. Jak wróciłem o dziesiątej, zastałem pana
zamyklającego sklep. OSZUST PIERDO*ONY!!!!!!!! W jednej chwili odreagowałbym na nim całe
moje zadowolenie z życia jakby nie to, że miałem w kompanii pokojowego znajomego i
dziewczyny. Nic tylko zostało mi odejść hołdując głupiemu konwenansowi mówiącemu że ludzi
się nie zabija. Za coś takiego się zabija przez dwa tygodnie.
No ale tak to nuda. Nic się nie chce. Jutro jadę do Łodzi, miasta które wygląda, jakby
ktoś Piłę przepuścił przez durszlak i rozesrał na dziesięć razy większej powierzchni, a
potem dodał kilka "większych" i "ładniejszych" budynków. Miasto które udaje że jest
dużym miastem wojewódzkim. Tam to można złapać niebyt fajny i wiśniowa Soplica nawet
smakuje. Zupełnie jakbym teraz zwiewał z Gdańska a nie z Rzeszowa. Nie stopem, bo w Boże
Cielsko stopy nie kursują, tylko pociągiem. żeby mi jeszcze zrobili bilet turystyczny od
dziś, to bym był zadowo=tfu!-lony.
Kumpel mi przywiózł kiełbasę. Przawdziwą kiełbasę, z Polski. Nie taką jak tutaj jest.
mieszkam w Gedanii już prawie dziesięć miechów i dobrej kiełbasy nie znalazłem. Czuję że
jak ją znajdę, to już mi nic do szczęścia potrzebne nie będzie i ustawię się w zyciu na
kolejne sześćdziesiąt lat. Pieprzę, nie szukam.
Huynjo, ma huynjo, czemu mnie opuszczasz??
Donald