Cudzosłowienie
Przez zatłuszczone pory naszej skóry wyzieramy słabi, spoceni i brzydcy.
Nasze kolejne miłości, odbite, przekalkowane po wielokroć rozłażą się w palcach
jak wosk. W naszym kochaniu nie ma niczego autentycznego; jest skóra, jest
włos, jest oddech szybszy, zapamiętane, przemielone, przetrawione, głośno
przełykane oślizgłe słowa.
Ja jestem przerażony. Ja budzę się przerażony, ja.
Zwrotki miłości, refreny nudnych uniesień na cztery takty.
- Szkoda.
- Wcale nie. Uśmiechał się do mnie mimo iż że mój monsz
był ze mną wcześniej. To mu się chwali. Milo go zapamiętałam.
- To przyjemnie, całkiem. Ja się za
późno uśmiecham.
- Taki uśmiech zawsze wygląda jak
skurcz z bólu. Ale wszyscy wiedzą ze to uśmiech.
- Raczej pamiętają, ja zapominam.
- Ja pamiętam sympatycznych ludzi.
- W takim razie trudno byłoby mnie
zapamiętać
- A pierdolisz.
- Trochę.
poen@wp.pl