Nie skacz!
Słychać kroki... Dźwięk spokojnego chodu po metalowych schodach.
Delikatnie stąpałem przed siebie wiedziony tajemniczą siłą smutku,
żalu i zwątpienia. Przystanąłem na moment i spojrzałem na drzwi. Wiedziałem,
że jeżeli przekroczę ten próg, nie będzie już odwrotu. W głębi serca jednak
nie chciałem, by cokolwiek próbowało mnie powstrzymać. Żaden człowiek,
żadna rzecz, żadna myśl... Wyciągnąłem dłoń w kierunku klamki i powoli
popchnąłem drzwi. Teraz już się nie wahałem. Zdecydowanym krokiem wyszedłem
na pusty dach. Od krawędzi dzieliły mnie trzy, może cztery kroki. Podszedłem
bliżej skraju. I jeszcze. I jeszcze... Z góry wszystko zdawało się
być takie małe i niewinne. Niezdolne do skrzywdzenia nikogo...
Tupot stóp
kroczących po metalowych schodach. rezolutne skrzypanie otwieranych drzwi.
I ona. Moja matka...
Na dachu jest tak zimno i tak spokojnie...
Powiedziała cichutko cienkim głosem.
Czy to już? Czy już po wszystkim?
Spojrzałem w ciemne niebo. Zimny wiatr smagał moje policzki jak lodowy bicz.
Jeszcze nie...
Przemilczę Twoje imię,
bo nie chcesz go teraz
słyszeć...
Wyszeptała czytając w moich myślach. Nie czułem jej
ciepła, które zawsze dawało mi otuchę. Nie czułem jej obecności, mimo,
że stała kilka metrów przede mną. Widziałem ją, lecz nie czułem. Łzy spływały
mi po policzkach...
Przepaść miasta
połyka każdą łzę
zanim zdąży opaść na dół.
To zatrzymuje Cię u góry...
Cofnąłem się o krok zbliżając do krawędzi. Matka upadła na kolana...
Krzyczę do nocy dla Ciebie!
Nie zostawiaj mnie w bólu,
Nie skacz!
Mówiła rozpaliczliwie. Zrobiłem kolejny krok w tył. Bez wahania. Bez
jakiegolwiek zastanowienia. Spojrzałem na rozświetlone ulice miasta.
Puste i bezdenne. Jak oczy mojej matki...
Światła Cię nie złapią,
lecz Cię oszukają...
Nie skacz...
Powiedziała obniżając ton.
Wiedziałem, że nic i nikt mnie nie przekona. Nawet własna matka, która chciała
naszej rozłąki. Bo wiedziała, że tak będzie dla mnie lepiej. Ale ja byłem pewien czegoś innego.
Wiedziałem, że będzie mi lepiej z matką, u jej boku, na tamtym świecie...
Przypomnij sobie Ciebie i mnie.
Tam na dole świat się nie liczy.
Proszę, nie skacz...
Postąwiłem trzeci krok w tył. Ostatni zakończy
mój żywot i spełni marzenia...
W Twoich oczach
wszystko wydaje się puste i bezsensowne
Gdziekolwiek tu, na zewnątrz
jesteś zgubiony.
Marzysz o końcu,
aby zacząć jeszcze raz, od nowa...
Nie potrafiłem dłużej czekać. Gdybym zrezygnował, już nigdy nie
zobaczyłbym matki. Odwróciłem się i ostatni raz spojrzałem na
miasto, dotychczasowy świat, w którym żyłem. Pożegnałem się z nim
po czym pozwoliłem mojemu ciału stać się bezwładnym i lekkim.
Czas zwolnił tempo. Matka ze łzami w oczach kurczowo trzymała moją
dłoń...
Nie wiem jak długo
będę mógła cię utrzymać.
Nie wiem jak długo...
Spojrzałem na twarz matki i zrozumiałem, że tylko z nią bedę szczęśliwy. Tylko z nią...
Skaczę dla Ciebie...
Powiedziałem zwalniając uścisk.
Kris