Spam – sztuka dobrej zabawy*


Zdecydowana większość z nas nie lubi spamu, słusznie zresztą i zgodnie z definicją, utożsamiając go z niechcianymi wiadomościami rozsyłanymi na pocztę elektroniczną.
Czy tylko? Czy termin ten może być używany jako pozytywne, choć często dziwne zjawisko?

Za spam często uznawane są również posty na forach internetowych, zupełnie niezwiązane z tematem rozmowy. I o spamie właśnie w tym „wydaniu” chciałbym krótko opowiedzieć.

Spammerzy** to osoby, które lubują się w pisaniu możliwie dużej liczby postów. Mają wiele form i tematów, począwszy od spamu ekonomicznego i politycznego (utrzymanego w konwencji prześmiewczej), przez tematy, w których po kilku postach, ich treść znacząco odbiega od tytułu tematu, skończywszy na grach, typu „opowiastka trzech słów” ( każdy post zawiera trzy słowa, dopasowane z treścią poprzedniego posta). Dla osób zupełnie z zewnątrz treść postów jest bezsensowna, dla przebywających w naszym towarzystwie - absurdalna, a wiele tematów mogłoby służyć za kanwę skeczów kabaretowych à la Monty Python.

Po co to? Przede wszystkim, jest to dla nas świetna zabawa. Niektórzy zwykli użytkownicy twierdzą, że jesteśmy niemożliwi, bo potrafimy przejść z całkiem poważnej rozmowy na zupełne kpiny w przeciągu góra trzech postów, potrzebnych na zmianę tematu. Nie trzymamy się konwenansów, dbając jedynie o to, by nie używać wulgaryzmów i nie obrażać innych. Spam jest też formą odstresowania, odreagowania bez potrzeby wyżywania się na innych, ponieważ obracamy wszystko w żart, ironię, celną uwagę i złośliwość.

Podsumowując – ten krótki felieton to jedynie próba zasygnalizowania, że spam może mieć pozytywną stronę. Podkreślam może, ponieważ spamu pocztowego też bardzo nie lubię.

*Artykuł pisany z perspektywy spammera, o całkiem sporym doświadczeniu.
**Brak odpowiedniego tłumaczenia; „spamiarz” ma w moim odczuciu negatywne zabarwienie emocjonalne, więc zdecydowałem się pozostawić oryginalną nazwę.


Greenpeace