|
Moje 3 grosze do wywodów Uczonych na temat złego wpływu gier
Zamiast przeprowadzania "mądrych" ankiet gdzie pod pytaniem "czy gry mają zły wpływ" widnieją odpowiedzi rodzaju: a)oczywiście, że tak; b)tak; c)raczej tak; wzięłam pod lupę znanych mi na codzień graczy. Nazwijmy ich kolejno: A1 - lat 30,gra od około 10 lat. Bliżej mi znany jako mąż (czytaj obserwacja 24h/dobę), od prawie 2 lat dumny ojciec. Grywa chętnie i namiętnie, rodzaj gry: od A do Z z przewagą RPG ale FPSami nie gardzi(czy też innymi "krwawymi kęsami"). Poziom agresji: prawie niezauważalny ("prawie" to czynniki inne jak szef, polityk czy wywody "mądrych inaczej"). A2-lat dwadzieścia parę, kiedy zaczynał przygodę z grami uchodził jeszcze za młodzież. Zakochany po uszy ojciec i mąż. Gry: pełen przegląd. Poziom agresji - patrz wyżej. T - młodzian, grywający w każdej wolnej chwili a jednak wciąż wiedzący co jest "gra" a co jest "real". R - aaaaa nie, o nim nie ma sensu pisać bo to nie gracz tylko ściemniacz, który nim włączy coś nowego zaopatruje się we wszystkie możliwe cheaty (co to za gracz, który na dzień dobry ma full HP i w dodatku jest nieśmiertelny;)). Wreszcie ja(J). Rodzaj gier: co mąż zaproponuje. Od kulek po krwawe jatki. Poziom agresji? Ooooo, żebyście widzieli tą agresję gdy porcjuję(i tylko wtedy) kurczaka czy inny drób:)) Jest jeszcze parę osób ale za dużo miejsca by wymienianie zajęło. Ogólny wniosek (IMO) jest taki: BŁAHAHA drodzy Uczeni. Zwalanie całej winy stricte na gry jest jak granie przez ww R - pójściem na łatwiznę. Równie dobrze można za winowajcę postawić lektury szkolne: kto czytał ten wie ile razy można w nich spotkać brutalne momenty. Więc proszę (i chyba nie tylko ja) przed opublikowaniem kolejnej takiej perełki, weźcie pod uwagę coś więcej (TV, radio, szkoła, rodzina, POLITYKA - ja sama mam okrutną ochotę kogoś zadźgać gdy słucham rządzących, itp.)a nie tylko ilość czerwonej farby w grach! Pozdrawiam Gosik |