Czytelnictwo w Polsce


Jak donosi PAP: „Tylko 50 proc. Polaków przeczytało w ostatnim roku książkę”. Niby nic nowego (vide felieton Mac-Abry na ten sam temat), ale jakby się nad tym zastanowić, to coś tu jest nie tak. W tej informacji zaznaczono wyraźnie „książkę”- liczba pojedyncza. Ile to jest- jedna książka. 300 stron. Dla średnio zaawansowanego czytelnika 2 tygodnie czytania. Tylko, że w tych badaniach uwzględniono uczniów szkół.

Sam jestem w liceum. Dokładnie klasa o profilu humanistycznym. Jak każdy normalny licealista chodzę na dyskoteki, na piwo, na siłownie i (o zgrozo) czytam książki. To ostatnie nie jest w naszym społeczeństwie (niestety) normalne. Dochodzi nawet do tego, że czytanie jest swoistym rodzajem snobizmu, ponieważ, jak odpowiadają ankietowani „książki są drogie”. W czasach PRL-u odpowiadali, że „są niedostępne”. Zawsze znajdzie się wymówka (pewnie biblioteki pozamykali).

Przejdźmy do jednego z najciekawszych punktów programu. Powiem krótko bez owijania w bawełnę: uważam, że ten, kto nie czyta w ogóle, jest mało inteligentny i nie potrafi się wypowiedzieć (może coś w końcu trafi do tych pustych łbów). Będziecie słać bomby? Bo was nie znam? Nie muszę. Wystarczy, że wiem, iż nie czytacie. Chcę się przyłączyć do krucjaty Mac-Abry, Smugglera i reszty. Wszyscy chcemy zachęcić was do czytania. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami damy radę przekonać was do tego. Życzę tego sobie i wam.

Teraz zadanie domowe dla czytających te wypociny (he, he ;D). Przejdźcie się po swoim mieście i policzcie sklepy, które zwą się „księgarniami”. Tylko nie Empiki, czy inne tego typu. Tylko normalne księgarnie. I co? A ile było 5 lat temu? No właśnie...


voodoo