Spalenie kwiatu Lotosu II
Czyli jak znalazłem Boginie i co mi zrobiła


Tymczasem w pobliskich krzakach wśród oparów taniego wina obudziło się dwóch meneli z mega-kacem. Ostrożnie wstali, spojrzeli na dziwnego starca, potem na siebie, westchnęli i ten z mniejszym kacem powiedział:

- Zdzichu, zobacz kolejny prorok gada sam do siebie
- No, widzę, widzę Stachu, znów trzeba będzie się z nim upić i negocjować z nim sprawę jego Boga lub Bogini, już zaczynam mieć tego dość
- Trudno, taka praca, nic na to nie poradzisz

Po czym odeszli z hukiem, wrzaskiem i odrobiną krwi, gdyż Zdzisiu nie zauważył wystającego korzenia i jego twarz spotkała się z dużym głazem leżącym opodal. Kamień jak to kamień niezbyt lubi, żeby ludzie o niego uderzali, więc zrewanżował się łamiąc nos menelowi, a łamiące nosy mają tę właściwość, że często w momencie łamania krwawią. Ale nasz wielki prorok nie zauważył odwiecznej walki kamieni i nosów, ani nie usłyszał żadnego z Przekleństw Menelskich (Wielka Księga Przekleństw Menelskich powstała później, gdy “Odejdź I Daj Mi Spać Trzynasty” w wolnej chwili miał przelotny romans z tanim winem marki “Vino” dopis red.). Tymczasem prowadził On dalej dialog z Eris:

- No dobra nich Ci będzie, chociaż nadal uważam, że to głupie imię. Więc co mam tu robić?
- Udasz się do pobliskiego miasta Veiz, tam uzyskasz od nieoficjalnych władz pozwolenie na założenie tu mojej koterii. Potem tylko zwerbujesz dla mnie jakąś dziewczynę na najwyższą kapłankę i zaczniecie krzewić wiarę we mnie.
- Ok, ale gdzie znajdę przedstawicieli tych władz? I jak mam znaleźć kandydatkę na kapłankę?
- Kapłankę sama Ci wskażę. A władzę znajdziesz bardzo łatwo, idź przez miasto i kieruj się zapachem alkoholu, na pewno trafisz.

Po czym nasz bohater wciągnął nosem powietrze i natychmiast ruszył ścieżką pokrytą lekką nutą krwi, czyli ruszył w ślad za wspomnianymi wcześniej menelami. Ścieżka - chociaż w sumie słowo “ścieżka” jest zbyt duże by opisać ten zbiór kolein na trawie między drzewami - prowadziła jak można się domyślić do pobliskiego miasteczka. Viez było dość typowym małym miastem, jedynie dwadzieścia tysięcy mieszkańców, dużo domów, kilkanaście bloków, kilka kamienic i dwie wille (oczywiście Burmistrza [umiejętnie operującego kasą miejską tak, żeby mieć jak najwięcej dla siebie] oraz Biznesmena [który jest jego przyjacielem, bo jak tu nie lubić kogoś kto daje tak poważne pieniądza za tak drobne przysługi jakimi jest krycie jego brudnych interesów]). Za to posiadało przedstawicieli każdej kasty, byli ludzie bogaci, biedni, mądrzy, głupi, miastowi, wiejscy, a nawet polityczni.

Więc nasz bohater trafił na główną ulice miasta i zaczął nią iść i wąchać, dość szybko wyczuł mieszankę potu i wymiocin z alkoholem i ruszył w jej kierunku. Doszedł do najbardziej zrujnowanego bloku. Odpadający tynk utworzył całkiem spory stos obecnie służący za osłonę dla kilku wyrostków przed strzelającym do nich z pistoletu mężczyzną w czarnym garniturze. Odejdź I Daj Mi Spać Trzynasty spojrzał tylko i już wiedział co robić, wyciągnął z kieszeni granat i rzucił go za tynk, po chwili z tynku i młodzików właściwie nic nie zostało. Mafioso podszedł do niego i powiedział:

- Stary nie wiem jak Ci się odwdzięczę, te dzieciaki chowające się za tynkiem za każdym razem gdy nie stać ich na ochronę zaczynały być już wkurwiające.
- Wiem jak możesz się mi odwdzięczyć, zorganizuj mi spotkanie z nieoficjalnymi przedstawicielami władz, mam do nich pewną sprawę.
- Ok, bądź tutaj jutro koło siedemnastej.

Po czym pożegnali się i Mafioso wsiadł do swojej Łady pamiętającej jeszcze czasy PRLu. Nasz bohater zadowolony, że tak szybko udało mu się nawiązać kontakt z nieoficjalną władzą postanowił odwiedzić pobliski monopolowy, gdzie kupił sobie wino marki Vino, wypił je pod tym blokiem i spał do jutra, mniej więcej do siedemnastej.



Kaemic z Koviru

www.kaemic.wordpress.com