Europa języków 

      Dokumenty unijne tłumaczone są na język każdego z krajów członkowskich – bo wszystkie języki są oficjalne. I tylko niektóre bardziej niż inne. 

     Pierwszy raz spotykam Hiszpanów w Biurze Współpracy Międzynarodowej, świeżo po przyjeździe. Wtedy też dowiaduję się od nich najważniejszych rzeczy – jest ich wielu, zawsze zbyt wielu, robią mnóstwo hałasu, a francuski w ich wykonaniu niewiele się różni od ich ojczystego języka. Zawsze to lepiej niż Francuzi, który reagują żywiołowo na każdego obcokrajowca władającego ich mową. Skoro oni nie mogą się żadnego obcego języka nauczyć, to nikt nie może. Na zajęciach z angielskiego w osłupieniu przysłuchują się mojej konwersacji z nauczycielką. Nie wierzą, że w Polsce wszyscy mówią przynajmniej po angielsku, dwa znane języki stają się normą, a cztery nikogo nie dziwią. A Tarja mówi swobodnie w pięciu i oświadcza ze śmiechem, że musi – przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się uczył fińskiego.

     Studiujemy we Francji, a i tak rozmowy w uniwersyteckiej stołówce toczą się po angielsku – bo ile można myśleć nad skomplikowaną koniugacją, kiedy temat dyskusji wymaga żywiołowej wymiany poglądów. 

      Europa tradycji 

      Mamy rejestrować wyroby regionalne, żeby nikt inny ich nie podrabiał, ogromne fundusze są przeznaczane na kultywowanie zwyczajów i rozwijanie małych ojczyzn. Ale i tak najpopularniejszym daniem we Francji jest kuskus. 

     Miguel patrzy z podejrzeniem na pierniki, które przywiozłam z domu po Bożym Narodzeniu. Mówi, że nigdy takich dziwnych ciastek nie widział, nie chce uwierzyć, że ten nieco nieforemny kształt ma prezentować świętego Mikołaja, le pére Noël. Co to w ogóle za pomysł, żeby piec takie coś, z dziwnego, twardego ciasta i jeszcze z podejrzanym lukrem na wierzchu. Nie przekonują go moje opowieści o rodzinnym zwyczaju, o drzewku ubieranym w słodycze. Na Święta się je turron, coś w rodzaju chałwy migdałowej – i koniec dyskusji.

     Amir jest Bośniakiem, ale mieszka w Norwegii. Nie wrócił na święta do domu. Przecież to tylko dwa tygodnie wakacji, wolał pojechać na wycieczkę do północnej Francji ze swoim chłopakiem. Żenia na pytanie o pobyt w domu tłumaczy ze smutnym uśmiechem, że jej ta przerwa w grudniu niepotrzebna, skoro święta są w styczniu – w czasie egzaminów. Tak bardzo chciała pojechać, nawet opuszczając zajęcia – ale za daleko, do samej Moskwy leci się trzy i pół godziny, a potem jeszcze pociągiem do Ufy pod Uralem. 

      Europa (nie)wiary 

      Pytanie o stosunek do religii jest jednym z najintymniejszych, jakie można zadać, bardziej osobistym niż te dotyczące seksu. Nie bardzo wiadomo, czemu, skoro i tak Europa odcina się od swoich chrześcijańskich korzeni. 

      Marketa nosi na szyi złoty krzyżyk. Jest jedyną Czeszką, która w tak otwarty sposób przyznaje się do swojej wiary. Lenka i jej koleżanki na wzmiankę o religii reagują już śmiechem: „Bóg? Jaki Bóg? Na co to komu?”. Marco spotykam pod katedrą Notre-Dame, czeka na rodziców, którzy przyjechali do niego w odwiedziny i przy okazji zwiedzają Paryż. Unosi brew, gdy oznajmiam, że ja właśnie wyszłam z wieczornej mszy. Jonathan z zapałem opowiada o swojej szkole średniej, prywatnej i katolickiej, i o stowarzyszeniu „ratowaczy dusz”. Ale piątkowe wieczory wielkiego postu spędza na zakrapianych imprezach w akademiku – przecież Erasmus jest tylko jeden, głupio byłoby go nie wykorzystać. 

      Europa bez granic 

      W zjednoczonej Europie łatwo nawiązuje się nowe znajomości, internet pozwala je utrzymywać w pozornej bliskości, swoboda przemieszczania się daje możliwość w miarę szybkiego dotarcia do każdego zakątka Unii. Nikogo nie dziwią włosko-niemieckie pary mieszkające w Paryżu. Francuz urodzony na Haiti osiada w Polsce, przyjechał do Warszawy za dziewczyną. Trudno powiedzieć, ile własnych wzorców i tradycji uda mu się zachować. 

     Przyjechały dwie Estonki, koleżanki z tej samej uczelni. Jedna była smutna, bo zostawiła narzeczonego w Tallinie, druga była wesoła, bo uwolniła się spod wpływu nieco zaborczego chłopaka. Po miesiącu obie, ładne, towarzyskie, miały grono wielbicieli. Po semestrze ta pierwsze była wesoła, bo wracała do ukochanego, który na nią czekał, tak samo wiernie, jak ona na niego. A ta druga posmutniała, bo zdążyła rzucić swojego chłopaka w e-mailu i kolejno związać się z trzema innymi – Czechem, Włochem i Hiszpanem. I na koniec została z garścią wspomnień.

     Szamil podrywa wszystkie dziewczyny, otwarcie mówi, że potrzebuje tylko miłego towarzystwa na jakiś czas, żadnej odpowiedzialności, po co w ogóle mówić o takich poważnych rzeczach, kiedy ma się dwadzieścia kilka lat. A Jana, cicha Słowaczka, umie tylko nieśmiało się uśmiechać na przejawy zainteresowania ze strony Martina. Austriak spod Wiednia wyraźnie chciałby zacieśnić tę znajomość – a Jana zwierza się nad kawą, że jak to tak, teraz by było miło, a potem się rozjadą do swoich krajów. Zarumieniona, przyznaje, że Martin jej się podoba. Ale jakaś część niej protestuje przeciwko idei związku tylko na jakiś czas. 

     Europa europejska 

     Wszyscy możemy głosować w wyborach municypalnych we Francji. Mamy mnóstwo przywilejów i możliwości.. A jednak Elena uparcie twierdzi, że jej ojczyzną jest Barcelona. 

     W czasie jesiennych wyborów kolejka w ambasadzie polskiej sięgała daleko na ulicę. Przyjechali niemal wszyscy studenci z okolic Paryża, a wielu również z daleka. Ci, którzy tylko korzystając z dobrodziejstw unijnych programów wymiany, jak i ci, którzy podziękowali rodzimemu systemowi oświaty. Hiszpanki też gorączkowo przeżywały swoje wybory – już wiele miesięcy wcześniej. Begoña i Violeta każdemu, kto zechciał słuchać, opowiadały, jakie to ważne, aby socjaliści zwyciężyli. Gdy tak się stało – ich radości nie było końca, drobiazgowo relacjonowały obraz hiszpańskiej sceny politycznej na zajęciach z francuskiego. Zaś Pasza mówi, że on do Petersburga nie wróci, nie ma po co. Owszem, rodzina – ale z czego będzie tam żył, skoro tak ciężko o dobrze płatna pracę. Na Zachodzie ma perspektywy. Przyjaciele? Znajdzie się nowych. I tak, przyjmie obywatelsko francuskie, to wiele ułatwi, a jest tylko formalnością. 

     Quo vadis, Europa? 

     Na naszych oczach ważą się losy traktatu lizbońskiego. Ale co będzie dalej? Jeana Moneta marzenie o trwałym pokoju nie tylko zaczyna się ziszczać, czego nie sposób nie docenić, ale wręcz daleko wykracza poza najśmielsze wizje ojców założycieli Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Młodym ludziom jest wszystko jedno, gdzie studiują, bo za rok mogą być gdzie indziej bez specjalnych trudności. A na wakacje może odwiedzą któreś w nowych państw członkowskich, samolotem przecież jest wszędzie blisko.

     Pytanie brzmi, kim są ci młodzi ludzie. Europejczykami? Na pewno. To słowo nosi się teraz z dumą, jako wyraz tożsamości. Tylko czy w tym zachłystywaniu się nową, wspaniałą Europą nie zapomniano aby o tym, z czego wyśmiewają się wszyscy Hiszpanie wobec mieszkańców Barcelony. Jest dużo bardziej precyzyjnie określone na mapie miejsce, które każdego z nas określa. 

     Poznań – Paryż, marzec 2008