Dopiska do arta o szkole,
autorstwa Holduma z nr 77 |
Czasem mam chęć zapożyczyć parę małych wyrzutni rakiet i zakłócić porządek szkolnego dnia.
Od ósmej do piętnastej. Czy tego spasionego ministra edukacji nawiedziła zjawa Stalina?
A może miał zjebane dzieciństwo i teraz my mamy zasuwać za niego w szkołach ucząc się na pamięć
definicji z termo-dynamiki. Tak zaczyna się art Holduma, z którym się zgadzam w 100% i 1000 promilach.
Sam jestem ,,humanem'', a matematyka, fizyka i chemia (tą jeszcze przeboleję) to mój poligon,
na którym nie jestem saperem, a testerem podłożonych pode mnie min.
Dlaczego nauczyciele każa mi się uczyć tak nieprzydatnych w moim życiu rzeczy.
Do czego w życiu przydadzą mi się funkcje? Nie wiem.
Do czego w życiu przyda mi się termo-dynamika? Nie wiem.
Do czego w życiu przydadzą mi się lekcje muzyki? I nie mówię tu o teorii,
bo to właśnie powinniśmy mieć. A każą mi śpiewać na oceną chociaż nie mam głosu.
A jeśli już, to powinni również uczyć patriotycznych pieśni, bo z tym z szkołach jest słabo.
Do czego przydadzą mi się te wszystkie spalania alkoholi i innych kwasów.
Na chemii powinny być rzeczy praktyczne, a jeśli ktoś był by bardzo tym zainteresowny,
to on uczył by się tych wszystkich reakcji.
A najlepsze na koniec: mój cioteczny brat chodzi - tak jak ja - do 3 klasy gim. i tam go uczą
już czwarty czy piąty rok ruskiego traktując jednocześnie po macoszemu angielski.
On jest półtora roku do tyłu względem mnie, powinien się cieszyć, że nie będzie musiał pisać testu po
gimnazjum z anglika.
I na tym zakończę tego jakże krótkiego arta.
Już czekam na polemikę, być może się mylę.
|
|
|