„Zarabiaj przez internet”?
Typowo wakacyjne hasło dla osób balansujących na krawędzi dorosłości, a więc maturzystów i studentów, brzmi: „idź w wakacje do pracy, uzbieraj jedną pensję i żyj jak król do świąt”. Nie chciałbym zagłębiać się w moją barwną kronikę wakacyjnych poszukiwań złota, jednak zwróćmy uwagę na jakże często występujące w internetowych agencjach pracy i reklamach Google'i „zarabianie w domu - przez internet!”. Zgodnie z obietnicami, tego typu instytucje stanowią krok milowy w mikroekonomii – czytałem liczne świadectwa osób, które za zaledwie kilka kliknięć dziennie dochodziły do dwóch baniek miesięcznie lub dwóch tysięcy na rok. Inni szczerze przyznawali, iż liczenie na więcej, niż dwie dychy w tygodniu to naiwność, ale to przecież spokojnie zwraca koszty pójścia do kina, nie? Jako, iż tego typu ogłoszenia wpadały mi w łapska coraz częściej (bezrobotni mają bardzo wyczulone zmysły na pojęcia takie jak „pieniądze/zarabianie”), zaryzykowałem.
Z portali szczerzyli się ludzie młodzi, atrakcyjni, zadbani, czasem trzymający w dłoniach banknoty. Strona, na której założyłem konto, funkcjonowała następująco: poprzez Allegro lub bezpośrednio podaje się adres strony internetowej, treść reklamy i wpłaca np. 40 złotych. Następnie administratorzy przesyłają odpowiednio zmodyfikowany link wszystkim osobom zarejestrowanym, które zobowiązane są w niego kliknąć. Zapewniając, iż zrobi to przynajmniej 2500 osób, firma ponosi ryzyko wydania 25 złotych, gdyż każdy użytkownik zarabia dzięki temu grosz – pod warunkiem, iż strona ta będzie włączona przez trzydzieści sekund. Jedna setną złotówki. To i tak zadziwia, gdyż użytkowników zarejestrowanych jest, bagatela, prawie 24000. Każdy z nich w momencie rejestracji zyskuje 1,5 pln gratis – ot, dla rozgrzewki. To już bardziej przyjmuje postać fundacji charytatywnej, czyż nie?
Żeby jednak przypadkiem zbyt wiele osób nie odpalało nadsyłanych stron, już podczas logowania otrzymujemy tabelkę z listą „zainteresowań”. Nie wiemy, do czego ona służy, nie wiemy, że nie będzie można jej zmienić później. Okazuje się, iż zaznaczając jedynie część możliwości, ograniczamy ilość przychodzących reklam do, przykładowo, trzech dziennie. Teraz chwila prostej kalkulacji – jeżeli zarabiamy za jedno wejście (każde następne użycie tego samego adresu nic nam nie daje) grosz, a robimy to teoretycznie (w praktyce jest to jeszcze mniej) trzy razy dziennie, otrzymujemy miesięcznie... Kto policzy?
No dobra, może to nie jest kino co tydzień, ale czy nie warto powalczyć o piwo przez miesiąc, dorzucić do tego początkową premię (półtorej złotówki) i o(b)lać to? Nie, gdyż pierwszą wypłatę możemy otrzymać dopiero po wystukaniu na koncie równych trzydziestu złotych. Trzymając się optymistycznej wizji 3 groszy dziennie i uwzględniając początkową premię, daje to około dwóch i pół roku.
Na szczęście możemy się dokarmiać gratisowymi linkami umieszczonymi na stronie (około 10 na miesiąc) i zarobkami osób poleconych (dostajemy równowartość ¼ ich groszaków). Najciekawszym pomysłem jest Loteria – jedna osoba może wykupić do dziesięciu losów, czyli zyskać szansę 1 na 10, na zwycięstwo. Niemniej choć wykupionych przez różnych „graczy” losów jest 100 a każdy z nich kosztuje 10 groszy, pula nagród wynosi jedynie dwa złote. Udało mi się w ten sposób wygrać dwa razy pod rząd (na co szansa wynosiła równe 1 na 100). Dzięki temu po siedmiu miesiącach współpracy miałem na koncie około 6 złotych i 80 groszy. Od samego początku serwis przypominał mi pod każdą reklamą, iż „szanuje moją prywatność” - wystarczyło wybrać ładnie wyeksponowaną funkcję „Usuń konto”.
Gdyż prawdziwym zarobkiem tej firmy są frajerzy tacy jak ja, którzy myślą, iż w internecie niektórzy naprawdę chcą zarobić i dać zarobić innym. Tak naprawdę moi byli, wirtualni szefowie to sprytni manipulanci, którzy dozują dawkę potencjalnych zarobków tak, by pracownicy dobrowolnie zrzekli się tego, co z takim mozołem wywalczyli. Straty stają się więc minimalne.
Odszedłem od szczęśliwej rodzinki reklam internetowych w marcu 2008 roku, pozostawiając za sobą ponad półroczny zarobek, niemal 24000 użytkowników i ponad 25000 złotych, które złożyły się na wypłaty dla prawdziwie wytrwałych. Być może faktycznie tak jest. Jednak internet, niestety, cały czas potrafi przypominać, iż sprawdzone, bezkrzemowe metody są najlepsze – a więc, młodzieży, w wakacje bierzcie łopaty i idźcie pokopać w słońcu. Ciału to nie zaszkodzi, a i na zgorzknieniu oszczędzicie.
Maciej „Aureus Canis” Gajzlerowicz
ul Konopnickiej 16
62-030 Luboń
z pozdrowieniami. : )