Alegoryczny statek
Kapitan statku to
poczciwy człowiek. Zawsze przed wyruszeniem w długi rejs spogląda na zdjęcie
swojej łajby sprzed lat. Widnieje na nim szereg wyprostowanych jak struna
marynarzy, a sam statek lśni w słońcu jak nowa
ćwierćdolarówka. Gdy ten stary wilk morski kontaktuje się
z rzeczywistością troszeczkę jakby bladła mu mina, bo załoga zarośnięta, z
brzuchami aż do podłogi, a sam środek transportu...? Hmm. Może jak jakieś
widmo.
Na szczęście nasz bohater nigdy się nie poddaje, z wdzięcznością przyjmuje dary niebios i już po chwili ze ściśniętymi jajami i ze źdźbłem trawy w ustach znajduje się na pokładzie, aby wycisnąć z załogi to, co jeszcze jest do wyciśnięcia. Grubasom na brzuchy zakłada końcówki mopów tak, aby podczas porannego obchodu statku mogli przy okazji wyszorować go na połysk. Chudzielcom zaś zakłada peruki na głowę i już są gotowe wyciory do armat. Jednym słowem improwizacja ku służbie… hmm. Sam nie wiem jak to nazwać, ale braku profesjonalizmu nie można tu nikomu zarzucić.
Czy to wyprawa w celach służbowych czy to dorabia się na boku szmuglując lewy towar, cała załoga po wypłynięciu z portu czuje się jakby znowu była dziećmi. Wiatr lekko głaszczący po ciele jest dla nich jak dotyk ukochanej, morska bryza działa niczym opary dobrego rumu (którego spożywają z rozwagą tylko litrami). I nawet jeśli wszyscy by się od nich odwrócili, oni z uśmiechem i pieśnią na ustach wyrzekliby się wszelakich zwierzchników, wciągnęliby na maszt flagę z trupia czaszką i wiedli pirackie życie pełne przygód.
Hej, szczury lądowe, nalejcie mi tutaj wiadra rumu, bo zaschło mi w gardle od tego opowiadania. No dobra, to na czym to ja skończyłem. Aha, sam jestem częścią tej załogi… To znaczy byłem jej częścią tylko przez pewien czas. Tułałem się po innych załogach, bo w gniewie, po tym jak kapitan wyrzucił złowionego przez mnie gigantycznego tuńczyka, postanowiłem odejść na zawsze. Teraz jestem kandydatem na majtka. Trzymajcie kciuki i lejcie mi do wanny rum całą rzeką, a gdy rumu nie starczy - lejcie nawet i sake.
Co wam mogę jeszcze powiedzieć na pożegnanie, oprócz tego abyście dali mi tamtą beczkę piwa, co to się poniewiera w kącie? Nie opuszczajcie załogi, z którą już zjedliście beczkę soli. Być może gdzieś indziej będą was lepiej traktowali, ale miarą przyjaźni jest wyłącznie bolesna szczerość. A to, co wtedy złowiłem to nie był tuńczyk tylko niewypał po II Wojnie Światowej. Byłem zbyt piany, abym to dostrzegł!
Pisał: Sato
Ilustracja: Michał "UnionJack" Krotoszyński