Sprawy polsko-szkolne

40/40

Dzisiaj właśnie szóste klasy pisały test po podstawówce. Wniosek dla mnie: w-f na pewno nie będzie na sali gimnastycznej. I naszło mnie kilka kolejnych myśli. Żyję na wsi, w oklolicy 7km są tylko dwie podstwówki i jedno gimnazjum. Więc i tak ci z tych dwóch podstawówek idą do tego gimnazjum. Pojawiło się kolejne pytanie: po co ten cały sprawdzian w takich okolicach, ja rozumiem, że w np. w Warszawie już od pierwszej klasy rodzice głowią się jak tu zmotywować dziecko do nauki, aby w przyszłości poszło do dobrego gimnazjum, a potem do jeszcze lepszego liceum. A lepsze jest to, że kto tego nie napisze nie ma prawa iść dalej. Musi napisać, choćby napisał na zero. Wniosek drugi: test można sobie najzupełniej olać jeśli się już w 100% wie gdzie idzie. Wniosek trzeci: takich matołów, którzy lecą sobie z klasy do klasy na dwójach zostawić na rok dłużej i wpoić im jakoś tą wiedzę. Tylko jak? Są tak oporni na naukę, że brakuje porównania.

Jeszcze jedno: nie jestem drugim Romkiem, ani podobym edukatorem. Po prostu paranoja mnie otacza, ale chyba to nie nowość w naszym zacnym kraju.

Super tolerancja

Każdy jakieś muzyki słucha, każdy ma jakieś poglądy, każdy jest inny. TAK!!! Wszędzie, tylko nie w szkole. Na pewno nie w mojej szkole. Wystarczy, że unikasz disco polo, wolisz klimaty rocka, nie wierzysz w Boga lub nie jesteś trendy. Tak, trendy. Co za cudakiem trzeba być w mojej szkole żeby mieć kilka koleżanek/kolegów. Ksiądz, który uczy mnie religii określił to jako pokemony. Młodzież zaczyna wyglądać jak stworki. Przykład drugi - muzyka i nie tylko. "Moja popowa klasa", tak można określić moich kolegów i koleżanki słuchających polskiego cuda zwanego...każdy wie jak to się nazywa. Staram się tych 2 słów unikać jak najczęściej. Teksty tych piosenek są nie do określenia. Nie wierzycie, to przytoczę słowa aktualnego szkolnego hitu: " Coś tam ananas, coś tam miód. Każda dziewczyna jeeeeee. Lepszy niż banan albo śledź, każda panna chce go mieć." Ale są jeszcze inne podobne idiotyzmy, które puszczają przez radio węzeł. Przykład trzeci - nie wierzysz w Boga to spieprzaj dziadu. I tu opiszę pewną sytuację: poznałem dziewczynę, zadawała mi pytania i doszła do wiary...przemilczałem. Nie chcę kończyć znajomości przez jeden sprzeczny z jej pogląd. Dalej nie zna odpowiedzi na to pytanie, może to i lepiej. Ostatnia sprawa - długie włosy. Sam nie mam za bardzo długich włosów, a już nazywają mnie hippisem. I mówią to jak do podczłowieka. A mojego kolegę nazywają Jezusem, taka ksywka. I się jeszcze nazywają wierzącymi. I naprawdę ostatnia sprawa - manga i anime. Interesuje mnie to, nie powiem. A za dalsze zdanie posłuży sytuacja, której byłem uczestnikiem. Siedzę sobie w czytelni i przeglądam serwisy mangi itp. I tu kilka dziewczyn coś tam robiących obok mnie wali takim tekstem: "Smerfy też oglądzasz", "Dziecko jesteś?". Kilka dni później widziałem ich klasę i jednego z ich kolegów, który nie był wtedy w czytelni. Rysował na kartce mangową dziewczynę i mówił im, że to jest manga - japońskie komiksy. A one się tym zachwycały...

Każdy preferuje co innego. Ja tego nie neguję, tyle że ja ich muszę tolerować, a oni mnie już nie. Dziwne co?


Alchemik