O
piecyku gazowym
6.04.2008r.
.fajny jest piecyk gazowY
Najlepsze w piecyku nie są kolorowe lampki czy zachęcające pokrętełka. Wspaniała jest dopiero jego wielofunkcyjność. Pieczony kurczak, gotowany kurczak, smażony kurczak, duszony kurczak, grillowany (a co, jest taka funkcja!) kurczak. Uduszony, ludzki łeb – sztuk jeden. Wiele smakowitych dań i dead-mode. Zamiast tej całej dyskusji o eutanazji można by po prostu rozpowszechnić piecyki gazowe. Piecyk w każdym domu – oto zawołanie nowoczesnego Polaka!
Po wykrzyknięciu owego zawołania nowoczesny Polak stwierdza, że w zasadzie idealizm już na dzisiaj odfajkował i chętnie by coś zjadł, ale ze wskazaniem na kurczaka, nie na łeb. Nowoczesny Polak przystępuje do konsumpcji w nowoczesnym barze szybkiej obsługi, w którym nowoczesne są w zasadzie tylko energooszczędne żarówki i adidasy na nogach kelnera.
Najedzony nowoczesny Polak nie ma już zbyt wielu potrzeb. Polak głodny, to zły. A Polak najedzony? Dokładnych badań nikt nie prowadzi, ale jestem przekonany, że żaden najedzony człowiek nawet przez chwilę nie pomyślał o włamaniu do sklepu czy kandydowaniu do sejmu. Wniosek jest prosty – należy naród dokarmiać i wkrótce zapanuje utopia. Będzie można wyrzucić wszystkie kodeksy prawa karnego, otworzyć więzienia, zapanuje ład i harmonia (swoją drogą niezły pomysł na nazwę partii – ŁiH).
Miałem kiedyś brata, który dokonał żywota właśnie w takim, wspomnianym wcześniej, piecyku gazowym. Pomyślałem sobie wtedy, że tym samym krajowi zaoszczędzono jeszcze jednego narwańca dyskontującego wcześniejsze dokonania tego wspaniałego narodu. Bo brat do mega-rozwiniętych nie należał i zaczynał już nawet trochę chuliganić, mimo swoich lat piętnastu i pół. Ale potem jednak się poczułem i zmieniłem tor rozumowania – trochę skurwysynka było mi jednak żal.
Najbardziej żal to mi jednak było tego włoskiego loda, co to zaraz po odebraniu z okienka wziął i się spadł na chodnik. Biadoleniom nie było końca, a jeszcze pojawił się przedstawiciel Straży Miejskiej i kazał sprzątać. Boże, jaki wstyd. Byłem chyba pierwszym obywatelem RP, który sprzątał jebanego loda z chodnika. Umorusałem całe łapy, bo w posiadaniu miałem tylko jedną chusteczkę, w dodatku jednorazową dwuwarstwową. To nie jest dobry zbieg okoliczności, kiedy tracisz dwapięćdziesiąt i zasładzasz sobie dłonie, bo jakiemuś baranowi w żółtym podkoszulku przyszło nagle do łba pooglądać kawałek ulicy, na którym straciłeś swojego loda. Żeby mu tak ten łeb upierdoliło w jakimś piecyku.
Na sam koniec chciałbym powiedzieć, że wziąłem sobie właśnie taki piecyk na raty. Nie, jako nowoczesny Polak nie zamierzam się w nim zagazowywać – od tego nowoczesny Polak ma sąsiadów. Ja się po prostu nauczę gotować. Zostanę Doskonałym Materiałem Na Męża i lody będą robić mnie, a nie upadać.
esy, floresy, zawijasy – niepotrzebnie powiększałeś ten tekst, gamoniu
d'Arthez
dartez19@o2.pl
P.S. God save the gin