Noc
Noc. Chwila sam na sam z sobą. Tajemnicze spotkanie ze swoją duszą. Czuje jak zamykam się w myślach, zapadam w głębi refleksji, które muszę spisać na tej kartce. Refleksje zwykłe, proste: o celu bycia, o sobie, o samotności duszy i myśli. Do tych jakże ważnych refleksji skłonił mnie film „Niebo nad Berlinem”, w którym ujrzałem tematykę, której od lat szukałem. Opowiadał on o dwóch aniołach, którzy obserwowali ludzi, podsłuchiwali ich myśli. Mnie najbardziej zaintrygowały właśnie myśli - rzecz dla każdego przynależna, rzecz-tajemnica z którą pozostajemy do końca naszego istnienia. A tematyka tych myśli była prosta: realizacja dziecięcych marzeń przemienionych w zawód, problemy artysty a także bojaźń przed śmiercią i wykazanie siły szczęścia - uczucia krótkiego, rzadkiego, ale jakże niezastąpionego i poszukiwanego.
Czasem chciałbym być jak przedstawieni w filmie aniołowie, bo często próbuje obserwować ludzi, ich zachowania, pewne schematy zachowań. Lecz co z myślami. Są nas miliardy (ludzi) ale tylko my (ludzie) pozostajemy z nimi na zawsze. Możemy ich nie wyjawiać, a gdy mówimy to co myślimy to czy robimy to naprawdę ? … Jaki sens mają myśli - czy czynią nas kimś lepszym od zwierząt czy może coraz mocniej do nich upodabniają ?...
Choć jestem człowiekiem to chyba nie dorosłem do człowieczeństwa. Jedyne co mam z niego to zapadnięcie się w materializm. Jednak nadchodzą takie chwile jak ta, kiedy wolałbym być tylko myślą, stanem duchowym, który unosi gdzieś na wietrze i obserwuje ludzkie zmagania z życiem.
Stać się może kimś więcej niż człowiekiem, nadczłowiekiem. Spróbować pokochać ludzi i świat, w którym żyjemy jak Zaratustra. Spisywać swoje myśli, bo one czynią mnie oryginalnym i kreują moje nastawienie do życia. Czuje jak chaos panuje w tym tekście, lecz także czuję siłę, która płynie z pióra, długopisu. Choć mam ścisły umysł próbuje zawrzeć myśli w tym tekście, jednak nigdy się to do końca nie uda. Nie czyni mnie to poetą lecz człowiekiem, który tworzy własną historię, dzieło, które będzie kreowane przez całe moje istnienie.
Wracając do filmu … jeden z tych aniołów, który chciał zostać człowiekiem, pomimo cierpienia jakie ze sobą niesie. Widać miał dosyć idealnego życia wiecznie obserwując istoty ziemskie. Nasuwa się taka refleksja - czy my dążymy do stanu idealnego czy już w nim jesteśmy. Może „co za dużo to niezdrowo” i ciężko jest żyć w nieustannej monotonii szczęścia i radości. „Ja do nieba nie chce wcale, ja niebo mam tu, choć więcej gabarytów mam i rośnie mi brzuch” - słowa Fisza coraz bardziej zaczynają zastanawiać. Mamy tu swoje przyzwyczajenia i złe nawyki i ciężko czasem sobie wyobrazić, że mamy to odrzucić i „lecieć do nieba”. Cudze chwalicie, swego nie znacie…
…
Nadchodzi znowu. Czuję pustkę choć sam nie wiem jak ją wypełnić. Wiara, miłość a może kanabinol, choć dragi wolałbym odrzucić bo przedstawiają perspektywę uzależnienia się od nich. Może jaka myśl, idea, dla której warto było się poświęcić. Dla romantycznych bohaterów była to obrona kraju i walka o niepodległość Polski. Teraz, choć kocham swoje miejsce, to wolałbym nie być politykiem czy innym działaczem - to nie dla mnie.
Sam nie wiem, ta pustka ciągnie się nieustannie za mną. Mam nadzieję, że zniknie zanim nie zapadnę się w sobie na zawsze i umrę bez uśmiechu na twarzy.
…
„dziecko było dzieckiem, które cieszyło się z każdej zabawy”- teraz jestem człowiekiem chorym, skazanym na śmierć w materialnej cywilizacji.
szpala