KILKA SŁÓW O UMIERANIU
Śmierć jest bardziej uniwersalna niż życie,
bo każdy umiera, choć nie każdy żyje.
A. SACHS
...godzina 6.00. Nie ma dnia, który zaczynałby się wielką literą. Ciężko w ciągu kilku godzin zrozumieć jego sens. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak trudno nauczyć się historii jest banalna... każdy dzień trwa na całej Ziemi 48 godzin. Historii łatwiej zapamiętać.
Pan Incogito wstał o szóstej, robi tak każdego dnia od
poniedziałku do piątku z wyjątkiem dni urlopu. Kilka minut później myje
pożółkłe zęby, niezdarnie czesze włosy starym grzebieniem i konsumuje
przygotowane przez żonę śniadanie, zawsze z plastrem szynki wieprzowej, z
wyjątkiem piątku i kilkudziesięciu dni wiosną. Przez trzy miesiące w roku nosi
gruby czarny płaszcz, przez pięć miesięcy elegancką czarną kurtkę, a przez
ostatnie cztery wychodzi w samej marynarce. O godzinie 7.00 rzuca spojrzenie na
zegar, wstaje z krzesła i wychodzi bez słowa. „Piękne słowa mówią wszystko,
lecz nie zmienią nic, nie zmienią nic...” Wychodzi z domu, nie trzaska
drzwiami, w tej chwili żona spogląda przez okno, stary czarny płaszcz
przypomina jej męża z czasów gdy nie mówiła mu na Pan.
Przez pół
roku pan Incogito wychodząc z domu czuje uderzenie
zimna, przez pół roku ciepła, jeden raz w roku nie czuje nic. Otwiera bramę,
jak zwykle patrzy w stronę sąsiada wychodzącego z rudym, hałaśliwym psem.
Sąsiad rzuca sympatyczne „dzień dobry” nie oczekując na odpowiedź, gdyż nie
otrzymał jej jeszcze nigdy. Przed wyjazdem ze swojego królestwa pan Incogito czeka na przechodzącego chodnikiem studenta,
którego przepuszcza każdego dnia. Na pierwszym skrzyżowaniu przejeżdża na
zielonym, dwa razy skręca w prawo, zatrzymuje się przy sklepie, w którym
pracuje jego dawna koleżanka. Nie wita się z nią i nie rozmawia, wydaje mu się,
że ona go nie pamięta, ona ma co do niego identyczne przypuszczenia. Kupuje
bułkę z makiem i sok Tymbark jabłko-mięta, by jak twierdzi wlać w swoje życie
nie tylko słodki sok, ale i zaskakującą złotą myśl z nakrętki, ot taki
pierwiastek codziennego szaleństwa. Wychodząc ze sklepu zawsze mija przyjaciela
z liceum, ten jeden, jedyny raz w ciągu dnia pojawia się na twarzy pana Incogito uśmiech, delikatny i mimowolny. Podaje
przyjacielowi rękę, przez chwile czując dotyk czegoś obcego, czegoś co ludzie
nazywają szczęściem.
Wychodzi i
spogląda na przywiązanego do pordzewiałej rury psa, czarnego, krótkowłosego, o
oczach smutnych i gdzieś w głębi ukrytym pragnieniu ciepła. Pokonując ulicą
kilka metrów do zaparkowanego samochodu, kopie leżący kamyk, raz na dziewięć
trafiając w przednie koło samochodu, dwa razy na dziewięć w tylnie, trzy na
dziewięć trafia pod samochód, dwa razy w siedzącego na krawężniku chłopca,
jeden raz nie trafia w kamień. Żadne z rozwiązań nie wyrywa go z chronicznego
stanu obojętności. Przy samochodzie spala papierosa i odjeżdża do miejsca
pracy. Parkuje przed siedzibą firmy za pięć ósma, każdego dnia spogląda na
pomarańczową elewację jednego z pobliskich budynków, robi mu się nie dobrze. W
ciągu kilku minut dociera do gabinetu. O godzinie ósmej pan Incogito
siedzi już w niewygodnym fotelu, przed włączonym komputerem, gotowy na
elektroniczne zbliżenie. Sekretarka zgodnie z instrukcjami pana Incogito, osoby z zewnątrz, informuje, że pana nie ma,
pracowników niższych szczeblem, że jest zajęty, natomiast szefa zaprasza do
środka. Szef daje panu Incogito dokumenty, 20% z nich
pan Incogito rozpoznaje i wie co z nimi zrobić, 79%
rozpoznaje jego sekretarka, a o celowość dostarczenia pozostałych dokumentów
pan Incogito pyta szefa, szef odpowiada „pomyśl” i
one lądują w niszczarce. Pan Incogito przez kilka
godzin spogląda w ekran monitora, wykonując chaotyczne uderzenia w klawiaturę
środkowym palcem prawej ręki, nieświadomy jak bardzo pieprzy system. O godzinie
szesnastej bierze teczkę i idzie do samochodu, w słynnym międzyczasie nie
robiąc nic.
Dwa razy w
ciągu roku ochroniarz dziwi się widząc zamyśloną twarz pana Incogito,
wbrew pozorom powodem nie jest jakaś frapująca myśl, ani nawet chwilowa
kontemplacja, lecz powracający co sześć miesięcy ból zęba. Pan Incogito przy samochodzie spala papierosa i odjeżdża do
domu. Na pierwszym skrzyżowaniu staje na czerwonym, widzi przechodzącego młodzieńca,
który przybierając co roku siedem centymetrów w pasie, coraz bardziej
przypomina Big Maca.
W domu jest
o szesnastej czterdzieści pięć. Nie wita się z żoną i nie rozmawia, wydaje mu
się, że ona tego nie potrzebuje, ona ma co do niego identyczne przypuszczenia.
Nie myje rąk, nie zdejmuje krawatu, je obiad, drugie danie raz w roku jest
przesolone, choć zupa jeszcze nigdy nie była za słona. Po obiedzie bierze
leżącą na stole gazetę, raz na trzy dni jest to gazeta wczorajsza, ale to
akurat nie robi różnicy. Przez dwie godziny odbywa codzienną modlitwę z gazetą
przy trzech artykułach mówiąc kolejno „Boże”, „Jezu” i „Najświętsza Panienko”.
Po zaspokojeniu potrzeb religijnych przychodzi czas na te fizjologiczne.
Poprzez stały rozrost prostaty pozycja stojąca zajmuje mu z roku na rok o
sekundę dłużej, ta siedząca trwa, aż papier czysty. Pięć razy w tygodniu bierze
prysznic, raz zażywa kąpieli, a w niedziele myje stopy w umywalce.
Droga z
łazienki do sypialni to dziewięć kroków, żona już śpi w łóżku. Pan Incogito budzi ją mówiąc co miał pod nakrętką soku Tymbark,
ona odpowiada „zabawne” i tak zasypiają szczęśliwi. O wpół do dwunastej pan Incogito wstaje na papierosa, nie budzi żony, nie trzaska
drzwiami, bierze ze sobą smycz, bo od pięćdziesięciu lat sprawdza czy jest na
tyle sumienny by mieć psa. Staje na schodach przed domem. W połowie przypadków
spogląda mu w oczy jego szczęśliwa gwiazda, w pozostałe dni nie widzi go zza
chmur. Pan Incogito ogarnia całą ulicę swoim
wzrokiem, nagle widzi umierającego kilka metrów przed nim bezdomnego starca,
Pan Incogito poznaje go, choć wydaje mu się, że
starzec pchał zawsze wózek po drugiej stronie ulicy, kulejąc na lewą nogę. Gasi
papierosa i wraca do łóżka, dochodząc do wniosku, że coś mu się pomyliło.
Starzec musiał tu umierać codziennie.
...północ. Dziś miałem na nakrętce „byle do jutra”. Dni rodzą się na linii zmiany daty i tam umierają 48 godzin później, my mamy więcej czasu, lecz wcale nie jest nam łatwiej. Jest tylko jeden dzień który kończy się kropką, to ten sam, który nie jest pierwszym dniem reszty naszego życia. Dlatego dziś na koniec serwuje przecinek,
PS:
Pan Incogito to nikt, a w pewnym sensie każdy. Incogito
jest incognito.