Idziemy po drodze życia |
Cóż za niebiański głos mnie wzywa. Pieśń niesie się po moim umyśle. Opływa mnie i moją świadomość.
Wchodze, nie boję się, ale coś czuję, że jest nie tak, ścieżki są inne. Są nowe. Nowe myśli mną
miotają. Uciekam w głąb, coś mnie goni, ta świadomość jest za mną i znowu stoje sam.
Spokój i nic więcej, łąka pełna kwiatów i ta sama pieśń. Teraz jako dziewczyna. Uosobienie dziewczyny.
Jej gra harfą, ten spokój i znów jestem sobą. Nagle coś podcina me myśli - chór sądu ostatecznego
wzywa mnie do walki. Stoję sam, chór nie daje za wygraną, rzuca mnie
w otchłań pola bitwy, wyśpiewując Amen. Miecz i jedno cięcie, znowu jestem z dziewczyną, opatruje mnie.
Błogość w jakiej jestem jest nie do opisania, jej twarz, spokojna gra zmysłów, zapach, dotyk,
smak jej ust. Niebo, czy to jest niebo, anielskie śpiewanie, prostota chwili, jej nieskończoność i wiekuistość.
Nostradamus tyko wie kiedy się skończy, on wie wszystko, więc po nam wiedza.
Znów jestem na polu bitwy, dziwne, jestem zwycieżcą, ale czego? Trzymam w ręku miecz uwity z mysli o wygranej.
Przemierzam lądy, oceany i kosmos w poszukiwaniu jej. Wygrałem bitwę, ale przegrałem ją - uosobienie dziewczyny.
Miecz zamienił sie w statek, podążam nim ku niej, znowu spokój jakby była ze mną.
Otępienie. Nie wytrzymam już bez niej, oddajcie mi ją! Oddam wszystko. Ją chcę
znowu widzieć i niech mi zagra raz jeszcze, ostatni raz niech zaśpiewa tę anielską pieśń.
Harfa. Tęsknię za jej harfą i śpiewem. Nic nie mogę zrobić, nadzieja tylko zostaje.
Ona nigdy nie umiera. Kolejna walka o nią ,nie wiem z kim walczę, wiem, że wygram.
Nie mogę przegrać. Trace kolejne myśli budując z nich machiny oblężnicze.
Wygrałem. Uciekam przed samym sobą, liany uwite z myśli przecinam maczetą konceptualną.
Cisza. Czy to ona, nie chcę znowu o niej myślec. Znowu pieśń, ale inna. Drogowskaz
na mojej odysejskiej drodze do zapaści umysłowej. Kolejna walka, straciałem rachubę.
Tylko ona się liczy. Młoty uderzają raz po raz kując wspamniałe bronie,
lecz do walki wystraczy tylko myśl o niej.
Obudziełm sie z pieśnią w uchu, jej pieśnią. To ona jest ze mną, jaki ja głupi byłem,
po co walczyłem, dla kogo walczyłem, o co walczyłem. Miecz, ostrze. Nie ma jej,
pożoga u jej stóp, czy to ona niesie śmierć? Ta pieśń, czy to ona niesie śmierć?
Trafiłem na pustkowie, słyszałem tam wiele innych pieśni, lecz dalej myślełem tylko o tej jednej.
Nazwałem siebie Pieśnią Pożogi, nikt już nie stał mi na drodze.
Odkryłem swój umysł, poznałem każdą jego tajemnice, moje bronie były coraz doskonalsze
jak moje myśli i znów ta niepewność. Ten miecz i krew, ostrze, cięcie. Czy to ja ginę?
Łąka, ja i ty razem, historia lubi się powtarzać. Twój zapach, dotyk, smak ust.
Nie ma cię w jedej chwili, znowu cię straciłem. Rozpacz po śnie pięknym. Twarzy nie zdążyłem zapamiętać.
Tylko smak ust pozostał, pieśń i harfa. Ty byłaś pieśnią wesołą, niczym-nie-zmaconą, hulańczą, zapomnianą.
Deszcz uderza we mnie, czesze moje tłuste włosy, krople rozbijają się o mój nos, wpływają do ust,
czuję smak twoich słodkich ust. Wino na nich zawsze było, a każdy pocałunek to nowy łyk trunku.
Pamieć jest wieczna, wieczna pamieć o niej, jej pieśń, anielski głos i gra harfy. Tylko dla mnie grała.
Czy to sąd ostateczny, czy zobaczę ją? Niepewność, to zawsze mi towarzyszyło, ale gdy była ze mną
wszystko inne znikało. Czystość umysłu, tego mi teraz brak, oczyszczenia, swoistego katharsis.
Kolejna potyczka, kolejne ofiary, kolejne pole walki, ile razy użyłem słowa ,,walka''.
W moich ustach takie powszednie, jakby już nic nie znaczyło.
Dalej szukam anielskiego głosu, niebiańskiej harfy, słodkich ust,
dziewczyna bez twarzy, białe jak puch włosy, czy ja szukam śmierci?
Jej głos mnie napełnia, kolejne jej słowa i każde krótsze od poprzedniego.
Znowu umilkła, spokój umysłu mącony tylko następną wojną.
Dla niej, o nią, przez nią, czy inni też jej szukają?
Czy to turniej? Gongi bijące moją klęskę w wygranej bitwie.
Moje słowa coraz mniej mają znaczenia, są puste.
Jak obietniece o życiu wiecznym.
Ona prowadzi mnie do walki, słodycz jej ust, gorzki smak wygranej. Ponownie łąka, kwiaty z samymi kolcami.
Nie kaleczą mnie, myśl o niej pałętająca się po moim umyśle, myśl o niej.
Złamałem wszystkie zakazy by ją odnaleźć.
Nie znalazłem jej, widzę ją, wyciągam miecz, tnę i nic. Czuję się przepełniony, sam nie wiemc czym.
Może tylko moją beztroską, może w końcu uświadomiłem sobie że nie warto już szukać.
Jestem zrozpaczony, nic nie czuje, odebrała mi siebie, jestem wrakiem czegoś, ale nie człowieka.
Nadzieja umiera ostatnia. Moja chyba jeszcze nie umarła, ale jest blisko takiego stanu.
Biegnę, widze ją. Walczę. Nic, chór - ostatnie wyzwanie.
Przygotowywuję się do niego, muszę wygrać, wiem że wygram. Wygrana to słowo mnie już nie zadziwia.
Walka nastała, walczę z pustką, z samym sobą, przegrana - ostatnia rzecz o jakiej myślę.
Noc - dlaczego mym polem bitwy jest noc - błogosławiona noc.
Wygrałem po raz ostatni, ale nic nie wygrałem, żadnej nagrody. Pomyślałem, że odejdę.
Odwróciłem się i ujrzałem ją stała za mną, była cały czas za mną, była tak blisko.
Była tam, tylko ja nie widziałem jej, głupi walczyłem o nic.
Znalazłem swoją drogę życia.
Znowu weszedłem na ścieżkę, upadłem, ucałowałem ziemię - jej słodkie usta.
Przyłożyłem ucho, ta harfa i jej głos....
|
|
|