Master of Magic


Swego czasu, podczas przekopywania się przez tysiące ksiąg, pergaminów i starodruków, odnalazłem pewną książeczkę. Po bliższym przyjrzeniu się przedmiotowi, zdziwiłem się, gdyż już nikt nie rościł sobie do niego żadnych praw, a przecież wyglądał on całkiem nieźle, jak na tamte zamierzchłe czasy. Okazało się, że jest to swego rodzaju dziennik, którego siła tkwiła nie tyle w okładce, co w wewnętrznej treści – pasjonującej opowieści o pewnym magu...



„Panowanie me rozpoczęło się skromnie. Znałem przecież tylko kilka podstawowych zaklęć, władałem jeno pojedynczym miastem, które zamieszkiwały halflingi. Dlaczego jako mag chaosu zainteresowałem się tą rasą? Sam do końca nie wiem, co mną kierowało. Wydawali się po prostu sympatyczni, poza tym to właśnie oni jako jedni z niewielu potrafili zaspokoić mój wyrafinowany smak, przygotowując za prawdę wyśmienite potrawy. Poza tym, gdy przyuczyli się nieco i poznali kilka tajników magii, całkiem nieźli byli z nich szamani. Pod moim dowództwem, nie było jeszcze żadnego wodza, jeno oddział mieczników i włóczników. Nie było sensu trzymać ich w mieście, więc wydałem rozkaz wymarszu na północ, ten bowiem kierunek podpowiedziało mi moje przeczucie...”

Gdy ciągłe stanie w miejscu stało się dla mnie niewygodne, skierowałem się w stronę średniej wielkości stolika. Blat, w kształcie dysku zapełniały może nie całkiem nowe woluminy, lecz na pewno świeższe niż to co aktualnie trzymałem w ręku. Bez zastanowienia zdjąłem kilka z nich, gdyż wiedziałem, że opowieść zatytułowana Master of Magic - co przetłumaczone z języka magicznego znaczyło po prostu „Władca Magii” – zawładnie mną bez reszty, zabierając czas, który mógłbym wykorzystać inaczej. Zasiadłem na krześle i bez zwłoki, zabrałem się za dalszą lekturę.

„Pierwsze zwycięstwo przyszło zupełnie bez trudu. Po raz pierwszy miałem okazję sprawdzić, jak me magiczne umiejętności sprawdzają się na polu bitwy. Wrogi oddział włóczników, który bronił mieszkańców miasteczka niechętnych mojemu panowaniu, nie zdążył nawet dobiec do moich wojsk. Dwa ogniste pociski i z bohaterskich obrońców zostały kupki popiołów. Prawdopodobnie każdy inny zapewne zemściłby się na zwykłych mieszkańcach miasta, lecz ja tego nie zrobiłem. Nie chcę powiedzieć, że nie miałem ochoty – zawsze staram się być wobec siebie szczery – ale to miasto miało mi się jeszcze przydać. Jak się później okazało, oszczędzanie zwykłych mieszkańców stało się moim przyzwyczajeniem. Nie powiem, często zdarzały się wypadki przy pracy, gdy moi ludzie atakując miasto nie mogli się powstrzymać przed zabiciem co bardziej opornych. Mimo, że działo się to rzadko, to jednak kazało mi inaczej spojrzeć na ten niby to miłujący pokój lud...”



Master of Magic to produkcja, która łączy zalety takich gier jak Cywilizacja (oczywiście jedynka), oraz Master of Orion. Być może to co teraz powiem, bywalcy innych bibliotek uznają za herezję, ale uważam, że „Władca Magii” jest lepszy od tych dwóch tytułów, które wymieniłem wcześniej...
Już dawno nie miałem podobnej sytuacji, szczególnie z woluminami dostępnymi za darmo. Po prostu nie mogłem się powstrzymać, przed przeczytaniem kolejnej strony, ujrzeć efekty nowych czarów, zobaczyć jak po długim czasie trenowane są nowe rodzaje wojsk, przeżyć kolejne epickie bitwy. Żeby opisać każdy aspekt tej książeczki, musiałbym właściwie napisać nową. Powiem tylko jedno, Master of Magic jest naprawdę rozbudowany! Mi najbardziej przypadł do gustu pomysł, by bitwy były przeprowadzane na osobnych mapkach, gdzie nie tylko liczyły się dobre jednostki, ale również taktyka, przemyślane działanie oraz pomysł na wygranie starcia.

„Pierwszą przegraną bitwę, odczułem jak prawdziwą klęskę. Chciałem zdobyć wulkan – wspaniałe źródło mocy magicznej. Niestety strzegły jej trzy sfory piekielnych ogarów, na które moje zaklęcia oparte na ogniu, robiły niewielkie wrażenie. Nawet wódz, którego wynająłem całkiem niedawno, nie mógł uratować sytuacji. Przywołany przeze mnie ognisty żywiołak, został wypatroszony prawie w biegu. Ogary gnały przez pole bitwy, a ja myśląc że w bezpośredniej walce nie będą tak straszne, nie wydawałem rozkazu odwrotu. Nikt z moich ludzi się nie uratował...
I choć był to dotkliwy cios, to jednak jak zawsze starałem się znaleźć pozytywne strony tego wydarzenia. Wiedziałem, że od tej pory będę bardziej rozważny, a poza tym, zmarłym już nie musiałem płacić...”

Jednym z minusów MoM jest fakt, że jest grą pod DOS, co może być sporym problemem, na niektórych komputerach. Ale jest na to rada, wystarczy program w rodzaju DOSBox’a. Poza tym i oczywiście grafiką nie stwierdziłem właściwie żadnych wad. MoM jest grą złożoną, którą można się cieszyć przez naprawdę długi, długi czas. A co jest jeszcze bardziej ciekawe, wydaje się, że pod względem grywalności, produkcja ta w ogóle się nie zestarzała. Ba! Na tym polu przewyższa nawet wiele nowych gier! Naprawdę szczerze polecam!



„Ma droga będzie jeszcze długa i usłana przeszkodami, lecz nie poddam się. Czeka mnie jeszcze wiele podbojów, chwalebnych zwycięstw, i być może haniebnych klęsk. Wiele się jeszcze nauczę, rozbuduję swe miasta i wojska. Dzięki sławie przyłączą się do mnie potężniejsi wodzowie, a przeciwnicy będą truchleli ze strachu. Zwyciężę i stanę się prawdziwym Władcą Magii! Władcą całego świata!..”


Hastatus