Dwa tematy, które chciałem poruszyć


Prawko
Kilka dni temu miałem przyjemność zdawać egzamin na prawo jazdy. Wszystko zaczęło się od wyjścia z domu około godziny 14. Mieszkam we Wrocławiu i dojazd z biskupina na ziębicką trochę zajmuję, nawet skuterowi, którego jestem szczęśliwym posiadaczem. Na miejscu około 14.30, po drodze tankowanko. Egzamin teoretyczny zaczyna się o 15.05. Godzina 15, przychodzi Pan w garniturku i wpuszcza nas do sali. 25 osób siada do komputerów. Gadania, pół godziny, test zrobiony w 5 minut, wynik pozytywny. O 16 zaczynam praktyczny na placyku, z 15 osób zdaję jako 3 od końca, jestem 5 osobą, która zaliczyła. Prawie godzinę czekałem, żeby przejechać 100 m. Potem praktyczny w mieście. Perspektywa czekania na 6 osób, które są przede mną i każda musi przejechać przynajmniej 40 minut. Dramat. Na, moje, szczęście 2 osoby oblały zaraz po włączeniu silnika, więc wsiadłem do samochodu już po 2 godzinach czekania. Półtorej godziny jazdy i załatwione. Podsumowując, na miejscu spędziłem około 5,5 godziny w stresowej i męczącej atmosferze. Prawo jazdy - żaden problem...


Niemiecki jest cool
Do niedawna uważałem, że język niemiecki jest: brzydki, toporny i ciężko się go słucha, nawet, gdy płynie z ust Niemca. Nic bardziej mylnego. Jakiś czas temu miałem przyjemność udać się na "Opere za trzy grosze" w wykonaniu Berliner Ensemble - berlińskiego teatru. Po usłyszeniu piosenki tytułowej Mackie Majcher, myślę, że dużo z nas ją kojarzy, zostałem, dosłownie wgnieciony w fotel i zostałem już w nim, aż do przerwy, kiedy mogłem chwilę ochłonąć. Okazało się, że język naszych zachodnich sąsiadów nie brzmi jak warczący silnik malucha, tylko jest płynny, lekki, zwiewny i słucha się go tak dobrze, a może nawet lepiej, niż polskiego czy angielskiego podczas oglądania sztuki teatralnej. Może faktycznie szkolny niemiecki jest ohydny i toporny, ale, kiedy płynie on z ust profesjonalnych aktorów, w rytm muzyki doskonałej, berlińskiej orkiestry to potrafi człowieka olśnić i oczarować.


Grzegorz Stanek