Czynnik postępu, czynnik wojny


Miecz zalśnił w piekącym słońcu, gdy wznosił go, do zadania ostatecznego ciosu. Nie mógł pozwolić sobie na błąd. Jeden i już nigdy nie ujrzy swej rodziny, która była teraz tak daleko. Arab nie zdążył się zasłonić i po chwili padł na ziemię. Jego krew błyskawicznie wsiąkała w pokłady piachu. Rycerz obrócił się, by stawić czoła kolejnemu wrogowi. Błyskawiczny cios lekkiej szabli przyjął na tarczę i natychmiast kontratakował. Tym razem przeciwnik miał większe umiejętności i odskoczył do tyłu. Był bardzo szybki. Ciężkozbrojny Europejczyk poruszał się powoli, oczy zalewały mu strużki potu. Był co raz bardziej zmęczony, walczył w końcu już od kilku godzin. Wtedy Arab skrócił dystans doskoczywszy do rycerza. W jego dłoni zalśnił długi sztylet w kształcie fali. Zbyt blisko by użyć miecza. Cios metalową rękawicą jedynie na moment odroczył nieubłagany koniec. Ostrze gładko przecięło łączenie zbroi i zagłębiło się w ciele. Umierając rycerz nie widział zadowolenia na twarzy Araba. On przecież też chciał tylko jednego. Przeżyć...

Walkę mamy we krwi. Nieskończone pokłady agresji i woli zniszczenia tkwią gdzieś w naszych umysłach, bezpieczne za murem wpojonej nam łagodności. Tysiące lat zmagań z przeciwnościami losu, wieki walki o przetrwanie miałyby być tak po prostu zapomniane?

Supermutant podniósł się raz jeszcze, a jego masywny gatling ponownie rzygnął ogniem. Ciężko ranny, bez szans na wygraną. Walczył jednak dalej. Poddawanie się nie leżało w jego naturze. Ryczał w gniewie by dodać sobie odwagi, by zapomnieć o bólu. Jeszcze kilku z nich zabije, zanim sam padnie. Jeszcze kilku weźmie ze sobą. Kolejne pociski rozorały jego ramię, część krzesząc iskry zrykoszetowała od kolczastego pancerza. A on strzelał dalej. Miniaturowe błyskawice niszczyły wszystko na swojej drodze. Posłańcy śmierci...
Wybuch granatu zakończył ostatnią walkę supermutanta. Zanim dotarło do niego że przegrał, stał jeszcze chwilkę, mimo pokaźnej dziury w torsie. Potem majestatycznie runął na kolana, nadal nie zdejmując palca ze spustu. Pociski rozorały ziemię pod jego stopami, po chwili gatling zamilkł już na zawsze...

„Zawsze jest kolejny wróg” – jak słusznie stwierdza Bractwo Stali. Zawsze będzie z kim walczyć. Czy jesteśmy w stanie się od tego uwolnić? Czy to, że w tej chwili jest mniej wojen niż jeszcze sześćdziesiąt lat temu, świadczy o tym, że zaprzestaliśmy walki?..

Kolejny dzień pracy. Jak zwykle uprzejmie przywitał się ze swoją sekretarką i poprosił o filiżankę kawy. Zasiadł w swoim fotelu i włączył laptop. Logo jego firmy napawało go dumą. Sam ją stworzył, od zera, aż do teraz. Od mikroprzedsiębiorstwa w którym był zatrudniony sam jeden, aż do międzynarodowej korporacji dającej pracę tysiącom ludzi. Ileż wysiłku kosztowało go dojście do aktualnej sytuacji! Ileż razy myślał, że to już koniec. Ale on walczył dalej na froncie podatków, popytu i podaży. Był żołnierzem zysku, w armii żądnych sukcesu biznesmenów. Zrobił kilka rzeczy z których nie był dumny – działania te nie były ani zgodne z przepisami, ani tym bardziej etyczne. Ale na tym też polega wojna! Albo oni albo ja! Żeby przetrwać na rynku trzeba być przecież bezlitosnym. Wyeliminował wielu konkurentów, kilku po prostu kupił. Uśmiechnął się do siebie, kiedy przypomniał sobie, że gdy rejestrował swą firmę, nie miał już prawie żadnych funduszy. To było ryzykowne posunięcie, ale także jego jedyna nadzieja na przetrwanie...

Gry to tylko kontynuacja naszych chlubnych tradycji woli walki i współzawodniczenia. Rozrywka, konieczność, nałóg, przyjemność i niebezpieczeństwo – są one tym wszystkim jednocześnie. Człowiek zawsze będzie walczył - to leży przecież w jego naturze. Ale dzięki tej cesze jesteśmy teraz na tak wysokim stopniu rozwoju. Nie byłoby cywilizacji, tak błyskawicznego tempa odkrywania nowych rzeczy, wdrażania nowych technologii bez wrodzonej potrzeby walki, ukształtowanej poprzez tysiące lat zmierzeń z przeciwnościami losu. Co prawda nie byłoby też tak wielu wojen, śmierci, bólu i strachu. Wszystko ma swoje dobre i złe strony, gry komputerowe także. Czy będą one jedynie wentylem bezpieczeństwa, pozwalającym wyładować tkwiącą w nas chęć zniszczenia i agresję, czy też powodem dalszej degradacji moralnej młodego pokolenia, tego nie wiem. Być może zawsze będziemy doświadczali dwóch stron – pozytywnej i negatywnej – każdego zjawiska z jakim się zetkniemy. Być może nadal, nam Graczom, nie uda się uniknąć często usprawiedliwionej krytyki, ale przecież wszystko zależy od nas samych. Od tego, czy mamy wystarczająco kruchą psychikę, by świat wirtualny pomieszał się nam ze światem realnym, czy też na tyle silną by traktować gry jako normalną rozrywkę, którą są w istocie. Jedno jest pewne, nie da się unicestwić gier, tak samo jak nie da się zniszczyć agresji i chęci destrukcji tkwiącej przecież w każdym z nas...

W szkole było gwarno. Korytarz w czasie przerwy nie należał przecież do najspokojniejszych miejsc.
Wysoki szatyn musiał podnieść głos, by przekrzyczeć panujący hałas:
-Słuchaj, przepraszam, że wczoraj zachowałem się tak paskudnie. Ale to przez tą pałę z maty byłem taki wściekły. – Rzeczywiście czuł się dużo lepiej niż poprzedniego dnia. Wieczorem odpalił sobie prostą, ale za to brutalną i raczej krwawą strzelaninę i wyładował swoje emocje. Wiedział, że takie gierki właściwie nadają się do tego jednego celu, a spełniały go znakomicie.
-Nie ma sprawy. –Powiedział jakby bez przekonania niższy blondyn. On też poprzedniego dnia grał w krwawą strzelaninę. –Ja też nie byłem bez winy.
Obaj rozstali się zadowoleni z siebie. Szatyn ucieszony, że udało mu się rozwiązać konflikt, a blondyn ze świadomością, że teraz to i tak niczego już nie zmieni. Niższy z chłopców uklęknął i włożył dłoń do swego plecaka. Blondyn uśmiechnął się mimowolnie gdy poczuł znajomy kształt, chłodnego metalu. Zastanawiał się czy wezwą antyterrorystów, kiedy zacznie strzelać?..


Hastatus