Znajdź początek i przyczynę. Zadaj mądre pytania i na nie odpowiedz. Zastanów się czemu tak, a nie inaczej. Przeanalizuj wszystko konteksty i odcienie. Zapisz długość i szerokość. Koniecznie w milimetrach. A kiedy już wszystko określisz, nazwiesz, opiszesz i zmierzysz- zaplanuj. Punkt po punkcie. Tak, żeby nic nie mogło zaskoczyć.
Idź do przodu, zawsze stawiaj stopy równo. Nie garb się, ani nie patrz w słońce. I to i to szkodzi. Należy iść prosto i rytmicznie. Konsekwentnie po wcześniej wyznaczonej trasie, bez nagłych zmian decyzji. Trzeba zawsze mieć ze sobą parasol, szalik, okulary słoneczne i tysiąc twarzy na każdą okazję. Przygotuj się na wszystko i na wszystkich. Tak, żeby nic nie mogło cię zaskoczyć.
Myśl, co mówisz. Myśl, co robisz. Kontroluj, co myślisz. Planuj z wyprzedzeniem w jaki sposób spojrzysz w oczy. Określ granice i wyraźnie zaznacz cel. Najlepiej czerwonym krzyżykiem. Zastanów się czy warto, rozpisz w tabelce „za” i „przeciw”. I naucz się żyć tak, jak się powinno. Naucz się patrzeć przez okulary z dziwnym filtrem podsuwane przez życzliwą dłoń. Naucz się słuchać tylko tych właściwych tonów i rozróżniać wzorcowe zapachy chwili. Żadne inne. I w wzorcowy sposób ją smakuj. Przeżuj moment tyle i tyle razy. Przetrzymaj chwilę. I wypluj. Mówią, że smak jest wtedy wyraźniejszy. Marz według logicznego planu. Kochaj statecznie, bez szaleństw i spontaniczności, z umiarem. A jeśli tak nie potrafisz, to lepiej nie kochaj wcale. Żeby nie daj Boże nic nie mogło cię zaskoczyć
I niby wszystko jest dobrze. Bezpiecznie i cicho. wygodnie i dostatnio, tak jak być powinno. I pozornie nic już więcej nie trzeba, bo przecież wszystko masz. Zrób listę, kolejną, i sam zobacz, że niczego nie brakuje. Wszystko stoi na swoim, wyznaczonym zawczasu miejscu. Wytarte z kurzu, ustawione alfabetycznie w twoim ułożonym świecie. Zawsze wiesz, gdzie co jest. Gdy tego potrzebujesz, wyciągasz rękę, wkładasz do szuflady i faktycznie- czeka tam na ciebie nieodmiennie gotowe do użytku. Tak jak powinno. Pełna organizacja i wygoda. I tylko przez chwilę ogarnia cię prawie zapomniane uczucie. Tęsknota. Żeby jednak coś zaskoczyło, żeby znów okazało się, że ciągle jeszcze jest czego szukać.
Szukać z tym tajemnym zapałem, ze świeżością i błyszczącymi oczami. Wrócić do paru chwil, gdy jeszcze wszystko jest samo w sobie. Nieopisane i nienazwane, bo po prostu nieopisywalne. Gdzie nawet pytania istnieją tylko na granicy świadomości, nie ubrane w ciężkie słowa, które, im ich więcej, tym bardziej je zasłaniają. Wrócić do wiecznego bezpoczątku, gdzie ze świadomością, że nie da się niczego zrozumieć, rozumie się najwięcej i najpełniej. Do czasu, w którym jest ważna, nie przyczyna i skutek, ale sama chwila.
Tylko że do tego czasu nie da się wrócić, ani nie da się zaczekać, aż przyjdzie. Nie należy do przeszłości, nie jest bliżej nieokreśloną przyszłością. Jest teraz. Wystarczy tylko się zatrzymać i zadziwić się. Wszystkim.