Obyś żył w ciekaw(sz)ych czasach



Jest to niejako komentarz do tekstu "Obyś żył w ciekawych czasach", w którym autor wpierw dowiaduje się z opisu GG o śmierci kogoś, kogo znał, a później stara się znaleźć przez naszą-klasę kim ta osoba była. Bezduszny ten tekst jak czasy, w których żyjemy. Automatyczny niczym społeczeństwo. Ani nie potępia współczesnego rozwoju techniki, która na dobrą sprawę nie tyle odbiera nam prawo do prywatności, ale staje się częścią naszego życia; ani też nie winszuje mu - choć od autora bije zdecydowany podziw, dla tego, z jaką łatwością można wcisnąć własne, ubabrane gównem buty w cudzy świat - bo czy nie jest tak, że Internet pozwala nam stać się częścią życia ludzi, których nawet nigdy nie poznaliśmy.

Nie chodzi mi tu wyłącznie o anonimowość, którą daje nam Internet - że facet z Polski może wymieniać poglądy z Kanadyjczykiem. W szczególności idzie mi o to, jak często przez Internet rozmawiamy z ludźmi, którzy mieszkają dwie ulice dalej, że gdy widzimy znajomą twarz, to in real nasz kontakt ogranicza się do krótkiego i nieśmiałego "Cześć!", natomiast przez GG prowadzimy ożywioną dyskusję na temat przyjaźni, muzyki (...) Wirtualny świat pozwala nam się łatwiej otworzyć, bo nie widzimy rozmówcy, ale jednocześnie tak cholernie nas od siebie oddala. Wchodzi nam w nawyk rozmowa bez słów i mówię o NASZYM społeczeństwie, które przecież od tak niedawna bombardowane jest technologicznym syfem. Co będzie dalej?

Już teraz dzieciaki, jak te małpy zgarbione przed ekranami komputerów wpatrują się tępym wzrokiem przed siebie odnajdując w takiej postawie alternatywę dla dziecięcych igraszek na placu zabaw - zauważyliście jakie są ostatnio puste i zapuszczone? Wcześniej, czy później Internet stanie się nowym domem dla naszych dzieci. Już parę lat temu, nim frustracja i najzwyczajniejszy w świecie egoizm zabiły Tomasza Beksińskiego, w ostatnim swoim artykule napisał, że wszyscy zostaniemy zredukowani do dot-com i zamknięci w cyberprzestrzeni. Bo i co innego obserwujemy? Nasze czasy, to społeczeństwo ułomnych emocjonalnie degeneratów, którzy na internetowych forach, podczas rozmów GG, robią z siebie bohaterów, stawiają sobie pomniki, które okazują się pomnikami własnej życiowej nieudolności. Ludzie przestali patrzyć sobie w oczy, mówić o uczuciach, a zaczęli o nich pisać w okienkach gadu-gadu, na blogach... Gdzie tu miejsce na emocjonalną więź, przyjaźń czy miłość? Przypadkowo spuściliśmy je w sedesie, bo w pośpiechu do odczytania nowego komentarza na fotoblogu, w biegu, i z niezdarnie naciągniętymi portkami, zapomnieliśmy jak smakuje gorycz porażki, chwała zwycięstwa, czy nawet kawa wypita w obecności promieniejących, wiecznie zadumanych brązowych oczu kogoś, kto kiedyś tak bardzo kreował nasze życie. Tak cholernie zachłysnęliśmy się technologią, że staliśmy się jej częścią. Trzydzieści lat temu hipisi mięli rację.

Przyszłe pokolenie zastąpi sobie seks onanizowaniem się przy świetle bijącym od lśniących piersi straszących swym rozmiarem z ekranów laptopa (a zapłodnienie to kwestia przypadku, a nuż gdzieś tam w ciemności będzie siedziała jakaś dziewczyna bez dolnej części garderoby, z rozkraczonymi nogami, czekając, aż jej się coś przypadkiem dostanie), bo czy wierzycie, że możliwe będzie zdobywanie kobiet przez Internet? Kobiety zaś czekając na swego rycerza w lśniącej zbroi, otrzymają chorobliwie białego, zgarbionego, śmiesznego facecika, który bez klawiatury nie będzie potrafił powiedzieć nic, co mogło by ich do siebie zbliżyć. Dopiero kiedy siądzie przed komputerem i włączy magiczne okienko GG, potok jego skrywanych uczuć wyleje się literkami na ekranie monitora, stanie się cholernie elokwentny, dowcipny, a nawet inteligentny, ale cóż z tego, skoro w życiu realnym nadal będzie tylko zamkniętym w sobie dzikusem, któremu matka podaje jedzenie widłami.

Ten sam człowiek ma 400 znajomych na naszej-klasie, ale nikogo z nich tak na prawdę nie zna.

Nie chce być kolejnym pokemonem na czyjejś liście znajomych naszej-klasy!

Czy warto ścigać się w ilości znajomych? Co to komu da. Można spotkać w życiu i milion ludzi, ale z nikim tak na prawdę nie nawiązać kontaktu. I jasne, we własnej głowie możesz nadal uchodzić za bożyszcze tłumu, tego świetnego gościa, którego każdy kojarzy i, z którym każdy chce pogadać, ale jak długo można żyć w świecie, do którego prowadzi link do listy znajomych naszej-klasy? Możecie mówić, że takimi kolekcjonerami są tylko niedowartościowani małolaci szukający uznania w ilości, że jesteście dorośli i wiecie, że ważniejsza jest jakość... Nie znam was, z resztą jak dziewięćdziesięciu procent ludzi z listy moich znajomych na naszej-klasie. W większości to są tylko twarze, które gdzieś tam, kiedyś, przewinęły się przez moje życie i równie szybko zniknęły, zostawiając po sobie tylko brak paru kilobajtów pamięci na zdjęcie w mózgownicy - format dysku jest niemożliwy, choć czasami modlę się o taki dar.

Dziś nawet ludzie, których widujemy codziennie stają się wirtualni.

Wstydzimy się samych siebie, jakby grzechem była nasza własna twarz, a olbrzymim plugastwem słowa. Boimy się, że dostaniemy po mordzie własnymi uczuciami i, że to będzie bolało. Nikt nie mówi, że nie będzie, ale czy nie lepiej wtedy stanąć przed lustrem i spoglądając sobie w oczy dojść wreszcie do wniosku, że nie jesteśmy bohaterami filmu, a ludźmi. Hasło, "żyj samotnie, cierp za miliony" to dziś slogan ludzi, którzy myślą, że są ważniejsi i fajniejsi, niż rzeczywiście są. Jedyne czego pragniemy to jakoś przejść przez życie, byle się dobrze działo i jak najmniej razy dostać od niego i ludzi po dupie, a łatwiej to osiągnąć odgradzając emocje prywatnym murem obojętności i żyć światem literek.

Czy ciekawe są czasy, które zrobiły z nas link w Internecie? Zastanawiam się kiedy powstanie serwis, na którym zaloguje się większa część populacji ziemi (a mimo wszystko będzie chodził szybciej niż nasza-klasa) i każdy będzie miał tam swoją stronę, z informacjami typu: "imię, nazwisko, wiek, adres, stan cywilny (...)", żeby przeciętny użytkownik, bez wyjątków, mógł sobie w każdej chwili sprawdzić, która z dwóch opcji stoi napisana w statystykach - niczym gra RPG jakaś - swojego "przyjaciela" w rubryce dotyczącej śmierci: "zezgonowany" czy "jeszczekurważywy".



III 2008
Jeszczekurważywy