Potok myśli
Natłok myśli to jedyne co teraz mogę czuć.
Jeden wielki brainkick. Siadając przed kompem znika
i pojawia się nicość i pustka w głowie.
Niby o czymś miałem tu napisać, ale chyba
wszystko o czym myślę to złudzenie.
Muszę kupić sobie jakiś notes, najwięcej
myśli mam w szkole i przed snem.
Teraz słuchając metaliki naparzajacej w słuchawki,
myśle sobie, że do szcześcia potrzeba tylko
perkusji, dwóch gitar i wokalisty,
nie żadne tam wykształcenie,
ono sobie tylko jest papierkiem
lub trzema literkami przed nazwiskiem.
Ale bez niego ani rusz.
Natłok myśli to jest najgorsze co mnie spotyka.
Teraz patrzac na sufit, wydaje mi się taki
majestatyczny, biały.
Tylko kilka smug brudzi jego biały płaszcz.
Raz zauważyłem ze wszędzie kłamią,
w książce przeczytałem, że ziemia jest elipsa,
że nie jest całkiem jak kula.
Patrzę na mój globus i widzę kulę.
Znowu dałem się okłamać.
Wejdę do wanny i wezmę suszarkę,
napuszczę wody, cały zbiornik, i zacznę się suszyć
pod wodą, i znowu dostanę brainkicka.
Tyle, że nie będzie już co pisać albo czym.
Odpłyne w krainę wiecznego zapomnienia.
Zacznę polemizowac z Bogiem,
posprzeczam się z diabłem,
z aniołami pójdę na plażę w LA,
z szatanami zrobię sobie grilla,
poczekam spokojnie na sąd ostateczny,
przywitam się ze Św. Piotrem.
I dalej będzie mi towarzyszył ten przeklęty natłok myśli.
Może mam sobie głowę uciąć,
chociaż po wybryku z suszarką nie ma już czego ucinać.
Złamię pióro, znaczy klawiaturę.
Spalę notes, znaczy monitor.
Wyrzucę z siebie wszystkie myśli,
znaczy spuszczę kompa z 2-ego piętra, ale natłok myśli zostanie.
Wierny jak cień rzucany przez moją osobowość.
Alchemik
adres e-mail