Rubik z pistoletem
Śmierć to nie pozbawienie kogoś życia. Śmierć to koncert.
Najpierw jest trzęsienie ziemi. Jak w filmach Hitchcock'a.
Wtedy łapany jest głęboki wdech. Ostatni zarazem.
Potem spokojnie, serce przestaje być ważne.
Nasza osobowość dzieli się na dwie. Jedna pójdzie dalej,
a druga zostanie opętana wizją własnej apokalipsy.
W chwili całkowitego odejścia słychać gong. Jakby ktoś nas
wzywał. Potem skrzypce grają cienko, ich miejsce zajmuje
altówka grająca długie akordy. Wtedy też przypominamy sobie,
że zapomnieliśmy dopisać jeszcze jednej pozycji do testamentu.
Że jest za późno na zmianę trumny. Na wszystko jest za późno.
Dołącza się kontrabas. Jesteśmy spokojni o wszystko.
Przypominamy sobie, że nie pisaliśmy żadnego testamentu.
Że nasze zwłoki mają być tylko wrzucone do dołka
wykopanego trzema laskami dynamitu.
Na sam koniec dołącza się śpiewaczka. Wyśpiewuje nam nasze
wszystkie słowa, które wypowiedzieliśmy od chwili klepnięcia
nas w tyłek przez lekarza prowadzącego poród.
Diwa umilkła, nasze zwłoki leżą w lesie.
Otwieramy jeszcze oczy, godziny nie mają już znaczenia,
widzimy dyrygenta z batutą, która dziwnie przypomina
pistolet z tłumikiem. Ten sam, który widzieliśmy 30 sekund
wcześniej......i ten huk, cichy huk.
Wtedy to wszystkie okoliczne zwerzęta uciekły.
Wtedy to wszystkie zmartwienia uciekły.
Wtedy to ktoś zabrał nam rolkę z filmem podpisaną naszym imieniem.
,,Twoje usta wypowiedziały mądrość, a język złamał nasze prawo.''
PRAWO MAFII.
Rubik z pistoletem dalej stał nademną i coś mówił.
I wybił ostatni gong.
I żal mi się zrobiło poplamionej krwią nowej tapicerki ruskiego BMW Don Rubico.
Alchemik
adres e-mail