03 marca 2008
|
Znieczulenie miejscowe i chwilowe, czyli ponownie nieudane. (kontynuacja 'książek, które czyta się tylko raz') Zachwycające jest to, ile niewymownego wdzięku kryje się w miękkich ruchach dziewczyn reklamujących nieziemskość kawy rozpuszczalnej. Te momenty, w których biszkoptowe dłonie otwierają opakowanie są naprawdę niezłe. Jednak chyba najwięcej emocji wzbudza we mnie ułamek sekundy, gdy konsumentka kończy- gdy górna warga ześlizguje się z krawędzi filiżanki, zamykając gorzki posmak w ustach.
Więc teraz, kiedy zdejmuje garnek z gazu, zaczynam zastanawiać się nad tym, czy mógłbym
znaleźć w sobie tyle nierozsądku, żeby zaprosić którąś z tych pozornie nieosiągalnych
boginek na herbatę. Pozornie, bo właśnie przekonałem się, że jestem zdolny do rzeczy, o których wcześniej nie potrafiłbym nawet pomyśleć... *** -Więc jak już mówiłem, co tylko chcesz. Tylko rozsądnie. - przykładam rękaw do nosa, żeby nie czuć odrażającego zapachu Króla. -Masz pan coś jeszcze? - odsuwa od siebie pusty talerz. -Pierś z kurczaka. Mogę wstawić do mikrofalówki. - wstaję, żeby zabrać naczynie z różowymi resztkami zupy. - Opcjonalnie można coś zamówić... -To kierowniku, jeszcze coś na skołatane nerwy. Otwieram lodówkę, wyciągam z niej zimną butelkę, stawiam na stole. Ostatni Król Polski chwytając trunek, kieruje we mnie pytające spojrzenie. -Nie, ja nie mam zwyczaju o tej porze... - wstaję. - Coś jeszcze ci potrzeba? -Nie, nie... Na razie starczy. - Król pociąga łyk, odchylając głowę do tyłu. -Więc możesz zacząć... wykład? - czuję, że serce bije mi coraz mocniej. Próbuję zachować spokój. Siadam naprzeciwko rozmówcy. -Kierownik się pyta, o co tylko chce. Pan mnie żeś ugościł, to służę umysłem. Tylko, o czym mam mówić? -O tym, jak ich zobaczyć. -Że co?? - człowiek odsuwa się od stołu. Jego ruchy są coraz bardziej nerwowe. -Opowiedz mi o tym, jak zobaczyć coś... kogoś, kto nie istnieje. Wiem, że to potrafisz. -O czym pan bredzisz? - Król gwałtownie podrywa się z miejsca. - To żeś mnie pan nakarmił, nie znaczy, że od razu będziesz ze mnie robił wariata! - wkłada pospiesznie butelkę do kieszeni. Podchodzi do drzwi. Jednak ja pierwszy łapię za klamkę. Nie pozwalam mu wyjść. -Jaka była umowa? - krzyczę desperacko, patrząc na niego. Odwraca się. -Dobra, powiem panu tyle, że oni przychodzą jedynie wtedy, kiedy tego nie chcesz. Wychodzą z ciemnych pomieszczeń, żeby ukryć się gdzieś za twoimi plecami. Jeśli o to panu chodzi... Jeśli to chcesz wiedzieć, to nie można ich sobie zwyczajnie wyobrazić, przywołać, albo coś w tym rodzaju. Są jak koty, albo za dużo bite psy. -Ale istnieją? -Sam nie wiem. - głos Króla jest teraz przytłumiony szczerością. Po chwili wyczuwam perliste drżenie w wypowiadanych przez niego słowach. - Sam nie wiem, czy są. Nie wiem, czy ich nie ma. Może tylko siedzą gdzieś w mojej głowie - widzę łzy w jego oczach. - Proszę mi otworzyć. Odsuwam się od drzwi, pociągam za klamkę. -Niech pan zaczeka. - idę w kierunku lodówki. - Dam panu na później tego kurczaka. *** Marcin mówi, że nie potrafię gotować. Ja jestem jednak święcie przekonany, że są na świecie osoby potrafiące docenić moje zdolności kulinarne. Swoją drogą, Ostatni Król Polski wyrzygał pewnie wszystko po kilku godzinach od wizyty w moim domu. Dziwne jest jednak to, że nie potrafię gotować dla siebie- moje altruistycznie niepoprawne siekanie, samarytańskie mieszanie w garnku i naiwne blanszowanie- to wszystko umyka gdzieś w odmęcie suchej samotności. Jednak to chyba nie palniki gazowe, nie gorąca para ani też nie ostrza miksera potrafią zranić kucharza najbardziej. To właśnie nieszczere kobiety kruszą kulinarny szpik artysty- wtedy, gdy mówią, że nie są głodne, gdy zamykają za sobą drzwi, a kucharz jest zmuszony do wlepienia wzroku w okno pełne szarego nieba- w okno obrośnięte tańczącymi drzewami, w okno pełne zwiewnych sukienek, w których w taką pogodę nieszczerej kobiecie jest na pewno bardzo zimno. Tak, Majka jest wieszakiem. Jest także nieudolnym skoczkiem, zdeterminowanym połykaczem, nieoddychającym nurkiem oraz konwulsyjnym elektrykiem. Pamiętam, jak całkiem niedawno Marcin oznajmił mi, że Maja chyba sama doszukuje się problemów, którymi mogłaby zając swój umysł. Zdałem sobie z tego sprawę, gdy chwytając jej rękę sam także zacząłem tonąć. Król siedzi sam na murku pod sklepem. -Próbowałeś pan? -Raczej mam inny gust, takich nie pijam. -Ale czy próbowałeś, kierowniku ich sobie wyobrazić. -Jasne, że próbowałem, ale za każdym razem są nieco inni... Mają zupełnie niewyraźne twarze. Gubię ich głosy. Raz są grubi, raz nienaturalnie wychudzeni, mają zbyt kruche ciała. -Zero konsekwencji w myśleniu... - Ostatni Król Polski pociąga z butelki kilka łyków. Patrzy się w niebo. -Oni mają istnieć jedynie po to, żebym miał dokąd uciec. Rozumiesz? -Mi się wydaje, że kierowniku... Że jestem głodny. *** Pierwszy prawdziwy człowiek w mojej głowie narodził się dwa dni temu. Był to mały chłopiec- dziesięć, może jedenaście lat. Wczoraj wieczorem usłyszałem przejeżdżającą ciężarówkę. Wyjrzałem przez okno. Nie zatrzymała się przed małym. Bo czemuż kierowca miałby się zatrzymywać przed roześmianymi chłopcami, którzy przechodzą przez pasy, upadają i rozgniatają się jedynie w ekranie mojego okna? Właśnie pod tymi kołami zginęła także logika wypełniająca dotąd całe moje życie. Możliwe też, że żadnej ciężarówki nie było... W takim wypadku możliwy okazałby się obiad z małym chłopcem, z jego rodzicami, dziadkami, przyjaciółmi, z jego sąsiadami i z psami czekającymi pod stołem na ochłapy. A właśnie taka różnorodność oznacza, że powinienem pójść do Mai i pożyczyć od niej dodatkowe sztućce i talerze. |