|: VARIA :|

Kilka recenzji


Caravaggio (Helen Langdon, tyt. oryg. Caravaggio: A Life)

Michelangelo Caravaggio był nie tylko wielkim i udanym malarzem; był także ciekawą postacią. W swoim krótkim życiu zdołał namalować kilka arcydzieł, zapoznać kilka prostytutek i umieścić kilka prostytutek na swych arcydziełach; jako zaś, że malował głównie przedstawienia religijne, to wywołał też parę skandali. Był natury porywczej i łatwo ulegał frustracji; u szczytu sławy zabił w kłótni człowieka i został za to obłożony przez papieża karą śmierci. Ścigany, uciekał i jego życie do końca wisiało na włosku. Z ludźmi takimi jak Caravaggio ciężko jest wytrzymać - przyjemnie jednak o nich czytać, bo ich życie to jeden wielki western, kryminał i opowieść zbójnicka. Tak właśnie czyta się biografię Helen Langdon, biografię wzbogaconą jednak o analizę obrazów włoskiego malarza. Langdon jest często niezwykle stanowcza w swych niepewnych sądach - trzeba więc jej interpretacje przyjmować z dystansem - nie można jednak odmówić jej pisarskiego talentu. Napisać ciekawie biografię ciekawego człowieka - to wcale nie tak łatwa sprawa.



Heban (Ryszard Kapuściński)

“Ten kontynent jest za duży żeby go opisać. To istny ocean, osobna planeta, różnorodny, przebogaty kosmos. Tylko w wielkim uproszczeniu, dla wygody, mówimy - Afryka. W rzeczywistości, poza nazwą geograficzną, Afryka nie istnieje.” - tak Ryszard Kapuściński rozpoczyna “Heban”. “Heban”, czyli niezwykły kolaż afrykańskich krajobrazów, kultur, mitów i opowieści, zbiór punktów widzenia i pojedynczych obrazów. To książka złożona z drobnych anegdot i podstawowych uwag, pasujących jednak do tej przestrzeni, w której nie idee rewolucjonizują życie - tu zmienia się ono za pomocą czegoś tak banalnego jak plastikowy kanister. W Afryce bowiem rzeczy podstawowe - cień, woda, miska ryżu - decydują o życiu lub śmierci; to książka o tej niezwykłej biedzie, o wojnach toczonych o żywność i leki i o tym jak wiele ma Europa - i jak trudno jej się tym podzielić. Jednocześnie jednak - zdaje się mówić Kapuściński - krzywda, jaką biały człowiek wyrządził czarnej Afryce czyni go za ten kontynent odpowiedzialnym; tylko ktoś kto tej biedy nie widział, może o niej myśleć obojętnie. Tak trzeba patrzeć na “Heban”: to nie opowieść geopolityczna czy historyczna, a książka o nędzy drugiego człowieka. Trzeba ją więc czytać z wielką pokorą i świadomością własnego szczęścia; zrozumieć coś - to już jakiś początek.



Historia świata w sześciu szklankach (Tom Standage, tyt. oryg. A History of World in Six Glasses, tłum. Anna E. Eichler i Piotr J. Szwajcer)

Jeżeli spytacie mnie o najbardziej niezwykłą periodyzację dziejów - to bez cienia wątpliwości wskażę na tę zaproponowaną przez Toma Standage’a. Trzeba mieć tupet i poczucie humoru, by historię świata podzielić nie według bitew, władców czy dominującej ekonomii - a według tego, co człowiek ma w szklance. Tak jednak właśnie czyni ów Szalony Periodyzator, tnąc nasze dzieje na - kolejno - erę piwa, wina, whisky i rumu, kawy, herbaty i coli. Opisując historię każdego z trunków, Standage znajduje czas na kilka zabawnych anegdot: dowiemy się więc, że colę sprzedawano pierwotnie w aptekach, kawie wytoczono w dziejach przynajmniej dwa procesy, a na jednej ze słynnych piramid widnieje starożytne graffiti głoszące, że byli tam “pijacy Menkaury”. I takie drobne ciekawostki, takie michałki, takie mało istotne, ale błyskotliwe przyjemnostki są największą zaletą tej książki. Może w niej razić upór i jednostronność z jakim autor stara się tłumaczyć ważkie wydarzenia takim czy innym napojem; Polaków i Rosjan musi zaś boleć zupełny brak wódki. Ale robi błąd ten, kto tę książkę traktuje poważnie: to przecież tylko zbiór selektywnie dobranych i przedstawionych faktów, okraszonych smacznym humorem i lekkim w lekturze stylem. Po co więc ta książka? Chyba po to, by przy kieliszku móc zabłysnąć ciekawą anegdotą - jak pokazuje Standage tak także tworzy się historię ludzkości.




© by Shlizer.