|
Harry Potter i Książę Półkrwi - J.K Rowling
Wielki koniec nadchodzi równie wielkimi krokami. Ostateczne spięcie między magicznym Dobrem i Złem jest na wyciągnięcie ręki, a właściwie książki, na której wydanie czekam z utęsknieniem i spokojem, że Rowling stworzy ten finał taki, jaki być powinien. Tak uregulowała moje oczekiwania szósta część Harryego Pottera.
Po oficjalnym ogłoszeniu powrotu lorda Voldemorta zapanowała psychoza. W dodatku na stronę czarnoksiężnika przechodzi coraz większa armia, co strach ten potęguje. Tymczasem Hogwart zostaje zabezpieczony różnymi czarodziejskimi bajerami, by zapobiec szarży popleczników Voldemorta na bezbronną szkolną dziatwę. Harry przeczuwa nadchodzącą katastrofę, której głównym organizatorem jest jego anty-kumpel, Malfoy, lecz nikt nie czuje się w obowiązku mu wierzyć.
Nie żebym względem tego cyklu robił się monotonny, ale jego najświeższy odcinek jest napisany świetnie. Po prostu świetnie. Tym razem jednak wyczułem łatwiejszą ścieżkę, jaką szła autorka, bo kilka wątków zostało rozegranych w sposób niedopracowany. Nie poharatały one rangi Harryego, po prostu są. Podczas czytania znalazłem więcej niż zazwyczaj wspomnień i aluzji do przygód z poprzednich części. Z każdą nową częścią sytuacja robi się poważniejsza, problemy wychodzą poza dziecinny obszar, a i dojrzewające hormony dały o sobie znać, rozgrywając kilka czysto miłosnych - w żadnym wypadku nie słabych, nawet świetnych, powiedziałbym - podrozdziałów. Wcześniej chrzestny Pottera, Syriusz, zrobił kaput, teraz popełni to następna ważna persona. W ogóle poziom brutalności podskoczył znacznie wyżej, co pompuje wytkniętą przed chwilą powagę. Wzruszeń jest także więcej. Ja im wszystkim ulegałem.
Ta opowieść, cała jej seria, oczarowuje. Jest to fantastyczna teleportacja do innego miejsca, lepszego świata, z którym nasz, brutalny jak ból zęba, wymięka. To pilnik negatywnego nastawienia na codzienność; biblia dla każdego wyznawcy tezy, iż dzieciństwo to najlepszy dar od wszechświata. Ona każe marzyć, zasłaniać ponure wspomnienia tymi pozytywnymi, ciepłymi. To zarazem interesująca lekcja o wadze miłości, o jej potrzebie. Jestem rad, że w jej trakcie nie poszedłem, jak zwykle, na wagary
Nie chwalę w ten sposób zbyt wiele rzeczy, zazwyczaj mój opiniotwórczy słodzik trzymam w kieszeni. Tym razem jednak nie zamierzałem się ograniczać, bo "Harry Potter" jest temu wart. I nie mówię tego jako otumaniony reklamami, grami, kapslami i klockami lego z jego wizerunkiem potteromaniak - mówię to jako w pełni świadom swojego postępowania krytyk prawie wszystkiego. Naprawdę warto i to nie ze tylko względu na tytułowego nastolatka, ale echa niewinnej młodości, które ów nastolatek pomoże każdemu usłyszeć, przypomnieć, jak to było, kiedy czuło się niedojrzałe głębsze uczucie do sympatii z podstawówki, kiedy nie było nic ważniejszego, jak uzbieranie z kumplami kolosalnej kwoty na oranżadę na miejscu po meczu na szkolnym boisku. Ja to echo usłyszałem wyraźnie, w dolby surround, i nie żałuję.
Czekam na ostatnią część. Jestem pewien i pełen nadziei, że genialnie autorka zamknie ten siedmioksiąg. Ona, J.K. Rowling, jest mi to winna.
|
 |
| Tytuł oryginalny |
| Harry Potter and the half-blood prince |
| Gatunek |
| fantasy |
| Rok wydania |
| 2006 |
|
|