Zgadnijcie co teraz trzymam w dłoniach! Udzielę wam drobnej podpowiedzi. Nie jest to samolot ani ptak, ani pędząca kometa, ani wystrzelony pocisk. Nie wytrzymam i powiem! Jest to czarno- biały wydany w 1989 roku komiks o najpopularniejszym herosie jakiego widziała ziemia. Nawet greccy bogowie nie mogą się cieszyć tak wielką i nie słabnącą popularnością. Wracając jednak do tego co teraz trzymam w dłoniach. Ech muszę wam powiedzieć, że to się nazywa dobry komiks. Retro w najlepszej postaci, zalatuje od niego aromat jaki można wyczuć w bibliotece podczas przeglądania wielkich i zasobnych w wiedzę starych encyklopedii.
Pewnie powiecie, że zapach jak każdych innych rozkładających się papierzysk ale ja wam zaprzeczę, gdyż jest to zapach ubiegłej epoki. W tym artykule opowiem Wam co nieco o tym siłaczu, o jego pochodzeniu, mutacjach oraz o tym kto się nim inspirował. Naprawdę rzadko zdarzają się tak charakterystyczne postacie wśród bohaterów komiksów, na szczęście los nas obdarzył taką postacią i chwała najwyższemu, że opatrzył go tak ciekawą i nie banalną historią.
Pochodzenie
Superman jest postacią niemal że rzeczywistą, jego obecność jest tak samo namacalna jak obecność żywego legendarnego człowieka który sam jest autorem własnego sukcesu. Jak na mój gust postać którą omawiam w pewien cudowny i nie zrozumiały sposób odcięła się od swojego twórcy bo jak wytłumaczyć fakt, że prawie dla nikogo imiona tych geniuszy oraz prekursorów na żyznym polu komiksowym nie są ikonami? Nie będę przekorny i powiem, że imiona tych panów to Jerry Siegel oraz Joe Shuster. Ich niewdzięczny syn ukazał się po raz pierwszy w czasopiśmie Action Comics w 1939r. Przez ponad 50 lat bez wiedzy polskich fanów rozwijała się w sposób bardzo błyskotliwy kariera tej prawie fikcyjnej postaci. Przygody pana "S" były publikowane w Adventure Comics, World Finest Comics i w dziesiątkach innych. W Polsce pierwsza seria ukazała się dopiero w 1989r nakładem wydawnictwa Alma- Press. Czy nie wydaje się Wam to dziwne, że dopiero po 50 latach doczekaliśmy się tej przyjemności? Mi to w ogóle nie wydaje się dziwne. Superman to symbol nowej ery, ery kapitalizmu. W tamtych czasach władze bały się wszystkiego na czym była etykietka U.S.A. W tym też można szukać siły naszego bohatera. Jako postać z tuszu i papieru była w stanie wzbudzić strach za żelazną kurtyną gdzie tylko panoszyły się Jacek i Agatka czyli dwie ręce w rękawiczkach z plastikowymi główkami.
Szkielet potwora
Czym jest potwór? To legenda która narasta wokół prekursorów w danym gatunku. A czym jest szkielet? To podłużna kostna rura która jest miejscem w którym sobie bezpiecznie bytuje kręgosłup:). Tak na serio to teraz przedstawię pokrótce los super człowieka po tym jak trafił na ziemię. Wiem, że to każdy wie lecz nie mogę wykluczyć, że czytają nas stwory spoza układu słonecznego i chciały by się czegoś dowiedzieć od samego początku. Więc Kal- El bo tak brzmi prawdziwe imię Clarka Kenta pochodzi z Kryptonu. Ojciec wysłał go w przestrzeń kosmiczną z nadzieją, że znajdzie bezpieczne miejsce gdyż rodzimej planecie zagrażała katastrofa. Mały Kal na szczęście trafił na ziemię gdzie go szczęśliwie znalazło spokojne oraz ułożone małżeństwo Jonathan i Martha Kentowie. Wpajali mu oni pozytywne wartości którymi kierował się przez resztę życia. Nie było to wyraźnie zarysowane w filmie ani komiksie ale jest to wiadome bo inaczej w inny sposób wykorzystywał by on swoją nadprzyrodzoną siłę która może być zniwelowana wyłącznie poprzez kontakt z pierwiastkiem zwanym kryptonem. Clark jako dorosły człowiek zamiast zawładnąć światem poszedł do pracy a dokładnie to został reporterem gazety "Daily Planet". Ta miejscówka już do końca służyła mu jako baza wypadowa. A gdzie tak wypadał? To jasne, do budki telefonicznej( tak jakby nie było go stać na telefon komórkowy) a tam to wskakiwał w niebieski dres z wielkim napisem"S" oraz nakładał czerwoną pelerynę. Nie zapominajmy, że jeszcze robił sobie włoski na żel. Dzięki temu jako anonim mógł niszczyć zło i tępić wszelką wesz.
Źródło legendy
Man of steel to uosobienie naszych najskrytszych marzeń. Jak nam wszystkim wiadomo potrzeba jest matka wynalazku. Superman jest jednym z najlepiej zaprojektowanych literackich wynalazków w dziejach historii komiksu, filmu oraz literatury. Od ponad 68 lat zapładnia pomysłami umysły ludzi na całym świecie.
Kto by nie chciał być choć przez chwilę takim herosem? Kto by nie chciał być choć przez moment uosabianym z takim bohaterem? Właśnie dlatego powstało wiele odłamów tej postaci. Są nimi Superboy, SuperGirl( brakuje tylko Superdog). W różne sposoby moc Clarka wędrowała do osób postronnych. Raz to przepływ mocy nastąpił w trakcie wyładowań elektrycznych, raz to sam główny bohater został sklonowany. Z Supergirl jest gorzej bo raz to została odnaleziona przez Clarka a potem oddana do sierocińca a raz była jego rodzoną córką którą autor serialu animowanego brutalnie wykończył( jak? to mało ważne, ten artykuł nie jest o niej). Tak jak mówiłem każdy chce przywłaszczyć sobie troszeczkę z wielkiego tortu jakim jest sukces tego produktu( no niestety nawet nazwiska sław są w ten sposób zarejestrowane). Według mnie lwia część tego tortu posiadał Christopher Reeve to właśnie jego wyśmienita gra aktorska tchnęła w świat komiksu oraz filmów świeży powiew. Jego twarz była jakby wzorem przy którym powstawały pierwsze szkice Clarka. Mimo, że jego ciało dosięgła straszna choroba, nadal dało się z nim identyfikować jako z wielkim bohaterem. Naprawdę dzielnie z nią walczył i też za to czuje do niego bardzo wielki szacunek (czułbym go nawet, gdyby nie był związany z filmami).
Mutacje czyli naśladownictwo
Każda legenda prędzej czy później doczekuje się tysięcy a nawet i milionów naśladowców. Nawet jeżeli jakaś słaba marka nie jest naśladowcą to i tak prędzej czy później zostaje pochłonięta do grona wiernych satelit olbrzymów. Tak stało się z "Lain the metal idol" jedna z pierwszych anime o robotach ale nie ważne. Jak dla mnie wszyscy współcześni bohaterowie noszą pewną łatkę z legendy Supermana. Nie szukając daleko brytyjski Gart czy wszyscy bohaterowie z Dragon Balla. Wszędzie mit tego pana został wykorzystany. Nawet w bardzo świeżej produkcji jaka był Matrix Reaktywacja, Neo latał w chmurkach co zostało skomentowane" Ocho Neo znów odwala te numery a’la Superman:)". Czy można się dziwić tym którzy wykorzystują jego wizerunek? Nie bo ta marka jest już dziedzictwem światowym. Nie mam takich informacji ale pewnie notkę o tym super, stalowym, szałowym człowieku wysłali w satelicie która mają prawo przechwycić obcy aby zapoznać się z naszą cywilizacją. Brzmi niedorzecznie, groteskowo? No może troszeczkę ale nie zapominajcie, że to co jest w jednej chwili tandetą oraz przykładem na płytką sztukę po pewnym czasie staje się klasyką w swoim gatunku gdyż zamiast uznania krytyków zdobyło uznanie całych mas ludzi którzy wydając pieniądze na ten produkt jednocześnie oddają na niego swój głos.
Przedział pełen koszmarnych duchów
Czas na małe podsumowanie. Myślę, że tu mogę wam opowiedzieć jak zetknąłem się z tym białym krukiem którego właśnie trzymam w dłoni. Więc był zimny deszczowy dzień ja byłem świeżo po maturze, aby ukoić nerwy poszedłem do biblioteki aby wypożyczyć sobie coś na prawdę lekkiego. Ani się nie spostrzegłem byłem przy dziale z komiksami moja ręka bezwiednie wertowała postawiane równiutko rzędy tomików. Nagle moim oczom ukazał się niespotykany numer Supermana. Między stertą badziewia wychaczyłem prawdziwą perłę. Jedno mnie tylko zdziwiło, ta perła powinna być oprawiona w folie i powinna mieć swoje miejsce w prywatnych zbiorach zdała od łap ludzi nie wtajemniczonych w światek prawdziwych melomanów. Nie wiem na jakiej zasadzie tam został umieszczony ten komiks( ciężki do zdobycia gdyż wydany w małym nakładzie, wieki temu kiedy to ten gatunek dopiero co zdążył wziąć pierwszy łyk zimnego oraz rześkiego powietrza). Może to chwyt psychologiczny, gdy się chce ukryć coś cennego to daje się to na miejsce widziane dla każdego tak jakby to nie było cenne i nie chciało by się tego ukrywać. No nie wiem jak mam to skomentować, niby jest to miejsce w którym się dba o książki ale najwidoczniej komiksy są uważane za coś mniej wartościowego, ale białe kruki zdarzają się w każdej dziedzinie sztuki i uważam, że zasługują na specjalne traktowanie, z należytym szacunkiem. Choć z drugiej strony im mniej egzemplarzy tym reszta zyska na cenie. Nie, nie, nie ten tok myślenia zdecydowanie odrzucam!!!
PS: "S" jak Superman, "S" jak Sato :)