I tylko burze przetoczyły się...

Nieprzespana zupełnie noc, o godzinie szóstej rano w końcu wstaję i kucam pod półkami. Moje myśli układają się w mozaikę, są piękne, aż uśmiecham się do nich. Czuję się jak w kaftanie, nie mogę się poruszyć. Tata widocznie też musiał już się obudzić, bo wszedł do pokoju i na mój widok kazał mi wstać i powiedzieć, co się stało. Ja już byłam gdzie indziej...

Aczkolwiek ten nieprawdopodobny stan trwał, niesamowite, do 6 wieczorem. Miałam, jeżeli uwzględnimy ostatnich kilkanaście dni, bo to są wakacje, wstać po południu, jednak gdy zobaczyłam świt, nie miałam wyjścia, trzeba było rozpocząć nowy dzień dużo wcześniej. 

Śniadania w życiu nie jem, dopiero obiad. Ale wówczas nawet i o nim zapomniałam. Nie wiem, jak minął ten czas, ale ok. 5 po południu z uśmiechem na ustach zawitałam do pokoju gościnnego, gdzie siedzieli brat i tata. Z uśmiechem na ustach siadłam na fotelu i z uśmiechem na ustach postanowiłam zajrzeć do programu telewizyjnego. Pierwszy raz od jakiegoś roku zajrzałam do programu telewizyjnego. Co więcej, pierwszy raz od jakiegoś roku zajrzałam do pokoju gościnnego. I pierwszy raz od jakiegoś roku spytałam rodziny, co tam słychać. Ale... program.

Już nie pamiętam, co właściwie tam było. Tym bardziej, że brat mi go w końcu wyrwał z rąk. Gdy zobaczył, że troszkę za bardzo mnie pochłania. Więc... co tam było? NAPRAWDĘ dziwne tytuły. Uwierzcie mi. Po pierwsze, CAŁA Trójka była zajęta przez wiadomości!!! Informacje, relacje, dokumenty. Włączyłam kanał. Jakaś Burzyńska relacjonuje przejście trąby powietrznej przez powiat częstochowski. Wracam do gazety. Te tytuły! "Mój brat jest psem". "Blizna". "Co możemy jeszcze zrobić, nie mamy już pomysłu". "Gwiezdne wojny". Czy mój brat jest psem? Czy oni wiedzą o mojej bliźnie? A co oni zrobili? Mają przestać! Wewnętrzna gwiezdna wojna we mnie? Znaki na niebie? 

I, niech mnie piorun strzeli, jeżeli to nieprawda, zaczął mi za oknem padać grad. Wszyscy wybiegliśmy na zewnątrz. Tata i brat podziwiają zjawisko, a ja... Tata w slipkach wybiega na środek placu, dzwiga jakiś krągły kawałek lodu wielkości jaja kurzego, wbiega z powrotem na ganek i pokazuje mi na rozłożonej dłoni. Patrzę na brata. Konsternuję się. Wbiegam do domu. "Kurwa!" - krzyczę już w domu. 

Moje myśli układają się w mozaikę z przewaga kolorów czerwonego i niebieskiego. Uśmiecham się do nich. Bo są naprawdę piękne. 

W końcu wszyscy wrócili na swoje miejsca. Oprócz reszty. Dalej czytałam z dziwnym dla postronnych zaciekawieniem program telewizyjny. Moje myśli r o s ł y, jak wybuch, jak ten grzyb! Mnożyły, tak jak się mnożą ludzie. Nie zauważyliście tego? Mnożymy się! Brat wyrwał mi gazetę z rąk. "Zostaw, oni mi chcą pomóc". "Kto?" "Ci ludzie, co układają program! To znaczy s p o ł e c z e ń s t w o!" Brat chyba się rozpłakał. 

Ale przynajmniej mogę się pochwalić, że kiedyś byłam królową. No, prawie. Wybraliście mnie, kiedy w Polsce zapanowała monarchia, od władzy zostali odsunięci bliźniacy, kiedy społeczeństwo ogarnęła egzaltacja i dostało wreszcie mnie, swoją królową!

Fajnie było. Później już nieco gorzej.




Storm (papugaara2@tlen.pl)