Kiedy siedem miesięcy temu hucznie świętował trzydziestoośmioipółlecie pracy artystycznej nikt nie spodziewał się, że tak nagle zdecyduje się na zawieszenie pędzla na kołku. Świat malarstwa stracił jedną z najcudowniejszych rąk, człowieka, który zmalował niejedną genialną rzecz. Na jego spektakularny powrót do świata sztuki póki co się nie zanosi. Wielokrotnie nagabywany w tym temacie malarz odpowiada, że nie wróci, i że możemy mu naskoczyć na pędzel. Taki jest od zawsze- nieco zwariowany, krnąbrny i niepokorny. Artysta pełną gębę, twórca wielu technik i stylów. Oto malarski portret tego niezwykłego geniusza płótna i pędzla.
GENNADY MALCHEVSKI
Całe jego życie naznaczone lekką chorobą psychiczną przebiega
w atmosferze mniejszej lub większej libacji. W
wieku 14 lat wyprowadził się z domu
i
zaczął zarabiać na życie malując pierwsze akwarele.
Wtedy też powstało jego pierwsze
wielkie dzieło. „Widok z okna” przedstawia jak się nietrudno domyśleć
widok z okna. Jest to konkretnie widok z okna jego mieszkania, przekształconego
dość szybko w melinę pijacko- pasersko- prostytucką.
Na płótnie widzimy mroczny budynek domu wariatów, w którym Malchevsky był
zamykany 24 razy, z którego zwiewał 28 razy (4 razy pomyliły mu się budynki i
trafiał tam samemu, roztargniony jak każdy geniusz). Nastroju obrazowi dodaje
poprzecinamy gałęziami drzewa księżyc i przebijająca się, oświetlona seledynową
latarnią, zmoczona wieczornym jesiennym deszczem brukowana ulica. Widać tu
mistrzostwo w operowaniu światłocieniem, światłem, cieniem, barwą, dźwiękiem, a
także inne moce nadprzyrodzone młodego
Żieny.
„Widok z okna” przyniósł Malchevskiemu pierwsze większe pieniądze, które ten w swoim stylu nieomalże natychmiast przepił. Jednak i w tym widać geniusz Gennadyja, gdyż jego kolejne arcydzieło „Raj utracony” powstało w stanie głębszego upojenia alkoholowego, a przedstawia puszki po piwie, które wprawiły go w ten stan. Płótno ukazuje 18 puszek piwa „Książ” i jedną puszkę piwa Redds (oba wzory użyto w sprzedaży na początku XXI wieku), wieńczącą niezwykłą konstrukcję, przypominającą piramidę. Zwróćmy uwagę, że jedna puszka „Książa” stoi niejako z boku piramidy i nie bierze udziału w jej tworzeniu. Być może ta puszka to sam Malchevsky, zawsze trzymający się niejako w cieniu i odmawiający brania udziału w obowiązkowych wówczas w jego ojczyźnie. Właśnie nieporozumienia z władzą zmusiły go emigracji do Europy Zachodniej, najpierw do Francji, a ostatecznie na Maltę, na której mieszka do dziś.
O ile czas spędzony we Francji był dla Malchevskyego czasem zupełnie straconym artystycznie, o tyle przebywając na maltańskiej wyspie Gonzo potwierdził swoją przynależność do światowej elity pędzla. Datowane na 1980 „Objawienie maltańskie” to dziś najczęściej spotykany obraz w maltańskich domach, zdaniem miejscowych przynoszący szczęście i łaskę boską do zbawienia koniecznie potrzebną. Być może i coś w tym jest, gdyż od czasu namalowania tego obrazu śmiertelność na Malcie wyraźnie spadła, kraj ten wstąpił do Unii Europejskiej, zaś reprezentacja piłkarska wyspy wreszcie wygrała mecz międzypaństwowy.
A
skoro już mowa o sporcie- kolejnym przełomem w karierze Malchevskyego było
stworzenie nowego gatunku-
neopostsymbolizmu (debilizmu). Neopostsymbolizm
(debilizm) powstał, gdy malarz obserwował konkurs indywidualny w zderzaniu się
czaszkami. Ten mało znany sport polega na tym, że zawodnicy stoją naprzeciwko
siebie i na sygnał sędziego uderzają się głowami. Zwycięzcą zostaje ten
zawodnik, który utrzyma się na nogach. Dzieło „Parabole tańczą” Gennady
stworzył na podstawie relacji M. Cluetta, po wygranym finale Mistrzostw Malty w
zderzaniu się głowami z K. Laferlą (obaj uderzali się głowami przez siedem
godzin, aż w końcu sędziowie orzekli zwycięstwo Cluetta dzięki mniejszej masie
mózgu), kiedy to Malchevsky stał cały czas obok późniejszego zwycięzcy i pytał:
„Co czujesz? Co czujesz?”. Niestety, nie znał
maltańskiego,
więc musiał zaufać artykulacji mowy Mistrza Malty. Tak narodziło się jedno z
najdroższych dzieł w dziejach światowego malarstwa. Malchevsky poszedł za ciosem
i w duchu neopostsymbolizmu (debilizmu) namalował setki podobnych obrazów, z
który większym echem odbiło się tylko „Włosy mi się palą”, głównie z
uwagi na skandal związany z faktem, że autor namalował tu własne przeżycia,
kiedy w trakcie ataku szału polał sobie włosy spirytusem i podpalił a potem
żałował, ze zmarnował pół litra najlepszego spirytusu.
Zdając sobie sprawę, że neopostsymbolizm (debilizm) nie ma zbyt wielkiej
przyszłości, Gennady po raz pierwszy zdecydował się na zasięgnięcie do tradycji
kultury. Na podstawie utworu „Janek Wiśniewski padł” namalował swoją impresją
pt. „Ivan Visnyevsky padł”. Choć artystycznie Malchevsky uważa dzieło za
niezbyt udane, to przekonująco namalowane
zwłoki i fenomenalnie oddany widok opłakującej kobiety sprawiły, że obraz został
uznany za absolutne arcydzieło. Od tego czasu każdy jego obraz był już
witany z
ogromnym entuzjazmem i osiągał zawrotną cenę. Za wyjątkiem jednego:
„Dziękuję”. Płótno malarz stworzył z okazji przyjęcia urodzinowego. Niestety
przesadził z ilością kopii, tworząc ja dla każdego ze swoich gości. Dopiero po
kilku latach doceniono pomysł, jako pierwszy przykład hurtowo namalowanego
obrazu. Do dziś trwają spory, dlaczego Malchevsky umieścił na torcie liczbę
„2222”. Prawdopodobnie zagadka ta pozostanie niewytłumaczona, podobnie jak
słynne „44” Mickiewicza.
W
lata 90. wszedł z mocnym akcentem w postaci „Wiszących rąk”, ze wspaniale
oddanym heroicznym wysiłkiem. Był to
hołd oddany budowniczym komunizmu, którzy mimo nadludzkiej pracy nie osiągnęli
zakładanego w dziełach socjalistycznych raju. Ich walka była z góry skazana na
niepowodzenie, podobnie jak pokazanych na obrazie wiszących rąk, które lada
moment niechybnie spadną. Pojawił się również hołd złożony kapitalizmowi pt.
„Mężczyzna
w ciemnym pokoju w świetle telegazety TVN”, odznaczający się niezwykła
fantazją i wizjonerstwem. Wszak telegazeta TVN ruszyła dopiero 14 lat później, a
tu już widzimy wyraźnie światło niebieskiej strony tytułowej, oświetlającej
twarz około dwudziestoletniego mężczyzny.
Ostatnie dzieła Malchevskyego nie wniosły wiele do malarstwa, choć
nadal spotykały się
z ciepłym przyjęciem. W jego obrazach coraz częściej pojawiał się smutek i
zniechęcenie, jak choćby w głośnym „Kapciu”, przedstawiającym przebitą
oponę rowerową, stojącą na żwirowanej ścieżce. Przybijający obraz przerwanej
drogi wywoływał wśród wielu krytyków łzy, był tez przyczyną kilku samobójstw. I
kiedy wydawało się, że Gennady jeszcze nie raz pokaże solidne rzemiosło, a może
i nawet jego geniusz po raz kolejny ni z tego ni z owego rozbłyśnie, ten ogłosił
zakończenie kariery.
Być może przyczyn tego faktu należy szukać w ostatnim obrazie pt. „Tumiwisizm”. Widzimy na nim podobną (tą sama?) postać do tej z „Mężczyzny w ciemnym pokoju w świetle telegazety TVN”. Na jej twarzy maluje się wyraźnie tytułowy tumiwisizm, włosy ma rozwichrzone, a oczy tempo i bez wyrazu wpatrzone gdzieś w dal. Wygląda na to, że siedzi samotnie na plaży i czeka na to, co życie dla niego zgotuje i niezależnie od tego, co to będzie, nie zrobi to na nim większego wrażenia. Czy to samo robi dziś Malchevsky?