Mnie to rybka.
Zdaje się, że wydoroślałem. Serio. Od dłuższego czasu moja obojętność wobec otaczajacego mnie świata rozrosła się na tyle, że nie wydaje mi sie już niczym dziwnym. Zresztą nie zastanawiałem sie nad tym zbyt wnikliwie. Powiem więcej - przestało mnie to obchodzić. Kompletnie. Może dlatego nie nadaję się na tekściarza, moja wrażliwość na otaczający mnie świat wyszła tylnimi drzwiami, zostawiając po sobie karteczkę "Wrócę kiedy sie upalisz". Przyglądam się życiu z miną obojętnego widza, co jakiś czas wtrącając jakiś kpiący komentarz i trzeba zaznaczyć, że jest to postawa niezwykle wygodna. Takie "Fuck the system" motywowane nie tyle niechęcią do systemu, co obojętnością wobec tego, co ten system może mi zaoferować. A co może? Prestiż,
którego nie potrzebuję. Pieniądze do których nie przywiazuję wagi. Szacunek ludzi, na których mi nie zależy. Kulka w kulce.
W jakimś momencie tracisz nie tyle samą wiarę, co potrzebę posiadania jej. Kiedyś doraźnie tworzyłem sobie usprawiedliwienia dziwnych zjawisk, początku wszechświata, upływu czasu, życia po śmierci. Mam własną teorię na boga i nie ma ona nic wspólnego z dziadkiem na chmurce. Spory czas temu przeszedł mi pogląd, że bóg - jeśli jest - tylko stworzył tę kulkę, którą my codziennie pchamy jak gnojne żuki. Ja tam uważam życie za zjawisko conajmniej pożyteczne, a perspektywa boga który kibicuje nam jedząc popcorn jak w "Truman Show" tylko w nieco większej skali jakoś do mnie nie przemawia. Dziadek na chmurce to mit. Biorąc pod uwagę, że żadnej z tych teorii nie można zweryfikować empirycznie każda, nawet ta najbardziej absurdalna jest równie prawdopodobna. Zresztą już kiedyś stwierdziłem, że katolickie "pójdziesz do nieba jak spełnisz warunki" to jedynie nieco bardziej wyrafinowana forma handlu. Marchewka na kiju jeśli wolicie.
Czytaliście Biblię? Ja miewam czasem fazę na ambitną literaturę. Co się okazuje - powtarzana, jak w głuchym telefonie wielkość tego dzieła nieco rozmija się ze stanem faktycznym. To tak jakby liczyć na Murcielago, a dostać Nike`i.
Pismo Święte jest nudne, ciągnie się jak czas na fotelu dentystycznym. Generalnie z literackiego punktu widzenia powiedzieć, że jest średnie, to jak obrazić trzecią półkę od góry w Empiku. A że niesie pozytywne wartości? To samo można powiedzieć o Harrym Potterze.
Już nawet najprzedniejsi teologowie kościoła nie wierzą, że Jezus miotał czarami jak Gandalf. Cała literatura w której pojawia sie magia to szatan i okultyzm, a kiedy Chrystus wskrzesza i mnoży ryby to całkowicie naturalne. Niebo ma monopol na magię. Nie zrozumcie mnie źle, ja podszedłem do Pisma świętego z rezerwą człowieka mającego przeczytać ciekawą bajkę, a otrzymałem... Nieciekawą :).
No i jeszcze fakt, że wszystko co się trzyma kupy (a jest tego niewiele) to pewne dowody, a wszystko co jest ewidentną bzdurą - jest w oczach biegłych kościelnych "symboliką". Jeśli więc jesteś człowiekiem wierzącym i nie spodobał Ci się jakiś fragment tego tekstu, możesz przyjąć, że to metafory, alegorie czy inne hiperbole. A co.
Fakty są takie, że jeśli czytasz ten tekst, to to dobry objaw tego że żyjesz. Nie bądź hipokrytą - wygrałeś szansę mniejszą niż twój upragniony milion w lotto. Gdyby kilkadziesiąt tysięcy lat temu jakiegoś nieodpowiedniego człowieka stratował mastodont, mogłoby Cie tu dzisiaj nie być. Jesteś jedną na nieskończoność konfiguracją, punktem przecięcia miliarda okoliczności i choćbyś był ostatnim dupkiem, świat byłby bez Ciebie uboższym miejscem. Niezależnie od wszystkich filozoficznych i teologicznych pierdół, życie płynie w systemie binarnym - albo jesteś albo cię nie ma. Nie da się stopniować. Nieważne czy jesteś Hitlerem czy Janem Pawłem II, wszechświat prędzej czy później zapomni o Tobie. Możesz być conajwyżej krótkim echem, lub drzazgą w dupie historii. Jesteś siłą sprawczą o ograniczonych - ale jednak - możliwościach. Pojaw się, wpłyń i zniknij bez żalu. Zmienianie świata to misja głupca, podobnie jak życie w sposób jaki zalecają Ci inni, bo po co, skoro już ktoś kiedyś to zrobił. Jedni czytają encyklopedie, inni je tworzą.
A jak sie to ma do mojego podejścia do Pisma Świętego? Nie mam na celu ukazywania bezsensu religii, jeśli tego potrzebujesz - proszę bardzo. Po prostu marnujesz swój i co gorsza mój czas słowami "Bo oni mówią/proszą/wymagają". Tak naprawdę nic nie musisz i nie daj sobie tego wmówić. Na stwierdzenie "Tak mówili mądrzejsi od nas" uśmiechnij się i powiedz "To ich słuchaj". Może jesteś mądrzejszy, życie to szansa by to udowodnić.
Kiedy obudzisz się jutro rano, zrób coś, co sprawia ci przyjemność. Zrób coś czego nie robiłeś. Zrób cokolwiek innego niż wszyscy od ciebie wymagają. Masz na świecie określoną ilość sekund, pula zmniejsza się z każdą chwilą. Włącz swoją ulubioną płytę i drzyj się ile sił. Pomachaj do nieznajomej na przystanku. Obejrzyj przy joincie świt na dachu bloku. Baw się dobrze.
|