Wyliczanka małego chłopca

Za marzenia słono płaci się, lecz życie tak niepowtarzalne jest…

 

 

 

 

Dla D.

Za uśmiech każdego dnia

Czasami bardzo mi szkoda,

że już Cię nie ma

 

 

 

            Dziś będę trywialny. Będę sarkastyczny, niegrzeczny i egoistyczny. Będę inny niż zwykle. Będę się bawił…

 

            Zacznę od Krakowa. Lubię Kraków. Rynek, Kazimierz, spacery wzdłuż Wisły. Teatr Stary, ulicę Floriańską i Gołębią. Knajpy, kabarety i dywagacje na tematy całkowicie abstrakcyjne nawet dla największych abstrakcjonistów. Miasto, które wielu ludzi zniszczyło. Wielu jednak wychowało.

            Lubię swoje biurko. Przy nim jestem panem świata, wszelkiej idei, pomysłów, a nawet czasu.

            Chwila, kiedy oglądam znalezione na dnie szuflady zdjęcie licealnej miłości.

            Lubię słuchać syku turbosprężarki, kiedy obroty silnika przekraczają siedem tysięcy. A potem pewna sekwencja zdarzeń: jeszcze troszkę, jeszcze…, prędkość dochodzi do 130 km/h, wyczuwam odpowiedni moment, wrzucam czwarty bieg, sprzęgło na zakładkę i moment obrotowy wyrywa mnie do przodu. Wyprzedzam jadące obok BMW o niecały metr. Ogromna eksplozja radości. I ten wyścig mój.

            Wieczorne piwo w knajpie.

            Wszystkie imprezy w każdym miejscu.

            Taniec. Tu nie komentuję. Zbyt świeże wrażenie.

            Wyobraźcie sobie milczącego chłopaka i cicho mówiącą do niego dziewczynę. Wyobraźcie sobie, że siedzą na ławce w małym parku przy rogu dwóch ruchliwych ulic. Trzymają splecione dłonie na jej udach. Są uśmiechnięci. Dookoła panuje gwar i hałas, ale oni nie zwracają na to uwagi. On spogląda w jej oczy, następnie bardzo powoli i nieśmiało całuje ją w usta.

            Jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia w największym parku rozrywki w Europie.

            Pewien koncert na fortepianie tylko dla mnie.

            Kobiety o włoskiej urodzie.

Chwila, kiedy czekam na wiadomość od Niej. I reakcja moich oczu, gdy ta przychodzi. Pierwsze w życiu pytanie przez sms, Czy umówisz się ze mną?. Pierwsze tak i poczucie, że nic już nie będzie takie, jak wcześniej.

            Wigilijny wieczór. Chłopak siedzi sam na kanapie w wielkim domu swoich dziadków. Za oknem smutna pogoda i permanentny brak śniegu. Przykryty kocem, czyta książkę. Pali się tylko jedna, mała lampka. Cichutko płacze. Żal mu siebie. Jest bardzo, bardzo samotny.

            Wszystkie gorzkie pocałunki na przeprosiny. A szczególnie te w usta.

            Pisanie niedzielnym popołudniem.

            Kiedy przechodzi obok mnie kobieta używająca oszałamiających perfum mam ochotę odwrócić się i pójść za nią.

            Spaghetti.

            Ostatni łyk kawy podczas przerwy w pracy, po którym odczuwam przyjemny przypływ energii.

            Koszule od Diora. Aksamitne marynarki wieczorowe i dopasowane spodnie. Aqua di Gio.

            Żeglarstwo. Wielkie pełnomorskie jachty i te małe, takie jak mój. Wiatr we włosach, ( :)) - D.) łopoczące żagle, szum wody… Alegoria wolnego życia.

            Ekonomia. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim.

            Austria. O każdej porze roku.

            Prośba kobiety wyrażona szeptem.

            Wycieczka nad jezioro Mercedesem SL500, rocznik ’81; w sierpniowe popołudnie.

            Czytanie ulubionej książki do czwartej nad ranem.

            Mały przypływ podniecenia przed otwarciem listu.

            Myśl, że jestem królem świata, kiedy patrzyłem w dół ze szczytu Rysów.

            Spacer po Wenecji.

            Moment spotkania dłoni dwojga kochanków.

            Myśl, że zawsze jest miejsce na szczycie.

            Zapach jej włosów o poranku, jej nadgarstki, policzki, mały brzuch, uda i stopy.

            Moje zdjęcie z czasów podstawówki. Byłem takim małym i grzecznym chłopcem…

            Tajemnicze kolacje przy świecach.

            Moment, kiedy dajesz komuś coś bardzo, bardzo cennego. Masz, to dla Ciebie.

            Moment, kiedy pokonasz kogoś w sprzeczce. Nie ma kontrargumentów i tylko patrzy na ciebie głupio.

            Życie studenckie. Choć czasami jest ciężko.

            Budzę się, co dzień rano, żeby walczyć o swoje. To też piękne.

            Nie znoszę myśli, że życie jest jednym wielkim kompromisem. Jak wielkim? Kwestia współczynnika tolerancji.

            Uwielbiam odgłos bili wpadającej do łuzy.

            Nauka matematyki przez całą dobę. I okrzyk nareszcie!, kiedy wszystko zrozumiem.

            Moment, kiedy siedzisz na ławie oskarżonych i czytają wyrok uniewinniający. Wielkie poczucie życiowej ulgi. Tak, jakby ważyć połowę mniej.

            Dałem kiedyś pewnej pięknej pannie bukiet konwalii. Nigdy nie zapomnę widoku tych niewinnych oczu, którymi na mnie patrzyła.

            Spacer wiosną po łące. Raz samotnie. Raz z kimś.

            I pewien projekt kominka dla mnie.

            I kubek herbaty rano

            I czekanie, czekanie, czekanie na jeszcze…

            I jeszcze…

 

          Każdego dnia troszeczkę życia.

Pyskowice, Katowice; 11 – 24 listopada 2007.

           

            Allporsc

           allporsc@wp.pl