Nie utopić marzeń w szafie
Stoję na przystanku, przykładam palce do szyi. Gdzie tam palce – rękę całą! Sprawdzam tętno. Nie ma.
Zdejmuję szalik, znowu sprawdzam.
Jest, jednak jest.
Zawsze bałem się ludzi, którzy szufladkują. Wiadomo: rzeczywistość jest zmienna, pęd witalny zmienny, więc człowiek – siłą rzeczy – zmienny też jest. A tu bęc, hop – szufladka i kropka. Jednak szufladkujący ludzie to jeszcze nic. Co powiecie na kobiety, które traktują rzecz dosłownie i zamykają swoich facetów w szafach? Nie, to nie żart. Co więcej, rzecz dzieje się w centrum jednej z europejskich metropolii, chociaż ze względu na własne bezpieczeństwo nie mogę zdradzić, w której. A zatem: żadna zapyziała wieś, tylko wielkie, milionowe miasto. I teraz wyobraźcie sobie duży blok mieszkalny, w nim kilka pokoi, a w jednym – tak właśnie! – wielka, blaszana szafa. Na drzwiach, dla niepoznaki, kolorowe zdjęcia osobników głównie płci męskiej. Niby wszystko w porządku, prawda? Zdziwilibyście się jednak, jak bardzo mężczyźni z tych zdjęć podobni są do ludzi, których portrety pamięciowe wiszą na okolicznych słupach z wyraźnym napisem ZAGINIONY...
Co mężczyzna robi w szafie? Otóż ma dwa wyjścia: przede wszystkim może pęknąć na pół. Jest to droga najmniej bolesna, bo nie przedłużająca niepotrzebnie cierpień. Zaraz po załadowaniu do szafy okazuje się, że niestety, ale chłopiec ma pecha i jest za wysoki – wtedy się łamie. I tyle.
Gorzej mają mężczyźni niełamliwi. Ci muszą z drżeniem serca oczekiwać na wieszakach w towarzystwie spódnic i palt. Znam przypadek, gdzie powieszony przodem do kożucha mężczyzna podduszał się sukcesywnie przez kilka kolejnych dni, balansując na granicy życia i śmierci. Z pomocą przyszły mole, wygryzając dziurę najpierw w kożuchu, potem zaś w zdziwionej twarzy owego mężczyzny.
Czasami nawet z perspektywy szafy słychać hałasy. To znak, że poza szafą grasują goście. Tu znowu pojawiają się dwie opcje: można zacząć krzyczeć, zwracając na siebie uwagę, można siedzieć cicho. Wydaje się, że sensowniejsza jest wersja pierwsza. Pozornie. Jeśli się bowiem okaże, że goście są wtajemniczeni w rzecz z szafą – wtedy biada uwięzionym! Wykorzystani zostaną nie pojedynczo, ale wszyscy naraz. Wielokrotnie.
Kocham cię, śnie. Nawet ten moment, gdy z całą swoją brutalnością odchodzisz już nawet nie o poranku, ale popołudniem. Tylko nie do końca wiem, czemu bolesne przebudzenie i zerwanie do pozycji pionowej musi kończyć się guzem nabitym o górną półkę i zadrapaniami twarzy, zupełnie, jakby nie można było wymienić wieszaków drucianych na plastikowe.
Kocham cię na tyle, na ile jest to możliwe. I tylko czasem wydaje mi się, że zamiast zimnej, blaszanej szafy wolałbym jednak miękką sofę.