Prasówka AM#99


Union wziął sobie wolne od robienia prasówki, więc w tym miesiącu go zastępuję. 

Miłego czytania – Sarius


Idą święta... (Phantasmagor)


UnionJack: Takie artykuły oceniam wedle troszkę innego kryterium: ot, zastanawiam się czy sytuacja wydaje mi się prawdopodobna. Jeśli tak, to artykuł potrafi coś we mnie poruszyć - jeśli nie, to ja po prostu w niego nie wierzę i przechodzę obok. Nie wystarczy, że coś jest oparte na prawdziwej historii - musi być jeszcze prawdziwie przekazane. Tutaj nie umiem uwierzyć w historię, więc ona mnie nie porusza. Dlaczego? Trochę dlatego, że takie nagromadzenie złości i nieszczęść w pewnym momencie, gdy przekroczy punkt krytyczny, zaczyna się wydawać zabawne: tak było, na przykład, w "Oszukać przeznaczenie", gdzie kolejne śmierci budziły raczej radość niż strach. Tutaj, nawet jeśli się nie uśmiecham, to z pewnością nieco te kłótnie lekceważę - i pewnie dlatego artykuł mnie osobiście wydaje się nieudany. Jeśli jednak ktoś ma inny próg wiary - to myślę, że historia się może podobać.

Sypee: Podoba mi się Może dlatego, że wtedy, gdy wszyscy spożywali wigilijną kolację, ja robiłem coś zupełnie innego. Jeśli Phant drzuci kilku krasnoludów, kilka smukłych elfów, czary i orki, to każdy jego tekst będzie genialny.

Bastard: 70% ankietowanych (zapewne mężczyzn) w święta otrzymało krawat, skarpetki, lub świąteczny zestaw kosmetyków.

Zaś takiej rodzinie potrzeba pustelniczej cierpliwości, własnego majątku, żeby się wyprowadzić lub opcjonalnie AK47

Nie było to raczej założeniem autora, ale tekst wydał mi się zabawny (to oczywiście na plus;))

Tuxedo: Jacuś? Myślałem, że masz na imię Tomek;p

Martika: Nie wiem czy miało być smutno i poważnie, skłaniająco do refleksji, czy zabawnie i lekko. Wyszło coś pośrodku i wyszło nieźle. Ładnie.

Doorshlaq: niby sympatyczne, ale nic w tym odkrywczego. Czytało się jednak przyjemnie. Kolejny życiowy tekst.


Jakiś pomysł? (yanek.ck)


UnionJack: Długi, utyskujący artykuł. Nie wciągnął mnie nic a nic, bo i historia była nieciekawa i tak została opowiedziana. Poza tym: czy po politologii koniecznie trzeba być politologiem? Nie wydaje mi się.

Sypee: Ja mam pomysł na życie- nie ma on jednak powiązania ze słowami 'zarabianie' czy 'kariera'. Liceum wcale nie jest takie straszne- wystarczy tylko trochę się pouczyć. Studia? Na co komu studia?

Bastard: Czy autor dedykuje tekst samemu sobie? (wszak od ponad pięciu lat nie istnieje ósma klasa, ani czwarta liceum, więc czyja to historia...) Jeśli chcę uzdrowić ludzkość z głupoty w tydzień, lub unicestwić ją... jakie studia mam wybrać?

Pierzasty: Trafione. Byłby naiwny ten, który twierdziłby, że 18 lat to granica "dorosłości". Bo niby jakiej? Jakaś klapka w mózgu nam się odblokuje i nagle poznamy sens i cel własnego życia. Możliwe. Mi się percepcja nie wyostrzyła. Stoję właśnie na progu tego "okropnego i straszliwego" egzaminu zwanego maturą i zgadzam się z autorem, jestem niezdecydowany. Co do samego tekstu, niezły. Dobrze się czyta i nawet zaczęty w połowie, wciąga.

Tuxedo: poczęcie to akurat niezbyt duży chaos w porównaniu z tym, co się dzieje później:) Autor pisze nie jako "ja", ale jako "my". W takim wypadku warto jednak zauważyć reformę edukacji - gimnazja! Hojarska przez ch - ROTFL

Nie jest porywająco napisane. Ale przynajmniej prawdziwe, końcówka się podobała. Faktycznie, trochę nei teges z tą maturą. Powinna być druga, po trzech latach studiów. Może wtedy by człowiek już wiedział:)


Nad brzegiem pisi gągoliny usiadłem i podrapałem się w ucho (Doorshlaq)


UnionJack: Oryginału nie czytałem, ale satyra przeciętnie mi się podobała. Niektóre żarty trochę przyciężkawe (rzeka, sąsiad, nawiązanai do toalety) - niektóre jednak zaskakujące i udane. Całość tak lekko na plus, choć myślę, że potencjał tekstu trochę niewykorzystany.

Sypee: Wiesz, że nie potrafię przeczytać tej książki? Pełna powaga w przkazie po prostu nie pozwala wyciągać własnych wniosków- w twoim tekscie najwyższe mądrości łączą się z wszechobecnym luzem. To tak, jakbyś powstrzymując swoją wyobraźnię, miał za chwilę parsknąć śmiechem. Moneta 3.50 się należy

Bastard: Gdy rodzice chcą decydować o losie dziecka, nie uda im się tego osiągnąć bez strat (chyba, że syn ma wspaniały nos i wie o swoim powołaniu jakim jest nosologia, vide: "Wielkie figury" E.A.Poe) W bibliografii widnieć powinny: "księga aforyzmów do składania pryz mów" i "przysłowia ludowe, stare i te nowe";) Layout koloru "wiosenny groszek" zdarty żywcem ze ścian w pokoju mojego znajomego;)

Sato: Kiedyś jak dostałeś tego swojego ataku gniewu i postanowiłeś odejść z AM żal chwycił mnie za moje cztery litery! Zawsze lubiłem twoje teksty i uważałem, że jesteś jedną z nielicznych osób, które mają prawo( według mnie) do tekstu pożegnalnego. Teraz, gdy czytam ten tekst z chęcią odesłałbym cię na emeryturę. Niestety nie za to cię lubiłem.

Pierzasty: I za to lubię arty twojego autorstwa. Szybkie, napisane bez wszelkich udziwnień językowych, okraszone lekkostrawną formą i prezentujące ciekawy temat. Krótko mówiąc trafia w moje gusta i wywołuje uśmiech na twarzy.

Tuxedo: fajne to o nastawianiu ręki.


Wybaczysz mi brak tytułu? (Tuxedo)


UnionJack: Magia i kapitalki. Świetny tekst, taki trochę jak - szukamy porównań - cicha, spokojna rozmowa. Trzeba sączyć. Nie chcę się już rozpisywać - ale to jeden z lepszych tekstów w tym numerze.

Sypee: tego tekstu nie da się czytać- ten tekst należy sączyć powoli. Brawo!

Bastard: Zbyt bliskie autorowi by do mnie przemówiło, więc wybaczam brak tytułu, który mówi tyle samo co treść właściwa. ...gdyby tak więcej patosu trochę? no nie wiem, nie wiem...tajemniczości, zamiast niejasności... Mnie nie ruszyło.


Czy chcesz usunąć kontakt? (citizen)


UnionJack: Nie podobało mi się za bardzo, choć trzeci akapit napisany ładnie i ciekawie. Późniejsza mnogość YES nieco drażni i jeśli ta wataha miała potęgować dramatyzm - to nie potęguje. Nie widzę też jakiejś wielkiej symboliki w usuwaniu kontaktów z komórki - jeżeli coś się rozpadło, to rozpadło się wcześniej, a teraz to już tylko smutna konsekwencja. Ogólnie: art mocno przeciętny, a Yes, yes yes nieodmiennie koajrzy mi się Marcinkiewiczem.

Bastard: Osobiście zostawiłbym sobie trzy lub cztery kontakty... od reszty niczego nie potrzebuję;) Tekst skłania do refleksji w dobry sposób, szanuję.

Martika: Zwięzłe, krótkie i na temat. Wrażenie popsuło wciąż żywe wspomnienie swego-czasu-premiera Marcinkiewicza. yes, yes, yes. Ale to nie wina Autora, że moja wyobraźnia tak działa.

Sypee: Ostatnio doszedłem do wniosku, że ludzkie życie jest za krótkie, żeby komunikować się za pomocą esów, czy komunikatorów. Powinniśmy starać się rozmawiać z przyjaciółmi w cztery oczy, a w telefonie najczęściej wciskać zieloną słuchawkę. Dlaczego mielibyśmy kasować listę kontaktów? Autor trafnie zauważył ścisłe powiązanie między obecnym sposobem postrzegania przyjaciół a rozwojem techniki- czy jeśli wykasujemy kogoś z listy znajomych, przestaje on być naszym przyjacielem? Osobiście nie korzystam z portali społecznościowych- jeśli chcę utrzymać z kimś kontakt, to po prostu staram się nawiązać rozmowę. Pomysłowy art- pomysłowy autor (ale nie wysilający się :P, dlatego art jest słaaaaaaaaaaaaaby)


...pozostało jeszcze pół roku (bastard)


UnionJack: Ambwalentne mam odczucia. Z jednej strony widać tu oryginalność, widać że autor szuka własnej drogi - choć mnie, jako Czytelnikowi, cięzko póki co podążać tą ścieżką. Z drugiej strony: widac sporo niedoróbek, trochę błedów ortograficznych, trochę gramatycznych, trochę dziwnej i połamanej składni. Czasem też - mam wrażenie - przestylizowujesz. Mnie póki co to cyberpisanie nie porwało - ale będę czytał dalej.

Tuxedo: widzę potencjał. To znaczy widziałem go dwanaście godzin temu, kiedy zaczynałem pisać komentarz i maila autorowi. A potem przyszła burza, odcięli prąd i moje dwuletnie archiwum maili poszło się... No właśnie. Chyba zrozumiałe, że w takim wypadku nie mam zamiaru nikogo chwalić. Doceńcie, że nie bluzgam:)

Sypee: ale to jest toporne ;) Bastard, dysponujesz dużym zasobem słów- postaraj się pisać w taki sposób, żeby odbiorca mógł coś zrozumieć :P . Wypełniłeś swoją opowieść nielogicznymi zdaniami- to spowodowało, że lektura twojego tekstu przypomina spacer po polu minowym. Jestem pewien, że następnym razem pójdzie ci lepiej.


e-Polska (Pewien Gość)


UnionJack: Piotrek pisze: "Bo internet jest wrogiem biurokracji. Bo urząd oparty na sprawnie funkcjonującym systemie informacyjnym istnieje dla obywatela, a nie na odwrót." - i uszę powiedzieć, że jestem szczerze i miło zaskoczony tak demokratyczną, libernalną i obywatelską tezą w tekście PieGa :) PieG, który ostatnio uprawiał swoistą abnegację obywatelską, tutaj opowiada się po stronie obywatela - to jakby wyrwane z innej wizji świata, ale to element pozytywny. Oczywiście, wielu - mnie też - może nie podobać się ta wyższość, sarkazm, ironia z jaką Piotrek pisze o innych; to tym bardziej, że czasem to nie wiedza, a zwykłe domysły ("Domyślamy się, że to taki, co potrafi włączyć i wyłączyć komputer..."). Mimo jednak tych wad, wizja PieGa, ta jego ludzka twarz, którą nam ujawnił - ona mnie tak miło zaskoczyła, że nie umiem o tekście myśleć negatywnie. Niby taki zły PieGus, a taki - titititi - porządny w tym tekście :)

Bastard: Jak to też czasem bywa, człowiek ukazuje mimochodem trochę własnego wnętrza (przypadkiem bądź celowo) mimo tego iż ani słowem o własnej osobie nie wspomina. PewienGość dostrzega (w mniejszym bądź większym stopniu) absurdalność wszelkich wytworów ludzkości opartych jedynie na umownych, nie istniejących tak właściwie, wartościach (w tekście - PITy). Mimo tego, wykazuje zainteresowanie właśnie takimi "wytworami". Ponieważ niechęć do śledzenia tych wszystkich bzdur tłumiona jest echem śmiechu, jakim zanosić można się godzinami, obserwując tępe istoty, które nie potrafią pływać we własnych fekaliach i mnożą je na potęgę (miałem na myśli ludzi gubiących się, w swoim własnym światku). W stu procentach popieram

Pierzasty: Dobre, ciekawe, interesujące. To miło, że dostrzegasz "głębszy sens" wszelkich zawirowań papierkowych.

Sypee: Taak :) Pamiętam jak w gimnazjum nauczycielka informatyki wyrywała mnie z lekcji, żebym jej pomógł. Mało napisałeś o blogach :/ Czego można wymagać od PG? Czyta się świetnie, skłania do krótkich przemyśleń, ale Ameryki nie odkrywa :)


IMPRESJE NA MATEMATYCE (NIE NA TEMAT) (Dodo)


UnionJack: Bardzo mi się podobało. Bardzo smutne - ale i bardzo dobrze napisane. Wiele zdań, to są po prostu perełki, tak jeśli chodzi o frazy, jaki tempo, składnię, rytm tekstu. Najlepszy chyba akapit o pluszakach ("i przeżywają nas, niosąc dalej nasze zapachy, okruszki linii papilarnych zaczepione o futerko, pył wyschniętych kropel potu, kryształki soli po łzach (...) oraz trochę innych substancji, z których pewnie się da DNA wyciągnąć – właśnie tak jak te przekaźniki moich-i-twoich genów, zwane zwykle dziećmi"), o Krakowie i Warszawie. Z chęcą przeczytałbym coś dłuższego w wykonaniu Dodo - gdybyś wydała kiedyś książkę, to się zgłaszam w kolejce po egzemplarz :)

Bastard: Po przeczytaniu połowy stwierdziłem, że zacznę jeszcze raz i skupię się bardzo mocno, ale nadal twierdzę, że początek jest zbyt "zamotany". Dalej jednak już wszystko gra (13 akapit jest wręcz obsceniczny;)). Na uwagę zasługuje też kwiecistość języka.

Sypee: niedawno polubiłem matmę (może dlatego, że na humanie tłumaczą najprostsze rzeczy po pięć razy :) ). Dodo, to jest wielkie pisanie!


Jak Ty piszesz te arty? ([R]ay)


UnionJack: Wiadomo: cudem ten artykuł nie jest, ale z wiadomych względów nie wymagało się cudów :) Mam wrażenie, że przez autora wszyscy poczuliśmy się nieco staro; ja osobiście chciałbym, by AM dożył chwili, gdy będą do niego pisać ludzie młodsi od samego magazynu. Jeszcze 5 lat - i to będzie możliwe :)

Bastard: Jeżeli to rok urodzenia autora umieszczony jest w adresie mailowym i skype, to chyba wyrasta młody satanista (zanim ktokolwiek zacznie się w ogóle zastanawiać nad palnięciem jakiegokolwiek głupstwa, odsyłam do FAQ na stronie satan.pl). Końcowe motto jest poglądem, który warto pielęgnować.

Martika: Bolesne.

Tuxedo: ogólnie przyjemne:) Na początku przywaliło nadmiarem przecinków, potem rozbawiło samokrytyką ("piszę jak dzieciak"), jeszcze potem spojrzałem na adres mailowy i trochę mi się łyso zrobiło:) Ale nie rozwinę wątku, bo autor "zasztrzegł" wszelkie prawa

Sypee: Wiem, że nie wolno pisać wtedy, kiedy się człowiekowi nie chce- wtedy wychodzą gnioty :)


Jesteśmy tylko figurami na szachownicy życia... (citizen)


UnionJack: Artykuł średniawy, choć zdradza poczucie humoru :) Nie odczułem w tekście głębi, ale pewnie jej tam być nie miało. Lepiej, że artykuł był niż by go miało nie być - ale śnić mi się po nocach nie będzie.

Sypee: wiesz stary, coś ci się pomyliło- szachy i warcaby rozgrywamy na 64 polach, a nie na 100.

Bastard: Kolumny są nierówne (siódma jest o za wąska), poza tym w warcabach istnieje taktyka uniemożliwiająca przegranie partii rozpoczynającemu grę... wolę szachy;)

Martika: Nie słuchaj się ich. Chodzę do klasy z mistrzynią warcabów stupolowych.

Tuxedo: ale przecież warcaby mają identyczną szachownicę... Bo mają, prawda?;)


Kartka na święta (Hazardius)


UnionJack: Artykuł promuje ideę szlachetną; sam jednak tekst niespecjalnie mnie zainteresował. Jako jeden z obdarowanych mam osobistą radość z faktu, że Hazowi dane były takie stany. Gdybym miał coś radzić, to radziłbym unikać fragmentów w stylu "Wtajemniczeni zrozumieją" - nie ma nic bardziej irytującego, niż usłyszeć od autora "wiem ale nie powiem". Już lepiej taki fragment obejść, przemilczeć - czytelnik brak czegoś rzadko zauważa :)

Bastard: Magię świąt tworzą ludzie;) (inną również). Art szablonowy, ale na dobrym poziomie, IMHO taki solidny "wypełniacz" AM

Tuxedo: magia świąt z powodu dwóch kartek? Gratki:) Kurczę, myślałem, że takie teksty to one już były i to ładnych parę lat temu. Do Haza wrócił jeden duch, do niektórych inny - starych czasów w AM;)

Martika: Moje oczy, cóż za zieleń. Stanowczo zbyt późno dla mnie na taki lay. Ale przeczytałam i sympatycznie to wypadło.

Sypee: Mogę napisać do ciebie list? Taki, no wiesz, prawdziwy- na papierze, piórem pisany :)


Kartka z pamiętnika inaczej (Emszi)


UnionJack: Ale słabizna. Tekst jest nudny jak przemówienie Fidela Castro, autorowi ktoś przydepnął enter, formatowanie do prawej chyba z czystej przekory. Jeżeli to autora pocieszy, to nie widzę specjalnej róznicy między jego tekstem, a tekstem Comy czy Myslovitz. Doorshlaqowi radzi się spotkać autora i wyrwać go z zaklętego kręgu "nie uda mi się, nie będę". Osobiście zaś mam nadzieję, że na tym skończymy cykl ściep z blogów - bo co jedna ścinka, to już gorsza.

Bastard: Jedni robią coś i w ogóle się nie zastanawiają, inni z kolei rozważają nie robiąc (ewentualnie napiszą). Obie postawy wypaczają poglądy. In medio consistit virtus po stokroć. Niestety, nie popłakałem się podczas lektury, nie zadziałało nawet przypomnienie sobie muzyki do cytatów.

Martika: Nie. Nie mój klimat. Nie miałam sił na dokończenie- wymiękłam w momencie gdy bohater szukał oryginalnych dróg dogadania się z samotnością.

Doorshlaq: Stary, zależy od Ciebie więcej, niż myślisz. Chcesz założyć zespół, to zakładaj, chcesz być jak Kapuściński, to bądź. Nie kręć "Fight Clubu 2", bo Palahniuk nie napisał drugiej części książki, ale Nortonem możesz zostać. Nie zachowuj się tak, jak ja kiedyś I czemu chciałbyś poznać durszlaka? (Sam tekst obiektywnie oceniam nie najwyżej, ale głównie dlatego, że... to już było).

Tuxedo: rozwaliło mnie "Nie poznam osobiście Doorshlaqa" A w zamian za cytowanie Myslovitz będę tak uprzejmy i nie skomentuję tekstu:)

Sypee: "Nigdy nie wydam książki"- spróbuj spełnić swoje marzenie, jak wymontujesz z klawiatury klawisz enter ;P. "Nie będziemy supportem Myslovitz." Głupoty piszesz- w Stodole grał Tomek Makowiecki- nie może być gorzej.


Kiedy byłem jeszcze małą dziewczynką (Sypee)


UnionJack: Nigdy nie spotkałem jeszcze niemiłej starszej pani narzekającej na bezużyteczność młodzieży :) Może po prostu jeżdżę innymi autobusami :) Co do technikaliów: kilka fantastycznych fragmentów, takich jak na przykład świetny kontrast między pierwszym i krótki, drugim akapitem. Z drugiej strony: częsta zmiana czasów (to teraźniejszy, to przeszły, to tryp przypuszczający), jaką mamy chociażby w czwartym akapicie, trochę mnie osobiście wybija z rytmu lektury. Całość jednak na wysokim poziomi i do kilkukrotnej lektury.

Bastard: Dobrze pisze ten kto potrafi przekazać swoją myśl ciekawym językiem, spełniając jednocześnie inny ważny warunek, jest zrozumiały dla czytelników, sypee udaje się to doskonale. Widać tu potrzebę przekazania pełni myśli, bez niedopowiedzeń, stąd tak rozwinięta treść. Poza tym, tekst ma znakomity układ i zręcznie użytą klamrę kompozycyjną. Order z pietruszki AM99

Tuxedo: znowu musiałbym chwalić, ale napiszę tylko, że tekst numeru. Uświadomił mi, że chyba nigdy nie użyłem w tekście słowa "biustonosz":) Ani "panaceum";p

Sypee: podoba mi się nawet, ale wiem, że stać cię na więcej :)


Krótki art o umieraniu (Tuxedo)


UnionJack: Ej, no klasa art. Przejrzysty, udany, poważny - ale i z dawką ironii i humoru. Parę fragmentów genialnych - jak ten z Justyną, ten o gubieniu się i o ciężarze. Końcówka już może nieco mniej - ale całość jest naprawdę świetna. Na pewno na wyróżnienie - a póki co to dla mnie drugi po Dodo tekst numeru.

Sypee: a więc tak: kiedy byłem mały spadłem z bardzo wysokiego drzewa, potem zeskoczyłem z pierwszego piętra, wpadłem do kanału w warsztacie samochodowym, uderzyłem szczęką o ogrodzenie, po którym chodziłem; potem zachłysnąłem się na bardzo dużej głębokości, z pomocą deskorolki rozbiłem sobie głowę o krawężnik, połamałem żebra, starłem 90% skóry :)

Bastard: Każdy (komu przypadnie kiedyś pomyśleć) się nad tym zastanawia... i warto, byle nie za długo, bo trzeba coś z tym zrobić...

Co do wielokrotnego umierania, to Orson Scott Card napisał na ten temat jedną ze swych lepszych nowel: "Tysiąc śmierci".

Martika: Jedyny pesymista (?) którego teksty podskórnie lubię. Anomalia. Jakbym się nie starała to nie mam na co narzekać.

Doorshlaq: artykuły Tuxa cenię za szczerość, wrażliwość i doskonały język. Cenię je też za to, że mogę się w nie wczuć, utożsamić się z nimi - nawet wtedy, kiedy umiera się już coraz rzadziej, pamięta się, jak to było, jak to BYWA. Zna się te uczucia. Świetny, poruszający tekst.


Mój kochanek utopi się w szafie (asztaka)


UnionJack: Genialne. Fantastycznie, przejmująco i sprawnie napisane. Tak jak lubię: nie ma tu taniej czułostkowości, jest za to coś głębokiego, co kryje się tuż, tuż pod powierzchią tekstu. Nawet się nie będę silił w wyciąganie fragmentów - po prostu biorę do siebie całość :) Świtna sprawa, cieszę się, że to przeczytałem.

Sypee: to bardzo dobre jest. I praktyczne ;) Który kochanek pasuje kolorystycznie do mojego ubioru?

Bastard: Matko boska! W czym on się tam utopi! (zwykle nie powołuje się na postaci biblijne, ale w tym wypadku pasowało jak ulał;)) Jeśli byłabyś asztaka miła i znalazła w tej szafie jedną zbędną kochankę, to w profilu jest mój mail;)


Obrażki (13) (UnionJack)


Bastard: Signore pittore quanto cadro?

Doorshlaq: jak na Uniona, mocno przeciętne. Choć życiowe. Inna sprawa, że u nas w dziekanacie większość pań lubię.

Tuxedo: nie są to rzeczy wybitnie oryginalne, ale przynajmniej fajne:)


Obrażki (14) (UnionJack)


Doorshlaq: a to już mnie rozwaliło. Piękne.


One. (Martika)


UnionJack: No i pytanie się pojawia: czy tekst to wyłącznie żeński, czy też i mężczyźni mogą być Czarownicami? :) Jako zwolennik rónouprawnienia liczę, że tak. Całość taka w miarę - szczerze jednak się cieszę, że Nieznajoma nie okazała się, dzięki Bogu, śmiercią z kosą :)

Bastard: Ha! Wiedziałem, że będzie o czarownicach, jak tylko pojawiły się białe włosy;) (Wiedźmin) Ciekawe, ciekawe, miła odmiana i alpejsko świeży powiew zachęcający do dalszego czytania. Jak to mówią "przyjęło się".

Tuxedo: no dobrze, że padły te ostatnie zdania, bo nie wiedziałbym, o czym, jest tekst:) Powiem tak: krótki akapit to trochę mało, żeby zbudować jakieś emocje. Nawet powtórzony cztery razy. Najbardziej przemówił do mnie ten peirwszy, potem już środki jakieś takie nieporadne. Uczepiłbym się właśnie pierwszego, rozbudował i zrezygnował z reszty. Ale ja to ja, sam nie potrafię układać dłuższych artów;p


Po drugiej stronie kontynentu(Kajetan)


UnionJack: Znowu bardzo fajne. Rzetelnie, solidnie napisane, widać że chodzi o to, żeby coś czytelnikowi przekazać. Kolejna rzecz, która śmiało mogłaby iśc na okładkę; jawałek porządnie opowiedzianej historii. oto przecież chodzi: zobaczyć kawałek świata, zrozumieć go i opowiedzieć o tym innym.

Bastard: Gdy moje niemodyfikowane chirurgicznie oczy, ujrzały mikroskopową czcionkę (nie narzekam na nie, mam nadwzroczność, ale była 03:19, monitor CRT i to białe tło...), pomyślałem, że będzie ciężko;)

Tekst można by podsumować stwierdzeniem, iż ewolucja musi dosięgnąć wszystko co chce przetrwać, także "motłoch", który w różnych krajach jest na innych poziomach postępu cywilizacyjnego. (Kłania się teoria Georga Dyke'a o korporacjach jako organizmach żywych). Oprócz tego niewybrednego początku, nie przyczepiam się do niczego.

Tuxedo: dowód na to, że jednak jest co wstawić na okładkę. Trzeba tylko chcieć ją zrobić...

Sypee: Gorycz cudowna! Może nie jest to mistrzostwo, ale właśnie taki styl przekazywania myśli najbardziej mi odpowiada.


Przypadkowy tekst (Martika)


UnionJack: Fajnie, że w tym numerze Martika - co warto zauważyć - pisze wreszcie na zupełnie inne tematy, o co innego zahacza. Czy wierzę w codzienną magię? Cóż, w niektóre rzeczy wierzę: wierzę, że znajomych spotkam na mieście tylko wtedy, kiedy ich nie szukam - bo najlepsze i najwazniejsze rzeczy przytrafiają się w życiu przypadkiem, a ludzi łączy coś w stylu (nie moje słowa) "magii przyciągania". W to podskórnie wierzę, bo się subiektywnie przekonałem. Tekst fajny, jeden z lepszych Twoich :)

Sypee: wnioskuję, że nie chciało ci się pisać :P

Bastard: A jednak to prawda, że do AM trafiają Przypadkowe teksty... Kiedyś pod kapslem (dlaczego korkiem?) owego napoju znalazłem: "Owoc inteligencji", one rzeczywiście mówią prawdę! Czy szanowna autorka nie sądzi, że to już uzależnienie? Jako terapię proponuje chińskie ciasteczka z wróżbą;)

Tuxedo: "Żebyśmy w odpowiednim momencie mogli zobaczyć tego ptaka" - nie wiem, czy robisz to świadomie, ale jeśli będzie mi się jeszcze kiedyś chciało robić Peryskop, to głównie dlatego, że z każdego Twojego tekstu można wyciągnąć coś do "kącika erotycznego" A tak poza tym to słabszy tekst autorki. Przy wrzucaniu cytatów z Wielkich Mistrzów radziłbym uważać - wtedy trzeba naprawdę się postarać, żeby akapit "udźwignął" taki cytat...


Rzecz kobieca (nZorka)


UnionJack: Ciekawe i o czymś. W ogóle językoznawstwo, etymologia - to wszystko ciekawa sprawa. Czekam aż ktoś wreszcie wytłumaczy mi świerzop; tego dnia powiem, że świat jest już mi mniej obcy i mniej zagadkowy :) Art na wyróżnienie, choć nie na okładkę - dla mnie czasem trochę za barokowy.

Sypee: dlaczego ten art nie jest wyróżniony? Nie jest przesłodzony, co w wypadku nZorki owocuje lekkością w przesłaniu :)

Bastard: Paraerotyczna lingwistyka, bo jakże ująć to inaczej. Gdyby jeszcze omówić tak, jakieś odkrywcze, frapujące zagadnienia będące strawą dla analitycznej części umysłu, rozpłynąłbym się niechybnie. Choć i tak była to całkiem niezła próba, wielu mogło nie wiedzieć, że dawniej mąż, żonę obrzucał, w tradycyjnej polskiej kłótni, inwektywami najgorszymi, takimi właśnie jak... kobieta. Gdyby Stephen Hawking tak pisał rozważałbym pójście z nim do łóżka (Ci, którzy kojarzą Hawkinga, wiedzą jak potworny to żart). ...ale z tą dziką Cyganką to przesada. Medyceuszką jeśli już ;P


Rzecz o moich smutnych... (Tuxedo)


Bastard: Idealni mężczyźni nie spotykają idealnych kobiet, ani doskonałe kobiety nie trafia nigdy na doskonałego mężczyznę. Odwieczny lament ideałów będzie się ciągnął zawsze. Zaś zupełnie z innej beczki, to co do cyrkowych popisów, ja przy maksymalnym wychyleniu zabijam siedem, do ośmiu osób (jak zjem trzy futra z borsuka to czasem nawet dziewięć)

Klaszcze dystyngowanie i szanuje;)

Martika: Smutno. Perspektywa wymyślonej kobiety na poprawę humoru trochę mnie przeraża.


Trudy miejskiej komunikacji, czyli Jedziesz pan na szpital?! (Ziohm)


Bastard: No tak, prawdziwa prawda. Kiedyś wszyscy pasażerowie przyglądali się zdumieni "nibyukradkiem" mnie i memu towarzyszowi podróży autobusem dwu przegubowym (dokładnie wszyscy, nawet ci, którzy jechali tyłem odwracali się). A my nie robiliśmy nic ekscentrycznego! Jedliśmy sobie świeży chleb (pyszny bochen) i piliśmy mleko. Co w tym nadzwyczajnego?! ...chyba powinienem jeszcze dodać, że miałem na sobie czapkę z naklejonym wielkim, różowym "zwierzakiem", a kolega sterował gamepadem, którego kabel kończył się w jego spodniach, zaś nasza rozmowa przeplatana była okrzykami w stylu "Ryglować volkszturmy!", natomiast zmiana kolejki w piciu mleka następowała po wypowiedzeniu komendy: "Podaj rum bo mnie zawiało, ho ho!". Tekst nie uraził mnie błedami żadnej maści, i o ile traktować go jako "mięso" AM, jest świetny;)


Wesołych świąt! (SzuKaj)


UnionJack: Św. Mikołaj był biskupem chrześcijańskim - to było przed Schizmą, nie było jeszcze podziału na prawosławie i katolicyzm, ba, to był III wiek, Rzym wtedy był jeszcze pogański. Dla mnie nie ma nic dziwnego w tym, że jemy karpia na wigilię - coś zjeść przy uroczystej kolacji trzeba; lepiej, że jemy coś polskiego, niżbyśmy mieli jeść pizzę. Ja lubię nadal te święta; artykuł przeciętny.

Bastard: Kolejny autor właśnie zauważa COŚ i o tym pisze. Dla mnie bez znaczenia (again&again), ale dla każdego kto to pisze jest podsumowywaniem przemyśleń, definiowaniem i ubieraniem ich w słowa, co często pomaga w jeszcze głębszym pojęciu istoty tego COŚ. I za to chwała tworzącym, a autorowi za nie spieprzenie prostej sprawy i dobrowolne uczenie się, gratulacje

Tuxedo: odkrywcze to to nie jest:) I polemizować by można;p Prezent kupiony w sklepie nie jest "od nas"? A od kogo? Od pana sklepikarza, któremu dziwnym trafem zostawiamy za niego pieniążki?:) Ja wiem, o co chodziło, ale czy czasami sztuka wyboru nie jest sztuką największą? (Prezenty wybieramy w sklepie, papier wybieramy w sklepie - gdzie widzisz różnicę? Oj, źle z logiką, źle:))


Wkrótce kończę 25 (Pewien Gość)


UnionJack: Ja bym zabijanie zaczął od złośliwych informatyków, gdyby nie oni to by wszystko działało :P Z artykułu wynika, że zginąłbym wielokrotnie, najdalej jako piąty. Pewnie jednak umarłbym już w trzecim akapicie (piersią własną broniłbym zamojskich kościołów, to są perełki, a Ty ich nie rusz), potem w piątym (kara śmierci), następnie przy okazji sztuki nowoczesnej (w końcu wszyscy tworzymy coś takiego w AM), nauczycieli akademickich (marzy mi się doktorat), wegetarian i ekologów (sympatyzuję), graniturów (mam w szafie), dziennikarzy (zgodnie z ustawą wszyscy nimi jesteśmy) i wreszcie przy okazji mycia się. Gdyby moje szczątki dotrwały to tej chwili,to umarłyby czyste i w poczuciu, że przeczytały nieco chory - ale sympatyczny tekst :)

Bastard: No, no, no... Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od siebie. Już dawno zrodziła się we mnie myśl zgładzenia całej ludzkości, pod warunkiem, że nie uda mi się w tydzień (tylko dni robocze, a weekend wolny, tez chcę mieć coś z życia - chciałoby się powiedzieć w tym kontekście) wyplenić z niej całej głupoty i ograniczenia. Proponuję współpracę, owocną, a jakże!

Sato: Człowieku ty masz naprawdę narąbane pod… No dobra powiedzmy, że cię rozumiem a nawet bardzo dobrze rozumiem. Być może nie ma osoby w tym kraju, co cię nie rozumnie, ale niekiedy w tym tekście przekraczasz pewne granice.

Tuxedo: nie mam pojęcia, co Sato chce od tego tekstu:) Jak można przekroczyć granice w absurdzie? Śmieszne, świetne, zgrabne. (Dodałbym: powabne, ale jeszcze pamiętam PG ze zdjęć z któregoś zlotu;p)


I to by było na tyle w tym miesiącu. :) Następna prasówka (zapewne w wykonaniu kogoś innego) już niedługo.

(Wielkie dzięki dla Solara.)

Sarius