ZAKOCHANY W SŁOWACH

 

 

Wiedział, że żadna idea nie istnieje rzeczywiście

póki nie istnieją słowa skrojone dla niej na miarę.

 

                                      WŁADIMIR NABOKOW

 

 

 

Mógłbym napisać, że zaczęło się 19 lat temu, że zaczęło się 18 lipca 1988 roku. Mógłbym napisać, że od dnia swoich urodzin byłem zorientowany na to, by wypowiedzieć pierwsze słowo. Nie warto jednak rzucać słów na wiatr. Pierwszym wyrazem był jakiś niewyraźny bełkot, którego nikt już dzisiaj nie pamięta. Wiele bym dał, żeby po kilku miesiącach życia powiedzieć z pustym spojrzeniem maleńkiego obserwatora „masakra”, albo przynajmniej „zaiste”. Wiele bym dał, choć właściwie, szczerze mówiąc nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.

 

 

Nie dość jest dziewięciu miesięcy, trzeba sześćdziesięciu lat,

żeby stworzyć człowieka, sześćdziesięciu lat poświęcenia, woli i tylu...

tylu innych rzeczy! A kiedy ten człowiek dojrzeje, kiedy już nie będzie

w nim śladu dziecka ani młodzieńca, kiedy naprawdę będzie człowiekiem,

nadaje się tylko do śmierci.

 

                                      ANDRE MALRAUX

 

 

 

Kiedyś myślałem, że mówienie i pisanie to dziedziny archaiczne, wytarte z ich pierwotnych właściwości kreowania. Miałem wrażenie, że wszystko zostało już powiedziane, że w tej materii nie ma szans na nowatorskie spojrzenie. Skutecznie odpychało mnie to od zainteresowania się słowem, gdyż siliłem się na oryginalność. Nader wszystko chciałem być prekursorem czegokolwiek.

 

 

Karta książki tylko wtedy jest coś warta, jeśli możesz ją odwrócić

i dojrzeć za nią życie, które na nią napiera gwałtem.

                           

                                      ITALO CALVINO

 

 

 

Pierwsza książka, którą przeczytałem w całości to „W pustyni i w puszczy”. Pierwsza, która wywarła na mnie wielki wpływ to „Niemcy” Leona Kruczkowskiego. Pamiętam do dziś jak strasznie wzburzyło mnie zachowanie jednego z bohaterów tej książki, napisałem o nim wypracowanie, a polonistka stwierdziła, że nie jestem jego autorem. Wbrew pozorom poczytywałem i do dziś poczytuję sobie to za ogromny komplement. Napisałem coś lepiej niż byłem w stanie. Kiedyś po latach znalazłem zakurzony zeszyt w piwnicy i przeczytałem jeszcze raz. Często w takich sytuacjach rozwiewa się mit wyidealizowanej przeszłości. Nie tym razem, było to co prawda infantylne, odrobinę nieskładne, ale niosło zarazem pokłady olbrzymich emocji, emocji które zmuszały do przeczytania, takich, które pozwalały zapomnieć o błędach, o formie, a pozwalały skupić się na idei.

 

 

Zwycięstwo lub porażka, powinniśmy podziękować mu,

 za przypomnienie nam do czego jesteśmy zdolni.

...właśnie to robi - inspiruje niezainspirowanych.

 

                                   WIECZNY STUDENT

 

 

 

Upływały kolejne lata, a ja odkryłem, iż z braku innej miłości zakochałem się w słowie. Była to, i do dziś jest, miłość nieodwzajemniona, bo przecież mimo nieustannej adoracji, nie jestem w stanie stworzyć czegoś co by mnie w pełni usatysfakcjonowało. Myślę inaczej, a piszę i mówię zupełnie inaczej. Z tekściarzy Action Maga zawsze zdumiewa mnie AnomaLy, lekkość z jaką operuje słowem, jak buduje świetne i klimatyczne opowieści, napawa mnie zazdrością i powoduje smutne myśli w stylu „szkoda, że ja tego nie napisałem”. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że to właśnie on jest najbardziej realny. Choć wydaje się być to sądem ryzykownym, wbrew pozorom, właśnie AnomaLy najbardziej z nas wszystkich przypomina człowieka.

 

 

Czemu to co piszemy dla siebie

jest lepsze od tego co piszemy dla innych?

 

                            SZUKAJĄC SIEBIE

 

 

 

Gdy zrozumiałem, że nigdy nie będę w stanie utonąć w miłości słów własnych, obdarzyłem wielką dozą uczucia słowa cudze. Spisuję cytaty, które kiedyś mnie czymś poruszyły, które spowodowały, że przez chwilę zatrzymałem się i pomyślałem, że to jest naprawdę piękne. Ktoś kiedyś łechcąc moje ego stwierdził, że jestem wdzięcznym osobnikiem do cytowania. Myślę sobie, że wdzięcznymi do cytowania są Einstein, Pascal, Forrest Gump, ale nie ja. W gruncie rzeczy, o czym niektórzy zdążyli się już przekonać, nie mam nic do powiedzenia.

 

 

Kiedy zważam krótkość mego życia, wchłoniętego w wieczność będącą przed nim i po nim, kiedy zważam małą przestrzeń, którą zajmuję, a nawet którą widzę, utopioną w nieskończonym ogromie przestrzeni, których nie znam i które mnie nie znają, przerażam się i dziwię, iż znajduję się raczej tu niż tam, nie ma bowiem racji, czemu raczej tu niż gdzie indziej, czemu raczej teraz niż wtedy. . . Kto mnie tu postawił? Na czyj rozkaz i z czyjej woli przeznaczono mi to miejsce i ten czas? Czemu moja wiedza jest ograniczona? Mój wzrost? Moje trwanie raczej do stu lat niż do tysiąca? Jaką rację miała natura, aby mi dać to właśnie, aby wybrać raczej tę liczbę niż inną? Toć w nieskończoności liczb nie ma racji wybrać raczej tę niż inną, nic nie przemawia za tą lub ową!

 

BLAISE PASCAL

 

 

 

Z wiekiem przestałem wierzyć w stagnację twórczą w dziedzinie słowa, zarówno pisanego jak i mówionego. Dostrzegłem, że otaczający mnie ludzie są w równym stopniu zdolni do zachwycania mnie słowem jak ci historyczni, współcześni czy też kompletnie wyimaginowani bohaterowie, których słowa wypełniały mój dysk twardy i głowę. Największym moim odkryciem w okresie dojrzewania, było zauważenie, iż każdy z nas posiada olbrzymie pokłady twórczych możliwości. Każdy z nas może zrobić, napisać czy powiedzieć coś niezwykłego… (nawet MCH i Phanti, nawet oni… :P) Kilka zdań naprawdę mocno zapadło mi w pamięć. Przede wszystkim chłopak pytający dziewczynę czy lubi wschody i zachody słońca i jej urzekająca odpowiedź, że zachody lubi, a co do wschodów to nie wie, bo nigdy nie widziała. Metafora człowieczeństwa… zatraceni w myślach o umieraniu, o upadku, nie zauważamy, że wokół nas budzi się życie. Kolejna sytuacja odrobinę bardziej intymna, bo dotyka mnie i mojego brata. Siedziałem przed telewizorem i oglądałem Eurosport. Brat i jego kolega kompletnie niezainteresowani siedzieli w pokoju i czekali kiedy skończą się oglądane przeze mnie zawody. W pewnym momencie kolega zauważając, że pilot jest w połowie drogi między mną a bratem powiedział coś w stylu „a teraz rzuć się na pilota i przełączamy na Discovery”. Po czym brat stwierdził „Nie, mam syndrom nieba, chciałbym żeby było Discovery, ale żeby to Grzesiek przełączył”. Czasami zastanawiam się dlaczego zapamiętuję takie rzeczy, po co o nich piszę… Teraz przynajmniej wiecie jak mam na imię.

 

 

Co dzień przyjeżdżam po ciebie do domu.

Idziemy gdzieś, pijemy, żartujemy, jest super.

A co jest najprzyjemniejsze?

10 sekund od chodnika do twoich drzwi.

Bo myślę: może podejdę, zapukam, a ciebie nie będzie.

Bo wyjechałeś, bez pożegnania, po prostu.

 

                            BUNTOWNIK Z WYBORU

 

 

 

Zazwyczaj po prostu piszę… Bez zbędnych przygotowań i pomysłów, bez wiary w niezwykłość mego tworu, nie zastanawiając się nad kolejnym akapitem. Większości moich tekstów nie wysyłam do Action Maga, bo czytelnicy nie zasługują na to, by musieli to czytać. Choć z drugiej strony wydaje mi się, że niektórzy tekściarze kompletnie ignorują część tworzenia tekstu, którą nazywam sprawiedliwą samooceną i przysyłają każdy chłam, który wyszedł z pod ich paluchów. Biję się w piersi, bo jeśli ktoś sądzi, że ja też przysyłam chłam, a ma do tego pełne prawo, a może i odrobinę racji, to ja odpowiem, że chłamem który mam na dysku, a który jest moim tworem, mógłbym spokojnie zapchać skrzynkę na Action Magowe teksty. Tematu chłamu wolę nie rozwijać, bo jak pisze mój „ulubieniec” (Phanti) w swoim „dziele” „Durnoty miernoty czyli…(o obrotach sfer niebieskich…:D)” „Zawsze byłem twardo utwierdzony w przekonaniu, iż publiczne ośmieszanie jakiejś niemiłej nam osoby, tylko po to, by pokazać zgromadzonym wkoło, jaki to z nas „madafaka spod trzepaka” jest nie dość, iż przekomicznym dowodem już nie błazenady, a zwyczajnego buractwa (żeby nie rzec dosadniej – głupoty i debilizmu) to jeszcze godzi w dumę niczym kolec w odbycie.” Krótko mówiąc w tej kwestii również jestem twardo utwierdzony”.

 

 

Miałem ciężkie dzieciństwo. Moi rodzice nie sprawdzali się pod wieloma względami. Uważa się, że dzieciństwo w nędzy i zaniedbaniu jest rzeczą złą. Łamie charakter. Uczy znieczulicy. Odbiera radość życia. Nie wiem, czy moje ciężkie dzieciństwo kiedykolwiek zdołało odebrać mi radość życia. Ale chyba właśnie ono jest powodem, dla którego ciągle jestem zakochany.

 

                            ROBERT McLIAM WILSON

 

 

 

Po co piszę? To dziwne, ale nigdy dotąd nie zadałem sobie tego pytania. Może po to, aby mówić, aby wyrażać siebie. Być może dlatego, że mam nadzieję… Mógłbym napisać, że piszę, bo mam coś do powiedzenia, że piszę bo mogę… Ale was już nie okłamię, skoro jesteście tutaj to prawdopodobnie przeczytaliście linijki powyżej i wiecie, że piszę bo muszę, że piszę bo miałem marzenia, bo boję się umierania, piszę bo pada deszcz i dlatego, że świeci słońce. Piszę bo chcę zobaczyć w tym szklanym, zimnym monitorze cząstkę siebie. Chcę w tym tekście zobaczyć kogoś realnego, zobaczyć człowieka.

 

Mógłbym to napisać inaczej…

 

 

Pozwalam ludziom kpić ze mnie, mieszać mnie z błotem, obmacywać po jajkach i pluć mi w twarz. Nazywam to zdolnością przystosowawczą.

 

                            ROBERT McLIAM WILSON

 

 

 

 

 

PS: Cytaty zamieszczone w tekście to te, które akurat wydały mi się niezwykłe… no może poza tymi z Phantiego. :P

PS2: Jeżeli ktoś poczuł się urażony (Phanti?), a nie powinien, z góry przepraszam, gdyż nie chcę by Wujek Subtelna Riposta wysłał mnie poniżej poziomu gówna, a zestawienia mojego sprytu z lisim prąciem to bym najzwyczajniej nie zniósł. ;)

 

 

QUASIMODO

quasimodo18@wp.pl