Historie z (r)zyci(a) wzięte part I
Dosłownie chwilę temu wróciłem z malowniczych i cudownych Bieszczad.:) W tamtym
oto miejscu, zupełnie przez przypadek zostałem przekonany do napisania tego
tekstu. Zawarte tutaj będą różne, może i nawet ciekawe, a chwilami zabawne
historie z mojego życia:) W pierwszej części, dwie z nich.
Tematem są głównie zwierzęta – taki folklor z okolic wiejskich, gdzie mieszkam:) Więc nie przedłużając – Let's start!
Chomik, który nie wytrzymal
Dawno temu gdzieś w Lipsku, które było w Polsce,
która leżała w Europie, którą można znaleźć na kuli ziemskiej, istniała sobie
ulica Śniadeckiego, właściwie Śniadeckiego 3/32, gdzie mieszkali sobie Rasińscy:
stary Rasiński, stara Rasińska, i dwa młode Rasińskie – ot takie sobie wypierdki
:) Jeden był młodszy od drugiego o cztery lata, natomiast drugi był starszy od
pierwszego o cztery lata, można tak właściwie gadać w kółko. Te dzieci siedziały sobie w tym
cholernym domu, spokojnie sobie tam żyły, były karmione codziennie, wyprowadzane na
spacer do piaskownicy w tę i z powrotem, mogły sobie wyjść przed blok jak takie
dwie
małe małpki, od których pewnie gdzieś tam w jakiejś linii prostej albo jakiejś paraboli się wywodziły... A propos małp:) gdzieś w
Hiszpanii, na sztucznym safari, po którym można było się poruszać pojazdami,
miała miejsce dosyć ciekawa historia. Wyobraźcie sobie że jedziecie
samochodem i gdzieś na drodze leży taka rozwaloooona małpa.
Wychodzicie, żeby zobaczyć co się stało, oglądacie wspaniałą pozę, a w tym samym czasie
druga małpa się zakrada, wwala się przez okno do samochodu, zapieprza klucze
oraz wszystko co nadaje się do jedzenia i spiernicza gdzieś, niewiadomo gdzie w
las, po czym druga wstaje z drogi i czmycha z pola widzenia, zostawiając
ogłupionych świadków zdarzenia. Coś pięknego.
Ale wracając do Rasińskich...
Dzieciom (o których z resztą była mowa gdzieś powyżej) w pewnym momencie
najwidoczniej to wszystko przestało wystarczać, więc rodzice postanowili kupić
im chomiki. Zakupili dwa chomiki, jeden był czarno-biały, drugi był rudo-biały (jak
się później okazało była to chomiczka). Te chomiki żyły sobie w szklanym
terrarium, miały swój taras, drewniany domek, kołowrotek – krótko mówiąc wszystko,
czego potrzeba do szczęścia chomikowi.:) Cóż, niestety... Któregoś dnia,
najwidoczniej życie w terrarium zaczęło być nudne - po zlizaniu z szyby
resztek spirytusu szpitalnego, którym było dezynfekowane (wyglądały przy
tym przezabawnie – jak dwa wielkie futrzane glonojady) odkryły w sobie duszę
zakapiora i postanowiły nawiać, a właściwie jeden sobie postanowił... Jak
pomyślał – tak zrobił i spieprzył z zamknięcia (pewnie miał kaca po spirytusie i
zamyślił go czymś wyleczyć). Znalazł się jakieś parę dni później za lodówką,
ze swoją spiżarnią – taaaaaką zajeeedwabistą góóórą żarcia. Niestety lodówka
została odsunięta, uciekinier schwytany i wrzucony do terrarium, cała spiżarnia
stworzona za lodówką wsypana razem z nim, a na górze wylądowała sobie kratka.
Ale że chomik miał niespotykaną wśród przedstawicieli swojego gatunku charyzmę i
zdolności przywódcze, dogadał się z drugim chomikiem i postanowił razem z nim
po raz kolejny spierdo... dać nogę. Przepchnęły sobie razem domek, weszły na niego,
podniosły kratkę i następnie uciekły ( I tak odkryto kooperację wśród chomików).
Tym razem zrobiły dwa razy większą spiżarnię za lodówką, ale nauczone
poprzednim doświadczeniem, postanowiły zrobić dywersję w innym pokoju,
upiększając dziurami nową pościel Rasińskich. Także i tym razem samowolka
została ukrócona, chomiki wrzucone do terarium, na którym znowu wylądowała
kratka dociśnięta encyklopediami. A cała góra żarcia zza lodówki została
wrzucona z góry do terarium (dosłownie jak manna z nieba, mojżesz, cud itp. -
tak właśnie powstała biblia chomików, niestety mało o niej wiadomo, ponieważ
niewiele stron się zachowało, a cała reszta jest chowana przez oktyliony
chomików mieszkających może gdzieś na Aldebaranie).
Wracając do chomików... Te siedząc w
terarium, schwytane i uwięzione, wkurwiły się i powiedziały sobie „nie będzie
mnie jakiś stary Rasiński wnerwiał i zamykał w tym pieprzonym terrarium” I
postanowiły ponownie przejść w tryb kooperacji. Wylazły na ten domek, podniosły
tę kratę z encyklopediami i jeden wychynął, a drugi postanowił robić sztuczny
tłok, aby jak najbardziej opóźnić schwytanie pierwszego. I nastała pewna
pamiętna noc. Była godzina 2 nad ranem, chomik który uciekł, postanowił zakraść się
do dużego pokoju i znaleźć sobie taką kanciapę gdzie nikt nigdy i za ch**a go
nie znajdzie. Starszy z dzieci – Sarius – smacznie sobie spał, gdzieś z dołu
piętrówki było słychać chrapanie młodszego, a stary Rasiński leżał sobie na
swoim narożniku w dużym pokoju, chrapiąc z otwartymi ustami rozpieprzony niczym
ksiądz który przedawkował mszalne. Chomik sobie wszedł na narożnik, ze swoją
przenośną spiżarnią, w której trzymał nie wiadomo co – pewnie mógłby być tam
śrubokręt, wiertarka udarowa i mała balista – nie wiem co chomiki noszą w tych
workach policzkowych, czy jak to cholerstwo się tam nazywa? Postanowił sobie
znaleźć tę norę i znalazł. Stary Rasiński jak leżał sobie tak z otwartą gębą,
najwidoczniej skusił chomika ciepełkiem i odpowiednim rozmiarem norki i chomik...
podszedł do ust starego Rasińskiego, wymierzył, wrzucił swoje klamoty ze
spiżarni, a następnie postanowił sam tam wleźć. I jak pomyślał – tak zrobił.
Wlazł do tej dziury i chwilę później rozległo się głośne (słyszane w połowie
bloku, a może i na połowie osiedla albo nawet w połowie Lipska): „OOOOOOO
KUUUUUURWAAAAA!” (Sarius – czyli ja- słysząc to, spadł z górnego piętra łóżka na
twardą ziemię). Okazało się, że atak chomika sprawił iż Rasiński się obudził,
wypluwając gryzonia, następnie łapiąc i ściskając go tak mocno że zapewne
skompresował go do wielkości sześcianu o boku 1 centymetra i z przekleństwami typu „je*ane
szczury” wrzucił go do terrarium, na którym wylądowała kratka, wszystkie
encyklopedie i cholera wie jakie książki, których nikt nigdy w tym domu nie
przeczytał, a następnego dnia zostało stworzone solidne zamknięcie,
które uwięziło chomiki na dobre. Któregoś dnia jeden z chomików, wyniesiony na
plac zabaw przez najmłodszego z Rasińskich, w ramach protestu wszedł do rury i
oskalpował się. W każdy bądź razie, żył sobie dalej bez skalpu i dożył sędziwego
wieku wraz ze swoim kompanem. Ale jak to już bywa, chomiki żyją i umierają, żyją
i umierają... taka kolej rzeczy. Później lądują w swoim chomiczym niebie na
Aldebaranie, gdzie – tak jak na ziemii z atomów – wszystko zbudowane jest z
chomików, krążowniki, działa jonowe i inne takie pierdoły... (okej, okej!! - D.)
Była komedia, teraz czas na dramat...
Kot, który się
zemścił
W pewnej miejscowości, w której
miałem okazję mieszkać, żyli sobie nienormalni ludzie. Gówniarze bijący
słabszych i męczący bezbronne zwierzęta. Któregoś dnia złapali oni kota, i
poddawali go przykrym i niehumanitarnym torturom, a na końcu postanowili go
zabić. Najgłupszy z tych młodych debili postanowił kota podpalić... przykre to,
ale tak zrobił. Kot oszalały z bólu postanowił się jednak zemścić – wpadł
przez uchylone drzwi do domu chłopaka, podpalając zasłonę i powodując całkiem
duży pożar, który pochłonął kanapę, komputer, telewizor, oraz szafę pełną ubrań
(czyli ogólnie cały pokój).
No cóż, przykra historia, ale jest w niej jakieś ziarenko nadziei na to, że debile
zostaną kiedyś ukarani.
To by było na
tyle w dzisiejszym odcinku. Jeśli historie okażą się na tyle ciekawe, że
zainteresują kogokolwiek, pojawi się następny odcinek, włączający do grona
zwierząt pijaczków i meneli podwórkowych. Si ja next tajm!
P.S Mejk hamster not łor! :)