"A te to pewnie z orkiestry...”



„Lewa! Lewa! Lewa! Nie słyszysz!? Trzymaj nogę! Ej uwaga, buława w górze. Gramy! Orkiestra!!”. Buława w dół. I jak zwykle nie wszyscy weszli. Ale melodia powoli zaczyna się rozwijać i płynie nad miastem. I nic, że idąc zawadzam waltornią o lusterka samochodów (nie ma to jak być prawoskrzydłową… xD) i że obcasy często utykają w otworach studzienek kanalizacyjnych. A no i że trzeba uważać na „wodę” kapiącą z instrumentów, żeby przypadkiem w nią nie wleźć. Nigdy nie zrozumiem czemu tak to kocham.

Kapelmistrzu! Kapelmistrzuu! Kapelmistrzuuu!!! Jak zwykle. Nie słyszy. PANIE LESZKU!! Tak? Udało się… Przebiłam się przez ścianę ciszy… Co gramy? Radetzky. Spojrzenie na przyjaciółkę… „Nie patrz na niego.. Tym razem musimy to zagrać.” Uśmiech. „Raaz!” Charakterystyczny ruch batutą i wszystkie instrumenty wędrują do góry. Opuszczam spojrzenie na nuty. „niepatrzsienaniegoniepatrzsienaniego….”. Nigdy nie wytrzymuję i patrzę… I gdy widzę pana Leszka pokazującego akcenty trąbkom to nici z grania. Słucham koleżanki. Um pa um pa um pa PAAA! Nie wytrzymała. „PAAA!” to ewidentnie był śmiech. Prosto w waltornię…”Rogi! Martika! Cisza!” „Taaak panie Leszku…”

Młodzieżowa Orkiestra Dęta. Nie da się opisać panującej tam atmosfery i ludzi, którzy ją tworzą. Nie wszystkich kocham, to prawda, ale każdy sprawia, że ta grupa jest wyjątkowa. (uuhh jak to sztampowo zabrzmiało xD). No i cóż… Nie bez powodu jesteśmy nazywani największymi pijakami w mieście. Ale to już chyba taka skaza zawodowa. No bo jakże to nie spróbować taniego włoskiego wina w kartoniku, podczas pobytu w Abruzji? Albo piwa, gdy byliśmy w Niemczech na festiwalu? Właśnie te wyjazdy sprawiają, że orkiestra jest taka jak jest. („Wy z orkiestry? Już ja wiem co się na tych wyjazdach wyprawia….”- dyrektorka mojej byłej już teraz szkoły). Spanie wszyscy razem w sali lekcyjnej na karimatach i w śpiworach. Wchodzenie przez okno do pokojów we Włoszech. Spanie na podłodze autobusu podczas trzydziestogodzinnej podróży. I śmiech z nawyków kapelmistrza, kiedy nadarzy się okazja. Jest wiele rzeczy, które rozumiemy tylko my. I właśnie to sprawia, że jesteśmy tak zżyci. No i orkiestrowe zwyczaje. Opijanie każdego nowego instrumentu, nawet kolą, czy podawanie wszystkim ręki na powitanie i pożegnanie to tylko niektóre z nich. No i jeszcze „Daj ceee” „Ceeeee” „Nie stroisz, za wysoki jesteś, wysuń się”. Tak samo, gdy ktokolwiek usłyszy gwizdek. „Musztraaaa, wyjmować instrumenty!”. I krzyczy tak nawet w autobusie. Jest i piosenka orkiestrowa mająca około stu zwrotek, o każdym członku orkiestry jest przynajmniej jedna. Nie będę cytować jaka jest o mnie… ;) Ale przecież to co piszę i tak zupełnie nie oddaje tego, co chcę powiedzieć. Bo nic nie odda uczucia, kiedy nogi bolą cię tak, że czujesz, że jeszcze krok w tym pochodzie i usiądziesz na środku tej cholernej jezdni rzucając instrument w bok, albo gdy po całym dniu koncertów siedzisz w kościele, czekając na chwilę, gdy trzeba będzie wreszcie zagrać i… zasypiasz na instrumencie.

Jeszcze jedna sprawa. Gdy zapisujesz się do orkiestry musisz liczyć się z konsekwencjami. Ja gdy poszłam tam pierwszy raz byłam dość nieśmiałą dziewczynką w grzecznie uczesanych włoskach. Jaka jestem teraz? Cóż… Koleżanka kiedyś napisała mi na gg wiadomość- „witamy na pokładzie czubków orkiestry!”. Taaak wymowne, nieprawdaż? Do tego dochodzą pewne nawyki. Kiedyś w szkole zbiła mi się butelka od Tymbarka. Została sama szyjka z „ustnikiem”. Bardzo podobnym do ustnika waltorni… I gdy idąc korytarzem wydawałam na nim dźwięki natknęłam się na sorkę od chemii. „Eeee Martika, co ty robisz?” „Gram sorko…” Sorka na środku korytarza oszołomiona, a M idzie dalej, grając Tigera… Poza tym już nigdy nie będę potrafiła iść koło kogoś i nie równać do niego nogi. Czasem to jest naprawdę denerwujące, gdy ktoś–nie-z-orkiestry co chwilę gubi rytm, więc często spotyka się to z moim głośnym sprzeciwem „jak chodzisz?”. Ale i tak gorzej jest, gdy wybierzemy się gdzieś razem z przyjaciółmi z orkiestry. Musi ciekawie wyglądać, gdy ulicą idzie kilka osób trzymając nogę i każdy śpiewa swoją partię w marszu. Kiedyś spotkałam się z komentarzem „A te to chyba z orkiestry…” pewnego zniesmaczonego pana, gdy szłyśmy w ten sposób z zaprzyjaźnioną trębaczką. Tak z orkiestry proszę pana. I jesteśmy z tego cholernie dumne ;)

Ja wiem, że granie w orkiestrze dętej nie jest zbyt popularne. Są lepsze zajęcia.(tak słyszałam, ale szczerze wątpię :)). Potrzeba na to wiele czasu, np. nasza orkiestra ma próby trzy razy w tygodniu, po dwie godziny. Do tego często dochodzi próba musztry w sobotę o ósmej rano. Naprawdę często się zdarza, że klnę na czym świat stoi, gdy słyszę budzik o siódmej, wyrywający mnie z najciekawszej części snu. Ale wierzcie mi, jeśli ktoś się w to wkręci to nigdy nie będzie umiał zrezygnować. To jest jak nałóg, po pewnym czasie człowiek nie wyobraża sobie życia bez grania. Przynajmniej ja tak mam.


Nałogowa waltornistka
Martika



PS: Ahh, no i w tym miejscu MUSZĘ pozdrowić całą Młodzieżową Orkiestrę Dęta z Płońska a w szczególności naszego niezastąpionego Kapelmistrza Pana Leszka Siwego, Byka, Padalca, Bajpsa, Buczkę, Pępcie Dwa, Myślnik Shift Italian, Justynę i…. ta osoba wie :) „Co jest z wamyy?/ (ukośnik xD) Koniec z dziadostwem!” :))
PS2: Taak wiem, rozpisałam się. Mam nadzieję, że mimo to tekst będzie zrozumiały dla postronnego odbiorcy xD
PS3: A no i na koniec mały słowniczek:

buława- jest to długi kij w ręku taburmajorki, którego opuszczenie w dół zwykle jest równoznaczne z odwróceniem się w.w i wydarciem się na orkiestre "GRAMY!!!"
waltornia- no jaaak to, nie wieeecie? Eeeh ignoranci...
ściana ciszy Kapelmistrza Leszka- Spróbuj do niego coś powiedzieć to się dowiesz. Zwykle, aby przez nią się przebić potrzebna jest maczeta.
akcenty dla trąbek w Radetzkim- takie no.. silniejsze Paaa połączone z wyskokiem Kapelmistrza w górę.
rog- patrz "waltornia"
tanie włoskie wino w kartoniku- jak to co jest w Polsce nazywanie siarą, to tylko dlatego że tego nie próbowaliście. Hasło Włoch- "nie ma smakować, ale sponiewierać"
musztra- zmora naszej orkiestry, mimo że w tamtym roku byliśmy wicemistrzami Polski (a cooo :D). Mianowicie bieganie w kółko, czy, jak to określił kiedyś pan Wojtek "kręcenie się jak gówna w przerębli", które w założeniu ma być ładne, równe i efektowne. Właśnie, w założeniu. :)

PS4: Teraz to już naprawdę koniec :)