Stan
To wszystko, co piszę, to są chwile, miejsca, stany w
końcu. To są skojarzenia – tak w końcu
funkcjonuje pamięć, skojarzenia pną się i iskrzą, oplątują pewne obrazy, słowa
wiążą, ingerują w strukturę miejsc. Pamięć rozrasta się mimowolnie.
Więc: jadę autobusem przez moje zielone miasto na
ostatnią audycję w moim życiu (pracuję w
radiu; teraz myślę, że i to trochę mnie nauczyło). W dłoniach – książka. I
otaczam się chwilami sobie znanymi, bo w autobusie nie znajduję osób specjalnie
interesujących, sytuacji w jakiś sposób bliskich. Do pamięci odwołuję się
natychmiast, to nie są nawet decyzje, żadne to szachy, żadne weryfikowalne i
możliwe do przybliżenia zmienne. Pamięć otula jak kokon z jedwabiu.
Moje miasto. Tu: Ona[1] mieszka (mieszkała? pamięć nieustannie stara się zweryfikować wsobnie przez
pryzmat teraźniejszości). Tam: lokal, znajomy, pamiętany zapachem,
pamiętany kolorami, pamiętany wystrojem. To wszystko są stany tak silnie
skrzywione w temporalnych kryształach, iż – jak skrzydła puchnące od indukcji
kolejnych spamiętanych wersji – przemarsz przez kolejne pola skojarzone nawet
pobieżnie przypomina inkluzję w żywicowych sokach umysłu. Pół minuty, minutę,
łaaaaaaa – nieskończoność[2] trwa ta chwila pamięci, gdy zanurzam rękę w jej
włosach.
A ja pamiętam. Wszelkie wspomnienia i pojęcia wykwitają w
onirycznie sugestywnych momentach, gdy świadomość wycofuje się – chowa się,
usuwa, skrywa, ucieka.
Pamięć ma swoje sacrum: wolność powiązań, wielość
wektorów, pokrętne logiki snu (metalogiki
nawet). Jest zawsze; w gruncie rzeczy, można chyba pokusić się o
stwierdzenie, że niczego nie wiemy[3], a wszystko pamiętamy. Nawet „ja”,
pojęcie osobowości, jest rezydentnym wyobrażeniem, bazującym na określonych
strukturach. Sacrum pamięci to jej estetyka, choć tu [estetyka] ma wymiar
bardziej zachwytu niźli piękna.
Profanum? Jest również. Pamięć chwilami krzepnie w figury
znane aż zbyt dobrze, bolesne, od których świadomość(tu: także ciało) chce
uciekać, przed którymi wzdryga się w kolejnych fobiach. Profanum wydaje się być
naturalną konsekwencją sacrum; tutaj sprzężenie zwrotne sprawia, iż śmiejąc się
– po chwili zaciskamy na sekundę pięści, iskrzy się obraz zapamiętany.
I w uporze chcemy zapominać, jednak paląc te karty na
wietrze zapamiętujemy je tym mocniej. Zamazując wyrazy odciskamy je na innych
kartkach; jest w tym konsekwencja.
To wszystko, co piszę, to są chwile, miejsca, stany; to
klamry kompozycji pamięci. Doświadczenie – gdy obrazować przy pomocy prostych
euklidesowych – to tkanka nowotworowa. To chwilami zlepek mięśni, tkanki
łącznej, zębów, kości – wszystko w torbieli robaka. I rozrasta się drapieżnie,
to wszystko imperium empirii; entropia
doświadczenia i pamięci idzie krzywą logarytmiczną. Gdzieś przy pierwszej
tercji zrozumienie, wcześniej – proporcjonalne, wytraca pęd; tu: wstecznie się
uzupełnia. W pewnym momencie zrozumienie odwołuje się do Pól[4], których
entropia zbalansowana [jest] przez świadomość; bo mimo iż chyba nie da się
wytracić do końca tego niedookreślenia wspomnień, świadomość jakkolwiek[Karmazynowy Król lub Królowa Kier] opanowuje
te półcienie i niedopowiedzenia w figuratywne, choć wyobrażeniowe, formy.
A ja? Jadę tym autobusem, coś za oknem miasto takie
niewydumane, zwyczajne i niebo trochę sepleniące deszczem nad blokami. Buro
jest, szaro jest. Mógłbym napisać, że to wszystko nowe, że nowe to obrazy – ale
wcześniej już miasto, wcześniej deszcz, mokre włosy. Wcześniej to było, teraz już tylko odwołania.
Chociaż.. ostatnia audycja.
To chwila niepowtarzalna.
Z taką świadomością łatwej jest się uśmiechać, wchodząc
do studia. Bo można docenić ten czar ostatniej krainy Oz, której do śmierci
pozostały jedynie krótkie chwile.
Kkot
…odpiszę.
[1] - Kawa i mleko
powiedziała pewnego dnia stojąc przed lustrem
[2] - cholera, i na wierzch wyłażą moje fascynacje w
literaturze
[3] - uproszczenie, czego jestem świadom; wiedza jest
przecież wartością funkcji pamięci
[4] - mowa oczywiście o abstrakcyjnych Polach pamięci