Pustynia Pustynia

Lekkie żółte piaski unosiły się nad wydmami jak złocista mgła. Wirujący taniec, w którym zawarta jest cała gama form i znaczeń. Nie mogłam spojrzeć na słońce. Rozdzierający ból przeszywał mi wtedy czaszkę i pełzł wzdłuż kręgosłupa, rozlewając się po całym ciele. Palce rozkurczały się i zaciskały na miękkiej bezlitosnej powłoce. Pustka i chaos. Chaos w pustce? Spękanymi, zaschniętymi wargami bezgłośnie wołałam o pomoc. Ale nikt nie pomoże... Jedynie złośliwe i natrętne ziarenka piasku zatykały płuca. Czekałam na Śmierć, lecz ona nie przyszła. Za dużo jasności. Widocznie tego nie lubi…

Wyskrobując ostatnie resztki sił w tej śmiesznej i słabej powłoce, z której nie mogłam się wyzwolić, wstałam.

Nagle wiatr umknął i ucichł, jakby w strachu przed POTĘŻNIEJSZYM. Zamknęłam oczy i w szczęściu, graniczącym z ekstazą, delektowałam się czystością nagle rześkiego powietrza.

Niespodziewanie przestrzeń rozdarł miażdżący grom i ostry metaliczny oddźwięk. Instynktownie moja powłoka przybrała zwierzęco- obronna pozycję. Spodziewałam się ostatecznego, wytęsknionego ciosu. Nie przyszedł. Pod stopą poczułam lekkie łaskotki. I następne.. I jeszcze. To kiełkująca roślina. Zmarszczyłam brwi ze zdziwienia i przyglądałam się, jak małe pędy w niewiarygodnym tempie rozrastają się dzielą. I w chwili gdy powzięłam zamiar, by przykucnąć i przyjrzeć się bliżej podłoże wybuchło. Wokół mnie w ułamku sekundy z chrzęstem, wyrosła gęsta dżungla. Świat zatętnił życiem.

Przesuwałam zszokowana wzrokiem po brązowych wilgotnych pniach i soczystych zielonych liściach. Niebo osnuły nasycone barwy od ciemnego złota przez pomarańcz, czerwień po fiolet, błękit i granat. Przede mną padł szybko wydłużający się cień, który po kilku sekundach zastygł w jednym miejscu.

Odwróciłam się powoli i skamieniałam przed niemal pionową, monumentalną, gładką jak tafla lodu powierzchnią przeogromnej piramidy. Przesunęłam wzrokiem po jej brzegach. Rozświetlone kryjącym się za budowlą słońcem wyglądały jak objęte ogniem. Patrzyłam porażona pięknem i czułam miałkość własnej osoby. Ale to już się nie liczyło. Liczył się jedynie ogrom i potęga piramidy.

I wtedy, gdy ja byłam pierwszy raz naprawdę naga, bezbronna i słaba- wtedy- zdradziecki wiatr wypełzł spomiędzy konarów i z niespotykaną mocą poderwał mnie na swoich ramionach.

Unosił coraz wyżej... I wyżej, jak to nieszczęsne, nic nieznaczące ziarenko piasku. Długie, gęste włosy spowiły bolesne ciało i wirując, płynąc przybrały kształt czarnych skrzydeł. Kamień stał się pyłkiem, krzew- rysą, drzewo- krzewem i wkrótce las zbił się w jeden, zielony dywan. Wiatr niósł mnie coraz wyżej niczym niemą ofiarę niebu. Aż dotarłam na szczyt piramidy. Zwieńczony jasnym, czystym kryształem w kształcie łzy odbijał refleksy słońca i oślepiał mnie szałem kolorów.

Znów ból. Uwięziona w okowach wiatru osłaniałam oczy przed ogromem jasności. Żar palił me ciało, skręcające się w konwulsjach. Skrzydła zajęły się ogniem i rozwiały żałosnym pyłem. Umysł ogarnął wewnętrzny trzask pękających kajdan tendencji.______ I nie było już nic. I nic już nie było. Nic... Nic... Nieprawda! To byłam ja. To byłam JA wyzwolona. Moja dusza i moja wolność. Powłoka opadła- i maska- i ciemność. Długo więzione westchnięcie i ulga znalazły drogę. Wznosiłam się wyżej na BŁOGOSŁAWIONYM wietrze. To ja byłam panią, on mym rydwanem. W harmonii na rzece światła w objęcia Boga.


Massive Attack- "Angel", "Teardrop", "Smalltime shot away" :) rules

LiDiablok

3822861

moje ja na deviantart