„Jestem samotny, ale nie sam – powiedział kasztan spadając z drzewa.”
Hagal
- Dzisiaj jest dzień samotnych – krzyknęła gruba Pani w
kapeluszu.
- Dzień samotnych? A po licho coś takiego wymyślać – krzyczał Pan stojący za mną.
Wydawać by się mogło że na słowo „samotni” cała kolejka się oburzyła, wszyscy zaczęli się nerwowo kręcić, patrzeć na siebie z niedowierzaniem.
- Przecież tutaj nie ma samotnych, kimkolwiek oni są - krzyknął wychudzony Staruszek, który ledwo podpierał się o ścianę – nie ma samotnych – dokończył, a z jego oczu popłynęły łzy.
- Panowie, Panowie! Spokojnie, dajcie mi skończyć – powiedziała gruba Pani w kapeluszu i weszła na stolik, tak żeby wszyscy mogli ją zobaczyć i usłyszeć.
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że jest to osoba ważna, nie tylko dlatego że właśnie starała się coś wytłumaczyć tłumnie zgromadzonym przed nią ludziom, ale również dlatego, że na jej czarnym żakiecie można było zobaczyć jakąś plakietkę (lub legitymacje – cokolwiek to było).
Dla kogoś, kto tam nie stał, plakietka owa nie musiała być dziwnym zjawiskiem, ale dla mnie było to zjawisko – dla mnie, ubranej na czarno, tak jak każdy inny, dla mnie… bo tak jak każdy inny, plakietki nie miałam.
- Musicie zrobić coś dobrego w swoim życiu, musicie z tego dnia stworzyć „dzień dla samotnych”. To jak to zrobicie mnie nie interesuje, to jak to sobie wyobrażacie również mnie nie interesuje – ot co, dzień dla samotnych. Macie na to cztery godziny, więcej czasu nie dam. Za cztery godziny wrócę tutaj i wtedy ocenie wasze wysiłki i trudy. Ocenie i ewentualnie postanowię co dalej z wami zrobić. – Dokończyła gruba Pani w kapelusz, po czym nałożyła okulary i zeszła ze stolika.
Gdzie zniknęła, nie bardzo wiem, ponieważ tłum zrobił się jeszcze bardziej nerwowy, każdy coś krzyczał, każdy chciał gdzieś się ruszyć. Może pobiec za kobietą z legitymacją? A może jakoś wydostać się z tego tłumu, żeby złapać świeżego powietrza?
- Spokój, spokój, spokój! – jakiś grzmiący kobiecy głos – spokój, słyszycie? Ty w czarnym… (ciekawe który, przecież wszyscy jesteśmy w czarnym), tak do Ciebie mówię! Pomóż mi wejść na ten stolik…
Po chwili na stoliku można było dostrzec maleńką kobietę, o długich blond włosach i wielkim uśmiechu na twarzy. Aż dziwne było to, że taka maleńka kobieta mogła wydobyć z siebie takie okrzyki.
Nagle uniosła dłonie – tak, jak to w filmach historycznych władca robił, aby uciszyć tłum i zaczęła…
- Nasza sytuacja nie jest komfortowa – przyznaję, ale przecież im dłużej będziemy się deptać, krzyczeć i szarpać, wtedy nigdy nie zdążymy zorganizować dnia dla samotnych! Cokolwiek to jest i jakkolwiek ma to wyglądać! – w tym momencie ktoś zaczął klaskać (pewnie chciał przyznać w ten sposób rację maleńkiej kobiecie) – dlatego też musimy się wziąć w garść i coś wymyślić…
- Po pierwsze – obok niej stanął wysoki chłopak w okularach – po pierwsze… yyyyy musimy coś zrobić z miejscem, każdy musi sobie znaleźć miejsce na tej Sali tak, aby no…yyy było miejsce!
- Po drugie – maleńka kobietka znowu „przejęła” zdanie – niech każdy się zastanowi jak ma wyglądać ten dzień. Gdy każdy podrzuci jakiś pomysł, może łatwiej nam będzie coś zorganizować?
- No ale co to są…. Ci no Samotni?!?! – ktoś krzyknął z tłumu.
I w tym momencie dało się słyszeć słowa „No właśnie”, a raczej pogłos jaki chodził po Sali.
- To też musimy wymyślić – krzyknął uradowany chłopak w okularach – a teraz do dzieła, niech każdy sobie znajdzie jakieś swoje miejsce i myśli!
Na te słowa tłum zaczął się odsuwać, przyznam się że w tym momencie odetchnęłam z ulgą, a raczej wzięłam głęboki oddech, bo jeszcze trochę i bym się udusiła. Stałam tak chwilę w miejscu ciesząc się z powietrza i w tym momencie uświadomiłam sobie że wcale nie muszę się nigdzie ruszać. Wraz z tym odkryciem poczułam wielką satysfakcje – bo przecież skoro wszyscy gdzieś sobie idą szukać miejsca, to ja zostając tutaj mam już swoje wolne miejsce.
„No – powiedziałam sobie w duchu – jestem z ciebie dumna, obyś tylko doszła do tego co to są ci „samotni” i znalazła sposób na stworzenie jakiegoś „dnia samotnych”.
Korzystając z miejsca usiadłam na zimnej podłodze i zaczęłam dumać.
Przyznam się że ciężko jest myśleć o czymkolwiek gdy otacza się tłum tak samo ubranych ludzi. Ciężko się myśli gdy nie wie się kim się jest i co się robi w danym miejscu, ale ta myśl mnie jakoś nie przerażała, a może nie stanowiła takiego problemu, gdy otaczali mnie ci ludzie.
Każdy z nich był inny, każdy wyciągnięty jakby z innego świata. Oczywiście, było ich za dużo, abym mogła ich wszystkich pooglądać, ale wokół mnie było kilka osób, które wzbudziły moje zainteresowanie.
Dziewczyna pod ścianą – chyba ledwo skończyła płakać biedaczka, albo ciągle miała podpuchnięte oczy – była jakby w swoim świecie. Rękawy czarnego swetra były zbyt długie, dlatego zaciskała je w dłoniach tak, że nic nie było widać. Nogi miała podciągnięte pod głowę tak, jakby chciała się ukryć przed światem, a usta… usta były w grymasie, tak jakby chciała uchronić się przed jakąkolwiek oznaką uczuć, emocji, które przecież są widoczne na twarzy.
Nie, nie było to zbyt ładne zjawisko – mogłabym ją podciągnąć do dziewczyn mniej urodziwych na pierwszy rzut oka, ale przyglądając jej się coraz bardziej zdawać by się mogło że ta dziewczyna była naprawdę piękna. Ciemne, kręcone włosy opadały na ramiona, a te oczy… gdyby nie te zaczerwienienia ukazywałyby toń oceanu…
- Ej, dziewczyno, myślisz ty nad tymi samotnymi czy nie? – z zamyśleń wyrwał mnie jakiś rudzielec, z mnóstwem piegów na twarzy.
- Staram się – odpowiedziałam i szybko odwróciłam się od ów napastnika.
- No to myśl, bo zostały nam jakieś trzy godziny – powiedział na odchodne.
Przez chwilę jakby tkwiłam w zawieszeniu „trzy godziny”, ale zaraz przypomniało mi się że obserwowałam tą dziewczynę. Gdy skierowałam wzrok tam gdzie ona siedziała – jej już nie było. Dziwne… a zdawać by się mogło, że nie mogła tak szybko uciec przy tylu osobach siedzących.
- Proszę Państwa – zaczął jakiś piskliwy głos – mam tutaj kartki i długopisy. Zaraz każdy z was taką kartkę dostanie i długopis też oczywiście…hihihi – zaczęła chichotać- Bardzo nam to ułatwi, jeśli każdy z was napisze, kto to ci samotni i wymyśli co to ten dzień samotnych.
Ani się obejrzałam, a już dostałam kartkę i długopis. Zaczęłam…
_ _ _ _ _ _ _ _ _
Samotny to taki
ktoś… kto jest sam.
_ _ _ _ _ _ _ _ _
Co za bezsens – pomyślałam. Jak ktoś może być sam? Samotny… Rozejrzałam się po Sali i patrząc na tych wszystkich poubieranych na czarno ludzi jeszcze bardziej upierałam się przy tej myśli.
A może to jakieś nazwisko? Może to jakiś wynalazca? A może człowiek samotny, to człowiek który lubi… pomarańcze? Czekoladę? A może to jakiś napój? Wiem! Samotni, to może być jakaś organizacja, która pomaga zwierzętom o nazwie „Samotnik”?
W tym momencie moje myśli wirowały, starałam sobie przypomnieć czy jest jakieś zwierze o nazwie „Samotnik”. Na pewno jest sromotnik – nie, to grzyb, ale grzechotnik…
Nie wahałam się długo, znowu wzięłam długopis, i zaczęłam pisać…
_ _ _ _ _ _ _
Samotnik to
zwierze.
Dzień samotnika
= dzień bycia miłym dla zwierząt.
_ _ _ _ _ _ _
Muszę przyznać że w tym momencie aż podskoczyłam z radości – co z resztą zostało zauważone przez moich „Czarnych towarzyszy”. Nagle znalazłam się w centrum zainteresowania i każdy czekał na mój kolejny ruch.
„Pewnie chcą, abym przemówiła” – pomyślałam i wraz z tymi słowami zaczęłam niepewnie się podnosić. W tej jednej chwili zaschło mi w gardle, poczułam ucisk w żołądku i tak jakoś … słabo mi było – widać, nie lubię przemawiać.
- Więc ja już wiem – zaczęłam drżącym głosem – Samotniki to takie zwierzęta i pewnie, mamy stworzyć jakiś dzień dla tych zwierząt – szybko wypowiedziałam na jednym wdechu i czekałam na reakcje innych.
Cisza.
- No oczywiście że to zwierzęta – ktoś krzyknął.
- Tak, tak, też o tym wiedziałam – znowu ktoś inny.
- Zacznijmy to organizować… - znowu ktoś.
Cała sala zaczęła krzyczeć o tym, że też wiedzieli, że samotniki to zwierzęta i że trzeba wymyślić jakąś imprezę. Poczułam że ktoś mnie klepie po ramieniu, ktoś inny się uśmiechał, ale z tego całego stresu świat zaczął wirować…
- Ale co one jedzą? – ktoś.
- Ciastka, każdy lubi ciastka – inny ktoś.
Duszno. Upadłam.
* * * * * * * * * *
- Zimno mi – powiedziała i spojrzała na niego.
- No tak, znając ciebie mogłem się domyśleć że będzie ci zimno i wziąć coś cieplejszego – odpowiedział i mocniej ją przytulił.
- To nic, jeszcze trochę wytrzymam – wypowiedziała uśmiechając się, po czym dała mu całusa w policzek i popędziła przed siebie…
- Patrz jakie piękne niebo nad nami… tyle gwiazd i ten księżyc – wykrzyczała.
- Tak, jest piękne… Cieszę się że cię mam.
- I mnie nie zostawisz? – zapytała spoglądając w jego zielone oczy.
- Nie zostawię.
I uwierzyła.
* * * * * * * * * *
- Ej mała, otwórz oczy! – ktoś mną szturchnął – no dawaj maleńka.
Głowa bolała, udo bolało, a przed oczami… obraz tego chłopaka z „mojej głowy”.
„Tylko sen” – pomyślałam i szybko się podniosłam
- Puść mnie – krzyknęłam.
Przede mną siedział tamten rudzielec, uśmiechnięty od ucha do ucha.
- No spokojnie maleńka, małą drzemkę sobie sprawiłaś, podczas gdy my tutaj wszyscy ciężko pracowaliśmy. No popatrz! Ale spokojna głowa, za to że wiedziałaś kto to ten samotnik, pozwoliliśmy ci tutaj spędzić te trzy godziny. Mam nadzieje że efekty naszej pracy się podobają i że się wyspałaś. Dziwne, że te wszystkie graty były popakowane w kartonach, no ale … najważniejsze efekty nie?– uśmiechnął się szeroko i odszedł.
I rzeczywiście. Podobało się. Nagle w Sali zrobiło się tak kolorowo. Co z tego, że każdy był ubrany na czarno podczas gdy ze ścian zwisały piękne kolorowe balony, wstążki, łańcuchy…
Gdy na stole było tak kolorowo – tysiące różnych ciastek, napojów, talerzyków z nadrukowanymi różnymi zwierzątkami. Ciekawe tylko, który to ten samotnik?
- Podoba się? – przybiegła mała dziewczynka o zielonych oczach – podoba się? – i ten wielki uśmiech, w którym brakowało dwóch przednich jedynek.
- Podoba się. – odpowiedziałam i ją przytuliłam – bardzo się podoba.
- A widzisz tamto zwierzątko na ścianie? – znowu zapytała.
Starałam się dostrzec „zjawisko” o które zostałam przed chwilą zapytana, ale jakoś nie potrafiłam wytropić wzrokiem tego zwierzątka. Mała chyba to zauważyła…
- No tam! To żółte!
Na jej słowa chyba intuicyjnie odnalazłam na ścianie ten drobiazg. Była to postać – raczej maleńki potworek… zdawać by się mogło że przypomina tą zielonooką istotkę, która właśnie się do mnie kleiła.
- To jest samotnik! Sama go zrobiłam! – wypowiedziała w jeszcze większym uśmiechu.
- Tak, śliczny – odpowiedziałam.
Było mi tak strasznie zimno.
Stałyśmy tak przez chwilę i obserwowałyśmy ostatnie przygotowania do wielkiej imprezy.
Starszy Pan kręcił maleńką panią… jak w tańcu. Jakaś Pani układała widelce obok talerzyków, jakiś chłopak podskakiwał – chciał dosięgnąć żółtego balona…
„Gdzie ta dziewczyna spod ściany?” – pomyślałam, ale szybko mi ta myśl uciekła, gdy zobaczyłam jak chłopak niezdarnie pochwycił żółtego balona i następnie upadł ze śmiesznym okrzykiem na podłogę – tak to było zabawne. I nie tylko ja w tym momencie wybuchłam śmiechem.
Wszyscy byli tacy szczęśliwi, uśmiechnięci – jakby szykowanie tej imprezy było dla nich czymś bardzo przyjemnym…
- Cztery godziny minęły – krzyknął chłopak w okularach, który wcześniej przemawiał.
Wraz z tymi słowami drzwi się otworzyły i do Sali weszła Pani w kapeluszu i w okularach – ta z plakietką.
Wszyscy zastygli bez ruchu i czekali na jej werdykt. Podoba się, czy nie? Czy to o te samotniki chodziło, czy nie?
- No proszę, ale pięknie wystrojona sala, nie spodziewałam się aż takich rezultatów – uśmiechnęła się i rozejrzała po „czarnych towarzyszach”.
- Czzeee –kkkamy… nna tttttee ssssaaaaamot-niki – powiedział jakiś chłopak.
- Samotniki – powtórzyła Pani w kapeluszu i w okularach. Na jej twarzy pojawił się w tym momencie wielki uśmiech.
- Tak, wpadliśmy na to, że samotniki to te zwierzęta, wie Pani! – krzyknął rudzielec.
- Zwierzęta – znowu odpowiedziała.
- Tak, jak to ma być „dzień samotnych”, to proszę nam tu dać samotniki – krzyknęła mała dziewczynka bez dwóch jedynek, które teraz stała przede mną i groziła Pani w kapeluszu palcem.
- Samotniki – znowu powtórzyła.
- A może coś więcej – krzyknęła blondynka, która wcześniej zajęła się organizacją imprezy.
I na te słowa tłum zaczął się niecierpliwić, denerwować, jeszcze chwila i mogliby…
- Usiądźcie Kochani Moi – powiedziała Kobieta – opowiem Wam historie.
Na te słowa wszyscy zaczęli zajmować miejsca przy stole, miejsca, które przecież miały być dla samotników.
- A długa ta historia? Bo ja głodny jestem. – powiedział starszy Pan.
- Macie tutaj tyle jedzenia że możecie się śmiało częstować – powiedziała Pani.
Zajęłam miejsce jak reszta. Po mojej prawej stronie jakaś kobieta bez jednej ręki, po lewej mężczyzna bez nogi. Nie było to złe towarzystwo, ale w tej jednej chwili uświadomiłam sobie, że od samego początku, gdy znalazła się w tej Sali – czuje jakąś pustkę. Nie była ona wywołana żadnym głodem, po prostu była.
- Historia ta wydarzyła się dawno temu – zaczęła Pani, i w tym momencie wyrwała mnie z zamyślenia - Pewien Starzec chciał zagrać w grę, w której mógłby tworzyć wszystko, co tylko mu się podoba. Mógł stworzyć oceany, lądy, ale również maleńkie kwiatki i owady. Mógł stworzyć nawet ludzi…
- Ejjjj… bez jaj przecież to Biblia – krzyknął jakiś chłopak.
- Tak, to Biblia. – powtórzyła.
- No to po co nam to opowiadasz? Każdy z nas tą historie tutaj zna – oburzył się jakiś mężczyzna i uderzył pięścią w stół.
Przyznam się szczerze, że w tym momencie sama zaczęłam panikować…
- Więc chcecie żebym przeszła do sedna – westchnęła Pani, po czym zdjęła wielki kapelusz i podrapała się w swoją siwą główkę.
- Tak! – krzyknął tłum chórem.
- Wiecie co to czyściec? – zapytała Pani i spojrzała na ludzi siedzących przy ogromnym stole. W jej oczach malowała się litość.
- Tak! – krzyknął tłum chórem.
- Wiecie że samobójstwo to grzech? – zapytała znowu Pani.
- Tak! – krzyknął tłum chórem.
- Ta sala, to miejsce waszego oczekiwania. – powiedziała powoli.
- Oczzzeeekkkkiwania? – powiedział jąkający się chłopak.
- Oczekiwania. Nie wiemy co z wami zrobić. – powiedziała Pani.
- Co? Jak to co zrobić? – znowu ktoś krzyknął.
- Każdy z was… przeżył coś strasznego w swoim życiu. Kogoś stracił, nie potrafiliście się z tym pogodzić. Byliście …
- Samotni – dokończyłam.
- Nic nie pamiętacie. Przed każdym z was leży kartka, z niej się dowiecie co zrobiliście. Póki co czekajcie. – skończyła Pani, ubrała kapelusz i wyszła.
W tym momencie nastała cisza, grobowa cisza. Nikt się nie odezwał, każdy tylko siedział bez ruchu patrząc na białą kartkę, która się przed nim pojawiła… Każdy się bał.
Poczułam nagle że ktoś mocno ściska moją dłoń „ukrytą” w rękawie.
To była ona, ta maleńka zielonooka istotka, której uśmiech jeszcze kilka chwil temu tak radował moje oczy. Teraz się nie uśmiechała. Zachowywała się raczej jak maleńkie zwierzątko, które w chwili zagrożenia szuka schronienia w ramionach bliskiej osoby.
Sama w tym momencie miałam mętlik w głowie, sama nie wiedziałam co zaraz się stanie ze mną i z moimi „czarnymi towarzyszami”.
Wzięłam przestraszoną dziewczynkę na kolanach i czekałam.
Czekałam ze wszystkimi na to, co miało nas za chwilę spotkać.
- Co teraz ? – zapytała cicho kobieta bez ręki.
- Teraz przeczytamy kartki – powiedział cicho mężczyzna bez nogi.
- Tak. – przytaknęłam.
_ _ _ _ _ _ _ _ _
Marta S. lat 24
W wypadku
samochodowym straciła rękę.
Jej mąż nie
potrafił się z tym pogodzić i zostawił ją dla innej kobiety.
W samotności
spędziła 3 miesiące.
Wyskoczyła z
okna – z ósmego piętra.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Bogdan M. lat
61
Gdy jego żona
umarła nie potrafił pogodzić się z jej śmiercią.
W samotności
spędził 2 tygodnie.
Strzał w głowę.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Julka N. lat 5
Od zawsze
samotna.
Zmarła we śnie
w domu dziecka.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _
Ja.
_ _ _ _ _ _ _ _ _ _
- Dlaczego siedzisz pod tą ścianą?
- Nie wiem.
- Dlaczego tak naciągasz rękawy?
- Nie wiem.
- Dlaczego masz tak zapuchnięte oczy?
- Nie wiem.
- Pamiętasz cokolwiek?
- Grubą Panią w czarnym kapeluszu, okularach i z legitymacją…
- A co było na tej legitymacji?
- Aniela Śmierć.
Mourge.
Mourge1@poczta.onet.pl