Mark Kewlar (wiecmsb@wp.pl)

 

Przestrzeń jak ogień

 

 

jestem bóg wie kim albo nikim bez żadnego wyrazu

mówię: będzie tak jakbym dzień kolejny znała na pamięć

[…]

piję kawę i czytam list od swoich wiernych przyjaciół

lecz nie wierzę im ani tobie – wierzę tylko swojej małpie

 

Pokój z widokiem

 

Witaj, Jakubie!

Jeśli pozwolisz, teraz opiszę Ci, co widać z okna mojego pokoju. Dziękuję, że się zgodziłeś.

            Kiedy rano wstaję, raczej nie myślę o tym, żeby wyjrzeć przez okno. Trzeba się umyć, iść do sklepu po bułki i zjeść je na śniadanie. Dopiero potem idę do pokoju. Włączam radio i komputer. Przynoszę sobie bardzo czarną, bardzo gorącą i bardzo mocną kawę. Wtedy podnoszę rolety. Widok może nie jest nadzwyczajny.

            Jest mi po prostu dobrze. Za dnia i przy zachowaniu bezpiecznej odległości mogę przez okno obserwować przechodniów, bez obaw, że mnie zobaczą. Czasem nie ma ich w ogóle. Albo za często się powtarzają. Ale mają jedną zaletę, wszystkich ich znam. Uroki życia na wsi.

            Dalej jest ulica, po której od czasu do czasu przejedzie jakiś samochód, częściej traktor. Po drugiej stronie stoją domy moich sąsiadek. W dwóch domach mieszka sześć kobiet, tylko jeden facet. Nie znam ich dużo bardziej niż innych „współplemieńców”, trzeba by zwrócić się do siostry mojej, do matki.

            W moim pokoju jest jeszcze jedno okno, prawie dwa razy mniejsze. Mniej też przez nie widać, w dodatku większość zasłaniają drzewa owocowe z mojego ogrodu. Za płotem stoi domek z czerwonej cegły, dawno już opuszczony. Najbogatszy do niedawna człowiek w okolicy przeniósł się do willi na drugim końcu wsi. Nuda.

            Lubię czasem usiąść twarzą do okna, położyć ręce na oparciu wersalki i mieć wszystko gdzieś. A dookoła mnie muzyka. Cztery pory roku. Nuda.

Mareczek

 

Ode mnie w prezencie

 

                        Kubuś,

                        powiem Ci coś.

            Myślisz, że wszystko o mnie wiesz. Wszyscy tak myślą. Nawet nie wiesz, jak się nazywam. Dobrze, znasz moje nazwisko, ale czy to wystarczy? Nazywasz mnie Mareczkiem, tak jak wszyscy. Mogę Ci powiedzieć, jak mam na imię, ale musisz mi coś obiecać. Nikomu o tym nie powiemy.

Tylko Twój Zbyszek

 

Przestrzeń jak ogień

 

                        Przyjacielu!

            Chyba mogę Ci opowiedzieć swoją historię, historię pewnej znajomości. Byłem wtedy w Twoim wieku. Chciałem mieć dużo pieniędzy, dużo kolegów i przewidywalne życie. Potem zjawiła się ona. Wiem, Kubusiu, że trudno w to uwierzyć, ale byłem zakochany. Skąd wiem? Kiedyś nie myślałem w ten sposób, ale dzisiaj wiem, że przez to opuściłem się w nauce. Choć to właśnie dla niej się starałem.

            Wtedy nie było komórek, Internetu, wszystkich tych współczesnych technik. Widywaliśmy się tylko w szkole i krótko po. Pisałem do niej mnóstwo listów, takich tradycyjnych. Większości nie wysłałem, ale te, które przeczytała, wystarczyły. Od niej dostałem tylko jeden, były tam dwa ważne słowa, chyba zbyt ważne. Na skrawku papieru wielkości podstawki pod piwo napisała tyle, ile ja ledwo bym zmieścił na kartce z zeszytu.

            Lubiłem od czasu do czasu po lekcjach lub „na okienkach” wejść na poddasze i spróbować coś sobie ułożyć. Raz, jeden, ona też tam przyszła. W promieniach słońca wpadających przez brudne szyby wyglądała jeszcze piękniej. Usiadła obok i zapytała o coś, może jak często tu przychodzę. Ale to też wiedziała. Długo rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Następnego dnia rano zobaczyłem ją z innym chłopcem.

            Zrobiła to dla mnie. Chciała dostarczyć mi nowych bodźców. Dzisiaj jest moim najlepszym przyjacielem. Chłopaka też ma innego, a właściwie to już nie. Tylko przede mną wielka ciemność.

Na zawsze Mareczek

ps. Kocham Cię

 

Syndrom

 

                        Cześć!

            Wczoraj wieczorem siedziałem w knajpie i pisałem list do Ciebie. Nie, nie ten. Ten list jest pośrednią przyczyną wydarzeń, jakie tu opiszę. Tylko kto mi te listy dyktuje?

            Nazajutrz, zaraz po śniadaniu poszedłem do lasu. Wziąłem wiaderko, wmówiłem sobie, że chcę nazbierać grzybów. Bo tak naprawdę szukałem pretekstu. Jakbym chciał się przed kimś usprawiedliwić. A ja chciałem tylko pospacerować po lesie, a z wiaderkiem wyglądałem bardziej wiarygodnie, mniej głupio… Idąc przez wieś z pojemnikiem po kiszonej kapuście, czułem się trochę nieswojo. A to jeszcze dwa kilometry. Nie mogłem jechać rowerem, odmówił posłuszeństwa, pokazując przebitą dętkę.

            Na skraju lasu, spotkałem pana Jurka, wiózł na rowerze piętnastolitrowe wiadro pełne grzybów. Na pierwszy rzut oka. Od razu pomyślałem, że grzyby są tylko na wierzchu, a dalej jakieś gałęzie. Nikt normalny nie układa grzybów w wianuszek, tylko rzuca prosto do kosza… Skręciłem w las. Po jakiejś godzinie były pierwsze efekty. Przecież nie przyszedłem tutaj zbierać.

            Przez te kilka godzin zebrałem w sumie osiem sztuk. Nie o to chodzi! Bez przerwy prowadziłem dialog z urojonym towarzyszem. Gadaliśmy o niejadalnych gatunkach grzybów, konkurencji wśród zbieraczy, o wycince chorych drzew i o tym, jak kwitną wrzosy.

            Już byłem w połowie drogi do domu, kiedy zaczął padać deszcz, myślałem, że zdążę. Jak już miałem gdzie się schować, jak na złość przestało padać. Minęli mnie jacyś trzej kolesie. Tylko ja wiem, ile trudu kosztowało mnie znalezienie tych kilku grzybków. Już wiem, kto mi dyktuje listy.

Mareczek

 

Jak zostałem abstynentem

 

                        Tak, Kuba,

            w końcu się zdecydowałem. To było trzy miesiące temu, moja siostra skończyła osiemnaście lat. Ona pierwszy raz mogła się legalnie napić, a ja ostatni raz w życiu się upiłem.

            Były jeszcze jakieś cukierki z likierem, kurczak w winie, ewentualnie jakiś syrop na spirytusie. Koledzy wiele razy próbowali mnie namawiać, myśleli, że to tylko kolejny z moich żartów, nie dałem się. Dawali mi nawet alkoholizowaną colę, nie wiedzą, że teraz wyczuwam etanol niemal instynktownie.

            Myślałem, że przez tę wstrzemięźliwość będę chciał zniszczyć cały alkohol wokół siebie. Nigdy! Nie sztuka powstrzymywać się od picia, kiedy nie ma pokusy, znacznie trudniej, kiedy ktoś Ci stawia butelkę przed nosem. Czasami dostaję też od młodszych kolegów „zlecenia” na kupno alkoholu, nie ma problemu. Jak widzisz, mam jeszcze więcej do czynienia z alkoholem niż przedtem, mimo to nie wypiłem przez ten czas ani kropli.

ku chwale pijących

Mareczek

 

Żałobna suita naprawdę i Głos o bezpowrotnie utraconej osobowości

 

dokąd biegniesz

jak przez rzekę chcesz przeprawić się

nie ma mostów

ktoś podpalił je po prostu i nie zdążysz zbiec

 

twoje sprawy

ktoś łaskawy już z afisza zdjął

i w ogóle

nawet trochę nie poczujesz co masz z sobą wziąć

 

to jest tylko twoja wrogo nastawiona osobowość

choć opowiedz co cię trapi przecież można to naprawić

kiedyś cię na barkach niosła twoja dusza twoja siostra

ale przecież jej nie musisz wszędzie z sobą brać

 

kierowała twoim życiem była drzewem dobrych życzeń

życzeń owocem z tego drzewa… ale dzisiaj już nie trzeba

na początku będzie groźnie ale kiedy już dorośniesz

sam się będziesz z takich guseł bardzo głośno śmiał

 

wnet zobaczysz

że inaczej ktoś urządził nas

ale wtedy

nie zawrócisz już niestety z drogi którą znasz

 

nic nie boli

nie ma wojen nie ma brzydkich słów

i w ogóle

nawet tego nie poczujesz czy ci dobrze tu

 

to jest tylko twoja wrogo nastawiona osobowość

choć opowiedz co cię trapi przecież można to naprawić

kiedyś cię na barkach niosła twoja dusza twoja siostra

ale przecież jej nie musisz wszędzie z sobą brać

 

kierowała twoim życiem była drzewem dobrych życzeń

życzeń owocem z tego drzewa… ale dzisiaj już nie trzeba

na początku będzie groźnie ale kiedy już dorośniesz

sam się będziesz z takich guseł bardzo głośno śmiał

 

to jest przecież twoja osobowość

wierną rzekę tę przepłynąć musisz wpław

albo się utopisz albo staniesz sobą

chyba że na tamtym brzegu wolisz zostać sam

 

Proszę nie regulować odbiorników

 

                        Cześć, Kubuś!

            Dzisiaj wybrałem się do naszego kościoła w celach „turystycznych”. Jak wiesz, nie chodzę tam od blisko czterech lat. Nie odczuwam takiej potrzeby, poza tym ateiści nie muszą. Tym razem chciałem przypomnieć sobie, jak jest w środku. Z zewnątrz wygląda na barokowy, jeden z niewielu w tej części Polski, co oznacza masę dziwnych kształtów wewnątrz.

            Nie przypuszczałem, że może być nieczynne. Wszedłem, ale kilka metrów dalej zatrzymała mnie stalowa krata. Nie chciałem ryzykować wchodzenia bocznym wejściem ze względu na sąsiedztwo plebanii. Udało mi się pokonać zabezpieczenia, wejść do środka, tylko po co? Dużo ornamentów, mało prostego, jakieś esy-floresy. Barok.

            Siadłem na chwilę. Położyli jakieś poduszki czy materace, ale i tak twardo. Spojrzałem na główny ołtarz, u góry siedziały dwa aniołki, jakby coś wzięły, a pośrodku stał koleś z jakimś rożnem. Nie bój się, nie zejdzie. Przed ołtarzem stał stół nakryty długim białym obrusem, a pod nim dwie butelki z jakimś żółtym płynem.

            Wszedłem na mównicę (ambony są w lesie), niesamowite wrażenie.

            Wracając, skręciłem na górę. Czego tam nie było! Dotarłem do takiej drewnianej budki (coś jakby winda), mogłem iść albo w prawo, albo w lewo. Skręciłem w prawo, chyba dobrze, bo było wejście „na konsoletę”. Siadłem za jakimś przerośniętym syntezatorem, ale w żaden sposób nie mogłem go uruchomić. Spojrzałem w dół, widok lepszy niż z mównicy.

            W sumie nic ciekawego, nie lubię mrocznych klimatów. Wychodząc z kościoła, obiecałem sobie, że nigdy więcej. Do zobaczenia za cztery lata.

MARECZEK

 

Semper fidelis

 

                        Kubusiu,

                        możesz się już nie martwić.

                        Jestem przy Tobie.

            Wczoraj koledzy mnie wybrali. Przez aklamację. Od dzisiaj jestem bogiem.

            Wszystko zaczęło się niewinnie, koledzy rozmawiali o grach komputerowych, ogólnie mówiąc, ekonomicznych. Przypomniałem starego Populousa, symulację boga (stawianie świątyń, słuchanie modłów i znęcanie się nad ciemnym ludem). Nie miałem wyjścia. Spodobała im się ta zabawa.

            Jeden z nich poprosił, żebym nagrał mu tę grę na płytkę (widocznie też chciał zostać kimś). Nie wiedział, że gra ma piętnaście lat i mieści się na dwóch dyskietkach. Biedaczek.

m.

Planeta

 

                        Jakubie!

            Bardzo lubię jeździć na wieś do babci. Też mieszkam na wsi, ale ja nie mam dwustu metrów do najbliższego sąsiada, a trzech kilometrów do sklepu. Moi rodzice jeżdżą tam co tydzień, tydzień ja czasem z nimi. Jeżeli akurat nie mam innych planów. Kiedyś bywałem tam częściej. Przyjeżdżałem na tydzień, dwa, chodziłem po lasach, łąkach i pastwiskach.

            Do lasu miałem bliżej niż do sąsiada. Wstawałem przed siódmą i zjadłszy małe śniadanie, ruszałem w teren. Brałem trochę kawy w termosie, po drodze zbierałem jagód, malin etc., potem wchodziłem na ambonę i robiłem sobie ucztę. Miałem jedną upatrzoną, ale potem mi ją rozebrali. Wracałem akurat na obiad. Po obiedzie babcia piekła placek drożdżowy (bardzo dobry), nazywany w tych okolicach kuchem. Właśnie bywając u babci, nauczyłem się gwary, która żyje również w naszej wsi. U nas jednak ludzie nie chcą dzielić się swoim dziedzictwem.

            Babcia piekła również chleb (bardzo dobry), ale technika zabiła tradycję. Poza tym przestało się opłacać. Teraz trzeba jeździć po chleb do wsi. Kiedy ja tam jestem, jeżdżę codziennie rowerem, zwykle robi to moja ciotka, wtedy świeże pieczywo jest co dwa dni. Raz w tygodniu jeździ się do miasteczka po większe zakupy.

            Wieczorem rodzinne oglądanie telewizji albo rozmowy przy stole w kuchni. A jak jeszcze trafią się goście. Rewelacji może nie ma, ale podoba mi się takie życie.

            Zawsze kiedy zbieram się do powrotu, ciężko mi się rozstać z tym miejscem. Kiedy jestem już w domu, nie mogę się doczekać, by znów zobaczyć moje wygodne zadupie.

Mareczek

ps. Dziękuję, babciu

 

Przedstawienie czas zacząć

 

                        No, Kuba,

            wakacje się kończą. W tym roku dla mnie też, pierwszego dnia nauki w szkole mam egzamin poprawkowy. (Pisemny – jak ja tego nie cierpię.) Takie są konsekwencje olewania wszystkiego roku akademickim. Aż się dziwię, że całą resztę zaliczyłem w terminie. Wpłacę dwieście złotych na konto uczelni i dostanę „warunek”, chociaż nie bardzo widzę sens.

            Może lepiej zrezygnować ze studiów i znaleźć sobie etat albo i pół? Przynajmniej miałbym więcej możliwości. Paradoksalnie. Osiem godzin pracy i szlus. Jakiej pracy? Mówią, że do fizycznej się nie nadaję, ale wolałbym pracować w fabryce niż przez kilka godzin stawiać stempelki. W ogóle to miałem zostać dziennikarzem.

            Może ułożę sobie życie. Sam. Jestem singlem i dobrze mi z tym. Nigdy nie miałem szczęścia do kobiet, zresztą specjalnie się nie starałem. Najdziwniejsze, że w grach losowych też mi nie idzie. Ileż ja pieniędzy przegrałem na tych cholernych automatach.

            Lubię tylko czasem popatrzeć na zakochanych, jak trzymają się za ręce, idą ulicą… Esteta!

Mareczek

 

Modlitwa do Mnie

 

jeśli chcę mogę uwierzyć w siebie

nie zbawię ludzkości

ale mogę zbawić człowieka

nie zamienię wody w wino

ale mogę zmienić wino w najlepszy napój na świecie

nie rozmnożę chleba

ale mogę kupić chleb bezdomnemu

nie uzdrowię chorego

ale mogę sprawić aby poczuł się zdrowy

nie muszę nikogo słuchać

wystarczy że wsłucham się w siebie

i uwierzę że każdy może być bogiem

 

M. Kewlar                              chciałbym w tym miejscu podziękować całej młodocianej społeczności Rożentala

(wiecmsb@wp.pl)                    a w szczególności Jakubowi F. bez którego ten tekst w ogóle by nie powstał