...Róże tu nie rosły, a teraz więdną...
*’Gross - Rosen’ - cóż za sarkazm, cóż za ironia.
***
wstęp do nienawiści
Zaczniemy tutaj. W budynku po lewej znajdowało się kasyno, mogli tam
zaczerpnąć rozrywki i rozluźnić się po ciężkim dniu pracy. Wieczorami
byli bardzo zmęczeni. Część z nich mieszkała w tamtym budynku, a inni w
okolicznych wsiach. Później na pszesłuchaniach zwykli mieszkańcy
utrzymywali, że nic nie wiedzieli o tym co się tu dzieje. Transporty,
nie oni nic nie widzieli...A tu mamy małe muzeum, z makietą okolicznych
terenów, pod ścianą możecie zobaczyć kilka eksponatów, a tutaj listy..
-Właśnie zatrzymajcie się przy listach.. są po niemiecku przyda nam się
to niedługo, najlepiej niech ktoś zrobi im zdjęcia, będziemy próbowali
odczytać co jest na nich napisane...niech pani kontynuuje.... [tak jest
pani profesor, a może jeszcze zróbmy zdjęcie makiecie i będziemy
probowali odtworzyć ją w szkole? nie, szkoda..]
'Liebe Frau und Kinder! Bin gesund und
wunsche euch dasselbe! 5 Pakete habe ich erhalten in Ordnung, alles hat
mir gut geschmackt. Tabak war sehr gut; Apfel dagegen (..)'
***
brama
Przez tą bramę musieli przejśc wszyscy, przejść albo być przez nią
przetarganym. Rozjuszone psy często pomagały odzyskiwać siły. A tam na
tej antresolce stało kilku żołnierzym, jak im się ktoś nie spodobał to
go od razu zabijali.
-Ej, weź tam stań, no koło szubienicy,
trochę się przesuń, chciałam zobaczyć jak to wyglądało.. [Ej, a
przynieś sznurek to pokażę Ci nie tylko jak to wyglądało.. nie,
szkoda..]
Na placu apelowym nie można zobaczyc roślin, tylko spalone źdźbła
trawy. Na niebie, z tego miejsca, nie zobaczycie ptaków. Ale
podziwiajcie, tą ciszę. Tylko nie próbujcie jej zagłuszyć, ona tu
rządzi. Lata będą mijały, a ona pozostanie niewzruszona. Mówcie
szeptem, albo wogóle, bo możecie sie narazić aniołom ciemności, duchom
tego miejsca.
***
na imię mi 3425
Najpierw przechodzili przez barak przyjęć. Tam stawali się bezimienni.
wieszano im na szyi numery, ich nowe pseudonimy. Później trafiali do
baraku przejściowego. Oddawali swoje rzeczy w 'depozyt'. Później
zaprowadzano ich do łaźni. Panowie strażnicy byli tak mili i puszczali
czasem ciepłą wodę, nie tak normalnie. Dla urozmaicenia, raz lodowatą,
raz wrzątek. A później przeprowadzano selekcję. Ci którym wypisywano
cos na czole zazwyczaj nie przeżywali. Inni tak, chociaż woleliby
czasem inny los.
-Chciałbym zobaczyć jak działa ten
piec. Tu się zdaje podgrzewano wodę, szkoda że nie można go uruchomić.
[wiesz...tam dalej stoi trochę inny piec..wiesz...jak chcesz zobaczyć
jak on działał to połóż się w środku, ja zajmę sie resztą...nie, czemu?]
Idźcie niesieni przeszłościa. Idźcie z zamkniętymi oczami, niebojąc się
ciemności. Idźcie dalej przed siebie, przyglądajcie się uważnie. Każdy
kawałek ziemi jest tu bolesny. Każda cząstka powietrza przenosi tu inną
historię. Idźcie, słuchajcie, spróbujcie wreszcie cos poczuć..
***
dieta cud
A to były kuchnie. W tych korytach było jedzenie. Każdy komu trafił się
choćby najmniejszy kawałek mięsa w zupie był wielkim wygranym dnia. Po
dość krótkim czasie mężczyźni tracili około połowę swojej zwykłej wagi.
Wtedy też wielu z nich zapadało na różne choroby, które oczywiście były
leczone. Leczono objawowo, dopóki pacjent mógł samodzielnie wykonywać
pracę. A później dosercowy zastrzyk fenolu.
-Hmmm, może powinnam zacząć tak
jeść..przez tydzień można spróbować [możesz tez wszczepić sobie implant
mózgu, bardziej by Ci sie przydało...jakto nie?!]
Tu nie było życia, tu była żywa śmierć. Nie patrz na mnie taki
zdziwiony. Popatrz na te mury, popatrz na tę ziemię, spójrz w oczy na
tym zdjęciu. A teraz mi powiedz czy wierzysz w Boga? Jeśli mam mieć
własny kamień wiary, to niech bedzię to kawałek cegły wykruszony
właśnie stąd. Na nim się oprę, on będzie moją opoką.
***
'zdało się oczom że pomarli'
Strażnicy znęcali się nad więźniami w najróżniejsze sposoby. Jednym z
ich ulubionych było strzelanie do nich. Czasem z nudów siadali tu na
tej ławeczce pod czereśnią, było to jedno z niewielu miejsc gdzie był
cień, i zakładali się w jaką część ciała trafią z karabinu. A tu jest
piec, krematorium. To jest ten mniejszy na jedno ciało. Po jakimś
czasie stał się niewystarczający i wybudowano większy wtedy zaczął się
tak zwany okres 'przemysłu śmierci'. Niemcy zniszczyli go zacierając
ślady. A tu jest ściana pamięci....
-Zrobisz mi zdjęcie?
-Nie!
-Dlaczego?!
...
***
"Uwaga, przepaść. prosimy o zachowanie szczególnej ostrożności."
To było miejsce ich pracy. Codziennie niezależnie od pory roku i
pogody, musieli przpracować tu dwanaście godzin każdego dnia, z
półgodzinną przerwą na niby obiad.
-Łoł, patrz jakie to ładne, prawie jak
Wielki Kanion, pokażę Ci kiedyś zdjęcia stamtąd... [no ładne nie? zwróć
uwagę że więźniowie sami to wykopali, nieźli byli nie?!]
Zabierz mnie stąd nie mam siły na to patrzeć. Idź sam ja tu usiądę i
dotknę piasku, może on ma moc ukojenia.
***
'Świadek czasu'
nr. 17 300
Do pokoju wszedł starszy, przygarbiony pan. Weszliśmy za nim. Przywitał
się z nami samym wzrokiem. Kiedy zajęliśmy swoje miejsca, on dalej stał.
Stał i patrzył. Zupełnie jakby nie dowierzał, że obok niego ktokolwiek
jest. Po dłuższej chwili nieprzyjemnej ciszy do jego oczu napłynęły
łzy, a na ustach pojawił się uśmiech. Ale to nie był zwyczajny uśmiech
dziadka. Wtedy pomyślałam, że nic więcej nie trzeba. Że pan Marian
pokazał nam wystarczająco, że nie musi nam nic mówić, po co? Spójrzcie
na niego, jego historia wypisana jest na jego twarzy, w tych
obłąkańczych oczach i ogromnych zmarszczkach, których nie zobaczycie
nigdzie indziej. Ja już wiem, ja juz rozumiem, a sama myśl o ciągu
dalszym mnie przeraża. Chwilę potem, pan Marian usiadł i zaczął mówić.
Mówił rzeczy niezwykłe, a ludzie jak zwykle słyszeli tylko to co było
na wierzchu. Nie zwracali uwagi na to co trzeba. Większość skrzętnie
notowała każdą nazwę, każdą datę, zadawali pytania, które niosły za
sobą ból. Nie zwracali uwagi na to, że to już inny człowiek niż pięć
minut wcześniej. Bez pardonu wdzierali się w jego usmiech, na którym z
minuty na minutę coraz bardziej widoczna była pogarda; pogarda dla
tych, którzy nie potrafią słuchać, dla tych trzech panienek które
rejestrują wszystko co powiedział, żeby potem przedstawić jak najlepsze
sprawozdanie, pogarda dla rudej nauczycielki, która podkresla co
'warto' zapamiętać, pogarda dla chłopca, który siedzi w rogu i próbuje
uciec myślami w sen, pogarda dla dziewczynki, która robi zdjęcia i
myśli, że on tego nie widzi. Ale pogarda zmieniała się w radość kiedy
trafiał na oczy kogoś kto wydawałoby się rozumiał, odbierał właściwe
słowa. Bo on nie chciał mówić o transportach, o jedzeniu, o warunkach,
czy o strażnikach, od tego była pani przewodnik. On próbował przekazać
coś innego. Ale mało kto zwracał na to uwagę, a gdyby chciał mógłby
usłyszeć coś naprawdę niezwykłego, opowieść o trawie, lasach,
zagubionym ptaku i promieniach słońca, historię nadziei, jedynej
pocieszycielki. Ale żeby to uslyszeć, trzeba było niel ada wysiłku,
trzeba było spojrzec w te oczy; oczy-więzienia, kiedy w nie spojrzałeś
przeszywał cię ból i strach, tak wielki jak mocny jak nigdy wcześniej,
paraliżujący, nie mogłeś przestać patrzeć, dopóki on cię nie puścił,
nie pokazał tego co chcial. A niewielu było śmiałków do tego wyzwania,
niestety.
***
meritum.
-Patrz na ten kwiat, on więdnie mimo słonca, mimo wody...
-Dziwisz się?
-Myślisz, że na tej ziemi już nic nie wyrośnie, że jest aż tak
skażona...?
-Skażona? Zastanów się... popatrz...posłuchaj...dopóki oni się nie
zmienią..dopóki się nie zastanowią...
-A ty znowu to samo... Ludzie się nie zmienią, oni są młodzi... pozwól
im się śmiać...
-Ja też jestem młoda, ja też się śmieję, ale nie takim kosztem...
-Spójrz na nich, daj im prawo do zabawy, oni nie musieli tego
przeżywać, więc po co maja się tym martwić...
-Tak lepiej niech porobią sobie zdjęcia, w baraku nr. 22 jest całkiem
niezłe oświetlenie...
-Ty też nie musisz...Spójrz, oni są szczęśliwi, nie robią nikomu
krzywdy...
-Ach tak, to spójrz na niego...
-Co mu jest? Ma jeszcze gorszy humor niż ty...
-Bo widzisz ja czuję z boku on od środka...
-Że niby jak?
-Nie słyszałeś profesor G. już pochwaliła się pani przewodnik kim on
jest, czemu nie słuchasz?
-A kim on jest?
-To książę.
-Nie rozumiem?
-Jest tytularnym księciem, jego rodzina w czasie drugiej wojny
światowej była bardzo szykanowana, w tym obozie był brat jego dziadka.
Nie wiadomo co się z nim stało. W rodzinach takich jak jego, więzy są
bardzo silne, dlatego on to bardzo przeżywa. A oni śmiejąc się i
szukając rozrywki w tym nudnym dla nich miejscu, robili sobie zdjęcia
między innymi na tle nazwiska jego dziadka...
-Dlatego jest taki smutny?
-Nie wiem. To nie moja sprawa.
-To czemu o nim wspomniałaś?
-Żeby pokazać Ci ich bezmyślność. To ich kolega, a oni wogóle o nim nie
pomyśleli, a nasza wspaniała wychowawczyni szczyci się jego osobą.
Chciałam Ci pokazać dlaczego te kwiaty więdną, mimo ładnej pogody. I
nie chodzi tu o niego. Popatrz na tych wszystkich ludzi. Jak oni mogą
być naszą przyszłością, nie szanując przeszłości? Oni robili sobie
zdjęcia na tle krematorium, bo taki fajny zardzewiały piecyk był...
-Przesadzasz. Nie można cały czas żyć przeszłością.
-Ale jak w tym miejscu chcesz o niej zapomnieć?
-Ja.. nie wiem...
-Czasami żałuję, że nie jestem taka jak oni.
-Dlaczego? Teraz już wogóle Cię nie rozumiem.
-Bo widzisz wtedy mogłabym ich zrozumieć, nie kłóciłabym się z nimi
tyle, miałabym więcej przyjaciół....
Krzyżowa, czerwiec 2006, pałac Helmutha Jamesa Grafa von Moltke