DAWNO DAWNO TEMU...
Siedmiu
nieogolonych
buszmenów
od
trzech
godzin
czai
się
na
stojącą
przy
wodopoju
gazelę.
Wśród
nich
ja.
Jest
rok
parędziesiąttysięczny
przed
Waszą
erą.
O
Erze GSM
nikt
jeszcze
nie
słyszał,
o
Was
samych
nikt
nie
pomyślał,
ale
możliwe,
że
któryś
z
tych
dżentelmenów
jest
Waszym
prapra(…)praprzodkiem.
Nie
wiem
skąd
się
tu
wziąłem,
ale
całkiem
możliwe,
że
ma
to
związek
z
tym,
ze
przed
chwilą
próbowałem
wydobyć
grzankę,
która
się
zaczęła
jarać,
z
tostera,
zapomniawszy
wyjąć
kabel
z
gniazdka.
W
sumie
w
starej piosence
„Hej dzieci, jeśli chcecie
Zobaczyć inny świat
Podłączcie się pod 200 wat”
jest coś prawdy. Trochę inaczej sobie ten inny świat wyobrażałem, ale nie każda przepowiednia musi się sprawdzać co do joty. Tak czy owak siedzę w krzakach i czaję się na gazelę, co by moje plemię mogło zeżreć pożywne gazele mięsko. Ponieważ nie zanosi się, aby cokolwiek miało nam z tego polowania wyjść, próbuje użyć mojego dwa razy większego niż współtowarzyszy mózgu i mówię do nich: „Gale hue ha gy?” Na co oni patrzą na mnie z niedowierzaniem, mówiąc: „Hare hue ly ta!” Dla wygody czytelników zastosuje za chwilę symultaniczny translator z jaskiniowego na Wasze, żebyście mogli w pełni rozkoszować się moimi przeżyciami w początkach kenozoiku. Proponuję więc zrobienie łuku. Oni na to, że nie wiedzą, co to łuk, ale spoko. Więc robię łuk. No może chcę zrobić, ale manualny debil jak ja łuku nie zrobi, więc łuku nie będzie. Ale może pomogę im jakoś inaczej. Pytam czy mają ogień? Mają. A koło? Nie, o to pokażę im koło. Rysuję na ziemi koło i mówię, jaka to fajna rzecz. Oni pytają mnie, co z tego, robiąc przy tym taką minę, że nie marnuje dobrej okazji, by się zamknąć. No to może coś bardziej duchowego! Igrzyska! Tłumacze pokrótce, w czym rzecz, a oni na to, że igrzyska maja, na co dzień jak trzeba uciekać przed mamutem. Obowiązuje zasada, że przegrywający odpada. No to pytam czy hodują zwierzęta. Odpowiadają, że w tej dziedzinie zwierzęta niezbyt nadają się do współpracy, ale jeśli uda mi się jakieś oswoić, to chętnie spróbują. Mi zaś jeszcze życie miłe, więc rezygnuję z propozycji. Pytam się więc czego oni by chcieli. Słyszę, że „jeść”, „jeść”, „jeść” i „żebyś się wreszcie zamknął”.
Sytuacja jest kuriozalna. Chciałbym wyciągnąć ich z jaskiń, ale chaty kamiennej nie zbuduje. Chciałbym, żeby mieli furę mięsa, a nie mogę skonstruować głupiego łuku. To znaczy mogę, tylko ta cięciwa jakoś nie niesie dalej niż na półtora metra, a strzała nie wbiłaby się w stertę piachu… Jasna cholera, jak stwierdzą, że się do niczego nie nadaję to wyrzucą mnie z plemienia, a wtedy to już tylko kwestia czasu aż jakieś cholerstwo ze świata fauny mnie dorwie, kiedy będę szukać w lesie korzonków… Co robić cholera… Co robić?
Wiem! Zanim mnie toster skopał studiowałem administracje! No to teraz tu porządzimy! Wreszcie będę kierownikiem wyższego szczebla. Będę ważny, doceniany, słuchany. Będę dobrym szefem, będę najlepszy. Ze mną na czele to plemię urośnie w siłe. Inni będą pracować na mnie, ale dzięki mnie wszystko będzie lepsze. Jedni będą pracować, inni zarządzać. jedni do harówki, drudzy do koncepcyjnego myslenia. Ot co! Dzięki temu wszystkim będzie lepiej. Teraz wszyscy mają niewiele. Dzięki mnie wszyscy będą mieć trochę więcej, a niektórzy dużo więcej. Buahahahaha!! (szatański śmiech), gdzie oni są? Zaraz im to powiem! Siedzą przy ognisku, razem. Gadają o jutrze, o polowaniu, ciosają kamole na groty włóczni, dojadają to, co im zostało… jeden za wszystkich wszyscy za jednego…
A może lepiej nic nie robić? Czy im jest źle? Siedzą sobie wokół ogniska i jedyne, o co się martwią to to, czy jutro wyjdzie im polowanie. Nie zasuwają na czterech etatach ganiając za elektronicznymi impulsami na ich rachunku bankowym, odpowiedzialnymi za ilość zawartych na nim wolnych środków. Nie muszą słuchać bandy porypów skupionych na tym, by nawet w najbardziej perfidny i żałosny sposób zdobyć władze. Są prawdziwymi kowalami swego losu. Niech się cieszą. Ich prapra(…)prawnukowie już tak mieć nie będą.
Więc może ja już pójdę na jakaś górę. Niech mnie trzepnie piorun, trzeba wracać do Waszej- naszej ery. Resztę zostawmy ewolucji. Tudzież zastanówmy, co znaczymy, zdani tylko na siebie. Czym skopalibyśmy ogródek, gdybyśmy nie dostali do ręki szpadla? Jakim to tajemniczym sposobem ubilibyśmy gazelę na obiad nie kupując w sklepie dla amatorów safari sztucera? Człek człekowi nie jednaki. Neandertalec Windowsa nie zainstaluje, ale raczej się nie skusi na nauczenie go tej umiejętności w zamian za upolowane przezeń wnętrzności gazeli. I będzie z apetytem je szamać, patrząc z satysfakcją, jak my z pustym żołądkiem siedzimy przed monitorkiem.