Księga nad księgami, Bóg nad bogami
czyli replika "Alternatywnej historii Kościoła"


Człowiek wart jest człowieka

Czy zastanawiałeś się dlaczego z jednej strony mówimy, że ten człowiek jest lepszy niż stu innych razem wziętych, ale z drugiej strony istnieje w nas poczucie, że tak naprawdę, to każdy człowiek jest wart tyle samo co inny? Dlaczego w ogóle pojawiają się w nas dylematy moralne, czy należy w pierwszej kolejności przyzwolić żyć niemowlakowi, czy wyniszczonemu chorobą staruszkowi, jeśli ich życie zależy od jednego czynnika, którego użycie jest w naszej mocy i może pomóc jedynie jednej osobie? Przecież gdyby to było takie oczywiste, nie przeżywalibyśmy tego tak mocno i w tak bolesny sposób!

Człowiek wart jest Boga

Biblia przedstawia dwa najważniejsze fakty decydujące o wartości człowieka, jako osoby. Po pierwsze został on przez Boga stworzony, i opatrzono go odautorskim komentarzem, iż jest bardzo dobry, co podobno w ustach prawdziwego artysty jest równie rzadkie jak barszcz na naszej stołówce. Kiedy okazało się, że człowiek źle wykorzystał daną mu wolność i zgrzeszył, został przez Boga odkupiony. I stąd wypływa drugi fakt decydujący o tym ile znaczy człowiek. Bóg odkupił człowieka w sposób jaki nie przyszedłby na myśl największym specom od marketingu: umarł za niego i to w dodatku w bardzo bolesny sposób. Czy nie mógł wymyślić czegoś mniej drastycznego, powiedzmy, zapłakać jedną łzą, albo wylać jedną jedynie kroplę swojej Drogocennej Krwi? Dlaczego to zrobił? Dlaczego umarł i dlaczego stworzył?

Bóg Cię kocha, człowieku! Tak mocno, że dał się dla Ciebie zabić!

Grzech poważnie rozłączył człowieka i Boga. Dlatego Bóg zaczął przygotowywać świat na naprawę. Wybrał Naród Hebrajczyków biorący swój początek od Abrahama. Naród ten miał przechował prawdę o Jednym Bogu, a w zamian Jahwe kierował ich losem, karmił ich i nie pozwalał, aby mocniejsze narody zmiotły ich z powierzchni ziemi. Kiedy błądzili, cierpliwie zsyłał im proroków, aby ich napominali. Po wielu wiekach z tego Narodu powstał przepowiedziany Mesjasz, który okazał się być Synem Bożym. To się nikomu w narodzie żydowskim nie śniło! Mesjasz, owszem miał przyjść. Ale, żeby to był sam Bóg? Co więcej Jezus, bo takie imię nadał Mu anioł, złożył z siebie doskonałą ofiarę na krzyżu, a potem zmartwychwstał. Nie uciekał przed śmiercią, czego świadectwem jest Ewangelia, ale wiedział dokładnie jaka jest Jego misja. Pytasz od czego nas właściwie zbawił? Od tego, co nas odłączyło od Boga, czyli od grzechu. Naturalną (jeśli tak można w ogóle powiedzieć!) konsekwencją grzechu jest śmierć, a Jezus Chrystus śmierć pokonał i nam też dał pewność, że nasze życie na śmierci się nie skończy!

"Pan Bóg nie rychliwy, ale sprawiedliwy" (lecz również miłosierny)

Pan Bóg nie stworzył świata z nudów i nie traktuje go jako swojego małego cyrku, który ma służyć Jego rozrywce. Tym bardziej nie po to przygotowywał ludzi do odkupinia, żeby ich potem wytracić. W Biblii, swoim liście do ludzi, pozostawił wiele napomnień i wskazówek jak żyć. Wyobraź sobie taką sytuację: w niewolę zostało wzięte ukochane dziecko, i ojciec płaci wszystkim co ma, byleby wyrwać je z ręki prześladowcy. Czy nie okazuje w ten sposób, jak bardzo je kocha? A jakie jest Twoje odczucie, kiedy okazuje się, że na okup wydał sam siebie?! Skoro człowiek został wykupiony za tak wielką cenę, to nie powinien drugi raz z własnej woli odchodzić w ową niewolę grzechu. Prawdziwie pełne nawrócenie następuje więc wtedy, kiedy nie dokonuje się ze strachu przed myślą o sprawiedliwej potędze Boga (bo za popełnione zło przyjdzie nam prędzej czy później zapłacić), ale z miłości do Niego, ponieważ On nam swoją miłość ofiarował.

Z każdym dniem zbliżamy się do końca świata - raduj się kto może!

Powtórne przyjście Chrystusa nazywane popularnie końcem świata wcale nie oznacza zniszczenia naszego globu. Nigdzie w Apokalipsie św. Jana nic na ten temat nie uświadczymy. Chrześcijanie powinni modlić się o ten Dzień, bo to jest początek ich niczym niezmąconego szczęścia przebywania z Bogiem. Właściwie robią to codziennie w Modlitwie Pańskiej w słowach: "(...) przyjdź Królestwo Twoje"! Jednak zanim to nastąpi, wszystkim powinna być głoszona Dobra Nowina. To było wolą Jezusa Chrystusa, którą przekazał swoim uczniom. Skoro On zbawił wszystkich ludzi (należy to podkreślić: wszystkich, bez wyjątku), to oczekujmy tego dnia z radością i bądźmy gotowi na Jego przyjście!

Homo viator

Bóg obdarzył nas prawdziwą radością i prawdziwy chrześcijanin jest radosnym świadkiem Boga. Dlaczego twierdzisz, że chrześcijanin nie może się cieszyć? Tak naprawdę to zawsze powinien to roboć, bo otrzymał już wszystko od Boga. Często jednak mamy to wszystko za nic, a przecież jest za co dziękować: Pan Bóg dał nam życie, świat, którego możemy używać i czynić sobie poddanym, rozum, dzięki któremu świat możemy poznawać i jednocześnie szukać Jego samego (a On pozwala się znaleźć!). Ponadto postawił nam cel w życiu, a najlepsze jest to, że cel naszego życia i cel świata jest poza światem. Wyobraź sobie podróżnika, który gdy tylko przejdzie przez most, osiągnie cel swojej podróży - bajeczną krainę prawdziwego szczęścia. Ten jednak wybrał swoje małe szczęście i stwierdził, że dobrze mu na moście, tu zostanie i tu rozbije namiot. Gdyby jednak szerzej otworzył oczy i uczynił ostatni wieńczący podróż krok, otrzymałby stokroć więcej niż sam sobie zafundował. Nie powinniśmy przywiązywać się do naszej trasy, która ciągle się zmienia. To co jest niezmienne i co jest celem nas, pielgrzymów, to cel, do którego zdążamy. Człowiek to homo viator - człowiek w drodze, a "niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Bogu".

Krew męczenników nasieniem chrześcijaństwa

Jezus Chrystus założył Kościół, czyli Wspólnotę nas wszystkich, którzy przez chrzest (wody, krwi lub pragnienia) jedną nogą jesteśmy już w niebie. Nowy Testament nie jest wymysłem prostych, niepiśmiennych rybaków. Apostołowie, bo tak ich nazwano, nie mogli zmienić znaczaco treści ksiąg Starego Przymierza jak zasugerowano wcześniej, gdyż natrudziliby się niemało ingerując w jego zapis, co miałoby w konsekwencji ułatwić dopisanie jak najdogodniejszej wersji Nowego. A przecież Stary Testament jest wspólnym dziedzictwem chrześcijan, żydów i muzłuman i wielce nieprawdopodobnym jest, aby niepostrzeżenie ktoś zmienił zasadniczo tę Księgę i nikt się nie połapał, że coś jest nie tak! Nie wydaje mi się poza tym wiarygodnym, aby później za własne wyssane z palca historie pierwsi chrześcijanie (ich istnienia nie da się przecież zaprzeczyć) chcieli ponosić dobrowolną męczeńską śmierć.
Zakwestionowano poza tym istnienie kapłanów, jako takich, w Starym Testamencie. Ale wystarczy otworzyć Księgę Rodzaju, by przeczytać o kapłanie-królu Melchizedeku, czy Księgę Wyjścia, by zobaczyć jak zorganizowane było kapłaństwo w społeczności Izraelitów na pustyni. A Księga Kapłańska nie mówi wbrew pozorom o sposobie farbowania włosów, ale o przepisach danych właśnie kapłanom.

Prawo miłości

Nauka Jezusa jest ukoronowaniem Prawa zawartego w Starym Przymierzu. Jego Prawo miłości zawiera w sobie właściwie cały Dekalog i wszystko czego uczylli Prorocy. Kiedy Jezus mówi o nadstawianiu policzka, mówi o tym, aby złem nie odpłacać za zło, ale oddawać dobrem (bardzo ciężkie zadanie, ale powiedzmy sobie szczerze, chrześcijaństwo nie jest dla mięczaków). Dobra Nowina mówi, że jesteś wyzwolony dzięki Chrystusowi, odzyskałeś wolność, a jedyne co musisz zrobić, to odpowiedzieć na miłość Boga i drugiego człowieka, w którym On przebywa. Wydaję mi się, że tego nie można nazywać manipulacją. Co innego bombardowanie miłością stosowane w sektach, które koniec końców doszczętnie niszczy człowieka, a co innego droga wskazana przez Jezusa, który mówi: nie będzie łatwo, bo moja droga jest wąska i wiele problemów sprawi przejście tego szlaku, ale warto, bo wygrasz swoje życie i swoją wieczność.

Realia życia

Bywało różnie i z pewnością wielu chrześcijan bolało, że Kościół nie zawsze jest taki, jakim powinien być. Ale to jest chyba dowodem na to, że i jako hierarchia i jako wspólnota pomimo wielu ludzkich słabości trwaliśmy, trwamy i będziemy trwać zgodnie z zapowiedzią, iż "bramy piekielne [Kościoła] nie przemogą".

Czy Bóg się boi człowieka?

Z eseju "Alternatywna historia Kościoła" wyłania się obraz smutny obraz deizmu: Bóg stworzył człowieka i w zasadzie nie interesuje się jego losem, pozostawia go samemu sobie w jego problemach i ludzkim tragizmie dnia codziennego. Jednak mam nadzieję, iż udowodniłem powyższym tekstem, że Pan Bóg nie siedzi cicho jak mysz pod miotłą i wciąż angażuje się w historię człowieka, czego dowodem jest to, że doprowadził dzieje świata do takiego momentu, w którym mógł się narodzić Jego Syn i spełnić swoje posłanie. Bóg daje się doświadczać i uważam, że nie można powiedzieć, że Bóg nie działa i nie czyni cudów, bo tego nie dostrzegamy. To tak jakbyśmy twierdzili, że wszystkie kwiaty są żółte, na przykład ten żonkil, który widzę przed sobą. A to oczywiście nie jest prawdą. W zależności od tego jak szeroko otworzymy swoje oczy, tak wiele będzie nam dane zobaczyć.


Tomek Koszarek