|
W OCZEKIWANIU NA WSCHÓD |
|
Tłumy ludzi ciągnących w jedną stronę - wszyscy ubrani jakoś tak podobnie, mało landrynkowatego różu czy też luźnych, śliskich, połyskujących spodni. Tego dnia trendi i glamour są irokezy - małe, duże, kolorowe. Ewentualnie szopy via gniazda, wtedy gdy włosy zamiast wzdłuż rosną wszerz. Bramka, a za nią miły pan w czerni, który z głosem miłym i powabnym krzyczy, "kurwa podejdże tu". Tak więc podchodzę do płota, a on schyla się, maca, sprawdza coś czy niby nie wnoszę rzeczy zakazanych - puszcza wolno. Innym razem wącha mi wodę. Zapewne pomyślał, iż wódka najlepiej smakuje w plastikowej butelce. "Wszystko wydaje się takie samo, a jednak inne jest wszystko" Następuje taki moment, najczęściej po zakończeniu czegoś, gdy dwiema rzeczami, którymi pragniesz najbardziej są: woda i odpoczynek w pozycji siedzącej. Wtedy wiesz, że odwaliłeś kawał dobrej roboty, wiesz że odpowiednio obijałeś się o innych, a Twój głos był w miarę słyszalny na tle innych głosów. Katharsis? No nie przesadzajmy, ale takie koncertowe oczyszczenie z pewnością tak.. Wtedy nawet piwa się nie chce pić, wystarczy pepsi (z lodówki rzecz jasna). Jakoś nie rozumiem tych ludzi, którzy po takim wyskakaniu niczym hieny lecą po alkohol wszelakiego rodzaju. Czy ja jestem taki słaby, czy może to już takie zboczenie - alkoholizm I stopnia? Wracam pod scenę, gdzie inny zespół w innym stylu gra, a ja i tak skaczę tak samo.. I tak dalej, i tak dalej. Pewna monotonia, senność lekko puka już do ciała, a tu nagle głos, powitanie nowego człowieka, który zaprzeczając sam sobie bełkocze: "organizatorom obiecałem, że nie wyjdę najebany". Ożywcze to było, niestety nic więcej.. Magiczny moment nadszedł przed 4 rano, kiedy to zza pobliskiego lasu można było zobaczyć pierwsze promyki budzącego się słońca. Usłyszałem śpiew ptaków, zobaczyłem coraz jaśniejsze niebo.. Najfajniejszy efekt można było zauważyć chwilę później, gdy po prawej wynurzała się jasność, a nad centrum miasta panowała jeszcze noc - blask latarni i neonów. Miasto jeszcze spało, gdy cichły ostatnie akordy gitar i ostatnie uderzenia perkusji. Świt ma jednak to do siebie, że szybko przemienia się w rześki poranek. Zaś rześki poranek ma to do siebie, że ciągnie delikwenta do łóżka. A tu żadnego środka transportu, trochę trzeba przejść z przysłowiowego "buta" - zresztą solidaryzacja w tej kwestii jest duża - po obu stronach jeziora pokaźny tłumik ludzi zmierzający krokiem leniwym do swych domów. Nogi bolą, chrypa w głosie a tu trzeba iść.. I nie liczyć na tramwaje bo te zaczynają swój kurs za niecałą godzinę. Biorąc poprawkę na to, że z niedzieli stał się poniedziałek widać również ludzi udających się do pracy - cechuje nas to samo, podkrążone gały i senność, jednak mamy tą przewagę, że na nich czeka zakład pracy, a na nas łóżko. Chamstwo i drobnomieszczaństwo jednym słowem :) Wędrówka przez opustoszałe, dopiero budzące się do życia miasto ma
w sobie coś z nostalgii. Słyszysz tylko odgłos swoich butów, a pragniesz
jednego - walnąć się, i zasnąć bo tylko na to ma ochotę Twój organizm (no
dobra, żołądek by coś przekąsił ale funduszów brak). Udało mi się zobaczyć
to co chciałem, a dodatkowo sobie jeszcze poskakałem.. I o to chodzi,
wakacje... |
|
Publo |
|
zachęcam do czytania kącika sportowego w Action Magu |
|
19 lipca 2005 |