TRALALALALA LA!!

Przedwczoraj wróciłem z wakacji. Włóczyłem się trochę z młodszymi od siebie ludźmi. Chodziłem po górach,
zaliczyłem parę festiwali, śpiewałem i grałem pod pomnikami, nawiązałem parę więzi, ot, standardowe wakacje. Dla
piętnastolatka może. A ja mam już dwadzieścia trzy lata. Dopiero w dwudziestym roku życia zacząłem chętniej uczestniczyć
w takich wypadach. Zaczęło się wtedy wszystko to, co jest określane we wspomnieniach jako "dobrze przeżyta młodość".
Potem wszystkie moje złudzenia wzięły i się jebły.
Jak zwykle chcę napisać jak najwięcej. W każdym tekście mam i miałem takie ambicje. Teraz mam jeszcze inną
- chciałbym zawrzeć to wszystko w jednym zdaniu albo słowie. Chciałbym zsyntetyzować to co chcę przekazać w ekstre-
malny sposób. Nie dlatego, że mam zapędy na mistrza słowa, znaczeń czy syntezy. Ze zwykłego pierdolonego lenistwa.
Napiszę ten tekst tylko z chęci bycia szczerym wobec Ciebie, drogi Action Magu.
Piszę ten tekst już jakieś piętnaście minut i miałem od tej pory już ze trzy huśtawki nastrojów. Coś mi mówiło,
żebym walnął tym w pierony, coś kazało mi lecieć przez kolejne wyrazy jak krew z nosa, raz jeden pojawił się nawet
entuzjazm. Dobra, drogi AMagu. Dla ciebie deklaruję swoją chęć napisania arta. Kiedy ja ostatni raz zadeklarowałem
swoją chęć do czegokolwiek... Na zjazdy i wakacje jeżdżę z chęci ucieczki. Na ucieczce jakoś sobie żyję. Po powrocie
do rzeczywistości ani trochę. Po powrocie jakakolwiek aktywność przyprawia mnie o ból brzucha i drżenie. Drugą część
Narrenturmu przeczytałem, gdyż spodobała mi się pierwsza. Poza tym nie czytałem chyba nic od roku. Gazet nie czytam,
gdyż ich systematyczne czytanie spowodowałoby, że zacząłbym się orientować w tym co się dzieje. Kiedyś nawet udało
mi się być na bieżąco przez jakiś tydzień - kupiłem sobie wtedy Przekrój i Politykę, poczytałem, za tydzień znów kupiłem...
i znalazłem się w środku czegoś, w ogniu czegoś... A tego chcę uniknąć, bo mógłbym zacząć zwracać uwagę na absolutnie
wszystko. To chyba jakaś forma zboczenia, miałem tak kiedyś z tekstami w Action Magu - chciałem przeczytać wszystkie.
Do dzisiaj tak mam. Dlatego mam zaległości na dziesięć numerów.
Obiecałem sobie już więcej nie pisać w ten sposób. Kiedyś, parę lat temu, może to było dobre siąść, napisać
co się myśli i wysłać to do AM. Wtedy nie zauważało się tej radosnej głupoty wyzierającej zza każdej litery i połowy po-
glądów. Czasami siadałem do kompa w nerwicy i spuszczałem ją z siebie za pomocą pisania. Sierp i Diabeł to owoc takiej
twórczości. Czasami zachciało mi się nawet pomyśleć nad czymś prostym i wklepywałem Reality Showy. Potem mi się
odechciało. A jako że ludzie proszą, żebym pisał, To i piszę. Mam, hehehe, gorszy dzień. Wybacz Eddie, wkurzę Cię
jeszcze raz tym marudzeniem. Qn`iku, przepuścisz to lub nie, ale tekst i tak do Ciebie pójdzie. Być może w dzień po wysłaniu
będę myślał zupełnie inaczej. A pewniej - będę miał ZŁUDZENIA, że myślę zupełnie inaczej. Bo w rzeczywistości myślę
dokładnie tak jak teraz.
Wyrzucam losowi to, że dorastałem w miejscu, gdzie żyło się jak w Dniu Świra. Każdy dzień był taki sam. Za
oknami padał śnieg lub świeciło słońce, Wałęsa wygrywał z Tymińskim, Cimoszewicz grzmiał na stoczniowców, Miller
odchodził w niesławie a w domu było zupełnie tak samo. Czy się kupiło narożnik w osiemdziesiątym ósmym czy telewizor
i DVD w dwa tysiące trzecim - tak samo. Zarówno w osiemdziesiątym ósmym jak i w dwa tysiące trzecim miałem coś koło
dwóch i pół roczku na karku. Do jakiegoś tam czasu mogło mnie usprawiedliwiać, że nic nie robię ze sobą ani z tą sytuacją,
gdyż najzwyczajniej w świecie jej nie rozumiem. Ale nawet najbardziej tępy ludek w końcu zaczyna kumać że coś tu jest
nie tak. I co? I ja nie jestem za to odpowiedzialny. Nie biorę odpowiedzialności za coś, co nie ja spieprzyłem. Za dobrze by
było.
Wyrzucam losowi także to, że nie miałem normalnej młodości. Takiej, w której idzie się z winem do parku i po
szczeniacku całuje. Normalnej, beztroskiej, czasem górnej, czasem durnej, przeciętnej do bólu wczesnej młodości Ja
zawsze miałem to w dupie, tłumaczyłem sobie "To przyjdzie samo, za parę lat, na studiach" itp. I uciekałem w coraz to nowe
schizy. W podobny chyba sposób trafiłem na Action Maga. W pewnym momencie stał się po prostu przedłużeniem mojego
ego. Ale i to się musiało skończyć. Dzisiaj chce mi się czasem uciec w (na) zjazd albo wakacje. W nic innego poza leniem,
jedzeniem i snem, nie chce mi się uciekać. Nie zajmę się niczym, nie chce mi się. Wszystko mam w dupie, rozumiesz?
W dupie, w dupie.
Znów popatrzyłem na paru młodszych od siebie, znów zaświtało mi w głowie, że ci ludzie żyją wierni jakimś ideałom,
mają jakieś muzy, coś ich interesuje, coś im się chce, że mają to, co zawsze było poniżej mojej godności. Czasami to
potrafię stanąć absolutnie z boku i zapytać nawet o rzeczy typu: "A czemu ewolucja poszła tym a nie innym torem? A czemu
to powstał punk a nie coś zupełnie innego?" Fajna, kompletna negacja, hehehehehe!! Znów po powrocie do domu powitała
mnie pustka i wielka, bezbrzeżna obojętność. Cóż. Jakieś dwa lata temu myślałem że walczę z całym tym gównem, które
jest we mnie i wszędzie wokół. Teraz wiem że to tylko wrażenie. Nie piszę tego tekstu po to, aby ktokolwiek się nade mną
litował, współczuł mi itp. Po prostu mam wszystko w dupie, po prostu jestem nic nie wartym kawałem mięsa, chamem czy
zwijcie jak chcecie. Hehehe, tacy też mają prawo żyć! Tolerancja dla Donaldów! Nic mi nie zrobicie, terefere...
Ciebie, drogi Action Magu, niby zawsze kochałem. Guzik prawda. Kochałem siebie w tobie, Action Magu. Tak jak
kocham siebie w czymkolwiek innym. A siebie kocham bezwarunkowo. I tylko siebie. To chyba jedyne uczucie jakie znam,
poza nim jestem emocjonalnie jak klocek drewna. Może i chciałbym się czasem wyrwać, ale nie chciałbym. Pewien człowiek
powiedział mi, że wszystko czym jestem to egoistyczna poza. Zgoda. A wszystko czym mogę być, to też egoistyczna poza.
Wcześniej nie słyszałem niczego tak dogłębnie mnie charakteryzującego. Niczego, co lepiej mogłoby posłużyć za pretekst
aby już nie kiwnąć palcem w żadnej sprawie. Poza własną, wredną wygodą. Może wezmę i się zabiję? Ciekawe jakie to by
było doświadczenie? Wszakże, kurde, na wszystko patrzę oczyma widza.
Zastanawiam się jak ktoś może lubić kogoś takiego jak ja. Przecież tacy ludzie jak ja nie istnieją. Nie ma aż
tak beznadziejnych głupców. Nie wierzę w swoje istnienie, za cholerę nie wierzę. Jak i w to, że ktoś mnie lubi. Lubią, bo
nie jestem nimi. Z wygody. Bo co im szkodzi, śmieszny jestem w sumie. Że mam ze sobą poważne problemy? E tam,
przecież życie to bajka. Nie wiem czy jestem zdolny uwierzyć że jest inaczej. A takie "po prostu uwierzenie" byłoby naj-
zwyczajniej w świecie głupie i do tego za proste, nie?
Tu byłoby jakieś ładne zakończenie.

Donald

17-08-2005

Tekst napisany w trzydzieści minut.
To nie jest kreacja.
Jakąkolwiek polemikę mam w dupie.
Cokolwiek sobie o mnie pomyślicie, też to mam w dupie.