|
Rozważania nad prostotą
życia
Ach, jak lubimy sobie komplikować życie.
Paradoksalnie, świat jest prosty niczym kaszka z mlekiem. Tylko każdy taki
mały człowieczek uwielbia kombinować, szukać rozwiązań za wszelką cenę,
kręcić, zawijać - wszystko naraz. Zazwyczaj potem sukcesywnie narzeka, jakie
to życie jest złe i niedobre, bo wciąż na złość mu robi. Rzecz jasna, na
samym ubolewaniu nad sensem egzystencji się nie kończy. Wtedy zazwyczaj w grę
wchodzi motto dnia, czyli bijmy, kopmy i poniewierajmy. A tak to już jest, że
nawet proste czynności mające na celu upośledzenie życia, zakręcają się jak
słoik na zimę. No i oczywiście, kolejna prosta czynność zamienia się w
karuzelę losu, mówiąc prościej - komplikuje się.
Rozważać nad sensem ludzkiej egzystencji
można w nieskończoność. Podpierając się przysłowiami i sentencjami, taki mały
człowieczek przechodzi przez następny dzień. Jednakowoż, jak wszystko na tym
świecie, również motta da się obalić, skrzętnym ruchem wymijając wszelkie
kwestie sporne. Wielu już próbowało żyć "na własnych zasadach", wymyślając
mnóstwo regulaminów i ściśle się ich trzymając. Taka "indywidualność" na
dobre nie wychodzi, bo i tak przy pierwszym lepszym potknięciu łamanych jest
przynajmniej kilka postawionych przez siebie zakazów. Co zatem jest dobre?
Żyć tak, by nie robić krzywdy innym. Po cóż wymyślać karygodne listy nakazów.
Najlepsze są spontaniczne wyskoki, te dające najwięcej satysfakcji.
Puszczając wodze fantazji, zagłębiam się dalej w teorię ludzkiej
egzystencji. I cóż tam widzę? Mnóstwo kreatywności. Miło by było popatrzeć na
twory wyobraźni wykonane ze szczerego serca, przez ludzi, którzy z pozoru
mają mało wysublimowany gust artystyczny. Wychodzę z założenia, że w każdym
jest chociaż skrawek talentu w konkretnej dziedzinie sztuki. Nawet w podstawówce,
miła i sympatyczna pani nauczycielka, musiała takiego delikwenta za coś
chwalić. Za ładne śpiewanie, grę na cymbałkach, malowanie pisanek lub nawet
rysunek z wakacji. Bez krzty kreatywności znów w nasze życie wdziera się mały
skrzat, który komplikuje i wiąże na pętelki prostą drogę. W szumie dnia
codziennego świetnie jest się wyładować pozytywnie, tworząc coś, co kiedyś
pozwoli odgadnąć kim tak naprawdę jesteśmy. Bowiem chyba największą sztuką
jest spojrzenie w głąb siebie i zadecydowanie, co tak naprawdę w takim ludku
siedzi.
Kolorowe jarmarki, rynek w środku miasta, nawet samotność. Jakie to
wszystko przeludnione. Próbując objąć okiem tych wszystkich ludzi, nagle
zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę jesteśmy zaledwie malutkim pyłkiem,
który stąpa po tej ziemi. Wtem w drogę wchodzą kolejne zawijasy - rozważania
nad tym, jaki to człowieczek jest niepotrzebny, w końcu tylu podobnych ludzi
chodzi po tym samym gruncie co on. Ach, syndrom użalania się nad sobą.
Właśnie, ludzie są do siebie podobni, ale nigdy tacy sami. To wyróżnia
każdego z osobna, każdy na swój sposób jest oryginalny. I to trzeba dostrzec
- tak poważnie przyjrzeć się swoim dokonaniom. Jeśli jeszcze niewiele udało
się osiągnąć, trzeba by ruszyć szanowne dupcie w górę i zacząć działać. Kroczek
po kroczku realizować zamiary, postanowienia, marzenia. Przy każdym osobnym
sukcesie czujemy się jak bogowie - mnóstwo satysfakcji, tak ten świat należy
do mnie. Życie staje się prostsze.
I po co narzekania, wmawianie sobie swojej
krzywdy? W końcu nawet to co najbardziej zakręcone, wyjdzie kiedyś na prostą.
Rzecz jasna - z naszą pomocą. I wcale nie jesteśmy "marnym pyłem tego świata",
jesteśmy pyłkiem, który ten świat buduje. Fundament ze stali, odrobina szczęścia.
Chociaż raz na dzień dobrze jest przemycić malutki uśmiech na twarz. Ten akt
emanuje prostotą i pozwala sądzić, że życie nie jest takie ciężkie i trudne. Bynajmniej,
pozwala zapomnieć, że wszystko co się zaczyna, musi się też kiedyś skończyć.
Marigold
Mary
marigoldmary@tlen.pl
|