Byłem wtedy pijany. O 21.36 wychyliłem z kumplem ostatniego kielona. Pamiętam, bo popatrzyłem akurat wtedy na zegar z promcji papierosów, stojący na szafce obok łóżka. Chciałem jescze skoczyć po drodze do Tesco, kupić "na dzisiaj" coś do jedzenia i "na jutro" na kaca.
Jako, że przyszedłem z dyskiem to i odpiąć go warto było w celu zabrania ze sobą. Właśnie gdy męczyłem się z taśmą, z drugiego pokoju kuzyn kumpla zawołał, żebyśmy przyszli. "Papież umarł".
Pierwsza myśl, jaka przebiła się w mym mózgu przez dość wysoce stężone opary alkoholowe, zbyt chrześcijańska nie była: "szlag by to, odwołają koncert zespołu IRA". Następne zresztą też. Postanowiłem sobie pójść i kupić ćwiartkę z kurczaka w rzeczonym wyżej Tesco.
Świątynia konsumpcji działała w najlepsze: gromada ludzi, dzieciaki szalejące na wózkach, panie w kasach podliczające zdarte z ludzi pieniądze. Ciekawie to wyglądało: jak ktoś się dowiedział, jego mikroprzestrzeń życiową zalewała fala spokoju. Zbierała kolejne ofiary wraz wykorzystaniem smsów, podręcznej i jakże wygodnej sieci komunikacyjnej "mouth to ear", i innego tałatajstwa, typu bicie dzwonów. Wkrótce prawie cały hipermarket wiedział. Zapłaciłem za padlinę i skierowałem się do akademika.
Pierwsze, co w oczy si e rzuciło, to dość pokaźne grupki ludzi, idące w kierunku przeciwnym do mojego. "Co do diabła?! Jakąś promocję w Tesco przegapiłem?" Dotarłem do akademika i puściłem radio. W końcu Papież umarł. Standard, media dostały w końcu ukoronowanie swych kilkudniowych igrzysk. Jakiś smutny tren grany na trąbce, co chwila komunikaty. Nawet mi się to udzieliło i poleciało mi kilka łez. Tylko, jakoś dziwnie wódką pachniały.
Choć wcale poprzedniego wieczora nie przesadziłem, ranek był okropny. Skoro świt, punkt 10.00 wybrałem się do Tesco po jakiś sok na kaca, bo wczoraj oczywiście zapomniałem. A tu niespodzianka! Tesco zamknięte. Na drzwiach kartka, czarna wstążka i zaproszenie na jutro. "No jasne, do jutra to ja zdechnę bez soku." Jednak mimo wszystko, ze strony kierownictwa marketu krok chwalebny - o markę trzeba dbać, nie ma co.
No i tym sposobem: zaczęło się.
Dresiki. Przez następny tydzień Polski nie mogłem poznać. Najlepsze były blokowiska. O ile, zazwyczaj, strach było pokazywać się na nich po 20, o tyle, podczas "Wielkiego Tygodnia", jak to ślicznie nazwały media, można było nawet prowadzić orszak kujawiaka po okolicznych parkingach bez obaw, że zapędy wodzirejskie ukróci kilku ch?opaków w dresiku. Wszak, każdy poważny dresik przeszyścił buciki z krwi postronnych przechodniów, wyprasował paski na spodniach i grzecznie udał się do kościółka. Ile było łez, ile wzruszenia. Co prawda, mało który wiedział, kto to był Karol Wojtyła, ale za Papieżem wszyscy płakali.
Kibole. Pojednanie dla Papieża. Tak, jasne, a frytki dla selekcjonera kadry narodowej. Na boku nawet obstawiałem, kiedy sobie skoczą do gardeł. I co? Wytrzymali tydzień. Można powiedzieć, że pobili się na stypie, czyli - pogrzeb udany, nawiasem mówiąc. Ale, za to dostojnie wyglądali na zdjęciach w gazetach, śpiewając "Barkę" i jednocześnie
łypiąc na siebie wrogo. Czekałem tylko, aż pokażą jakiś szalik z Papieżem. Niestety, nikt nie wpadł na taki pomysł, a szkoda.
Gazety. Nie ma to, jak podciągnąć na śmierci Papieża nakład o 100%. Choć oczywiście nie winię wydawnictw. Dzienniki trochę przegięły ze specjalnym wydaniem w niedzielę, ale czego się nie robi dla reklamy. Podobnie biuletyny informacyjne. Szczególnie, te pewnej anonimowej posłanki LPRu. Wiadomo, LPR miała błogosławieństwo Papieża, więc można się przejechać na gapę. Nieszczęsna pani poseł jest jednak o tyle kryta, że całkiem podobne rzeczy działy się praktycznie w większości tytułów. Ciekawe jak to wygladało w CDA i w "Wiadomościach Wędkarskich"? :)
Nowe media. Tu już w ogóle był cyrk. Z dnia na dzień, cały polski Internet i właściciele telefonów komórkowych zaczęli się bawić w akcję pod tytułem: "kto wymyśli lepszy happening z okazji śmierci Papieża". Nie ma to, jak dostać maila ze zniczem w ASCII na parę kilobajtów, czy smsa w postaci: cytacik z Papieża, niezbyt wyszukana odpowiedź autora i polecenie: "odmów dowolną modlitwę i prześlij smsa pięciu osobom". Jak bym nie miał na co kasy tracić. Podobnie Gadu-Gadu. Nagle wszyscy odkryli w sobie zapędy e-kaznodzieja i zacz?li nawracać statusami, wysyłanymi na chybił-trafi
ł wiadomościami typu: "umarł Wielki Człowiek, wycisz si? na chwil?". A sam siedzi przy GG. Hipokryzja w narodzie długo nie zginie.
Równie efektowne by?y akcje organizowane za pomocą najnowszych zdobyczy techniki. Do historii przejdzie na przyk?ad flash mob na krakowskich b?oniach czy cho?by wcześniejszy bia?y e-marsz.
Pieniądze. Caritasowi skoczyła sprzedaż obrazków, drukarniom - papieru, księgarniom - książek Papie?a. Nagle, cała Polska doceniła wartość skryptów Karola Wojtyły. Chce ktoś kupić? Mam egzemplarze drukowane jeszcze za komuny, z pierwszych dwóch pielgrzymek. Przeczytałem już dawno, a teraz może mi się uda opchnąć za 50, lub więcej, złotych za sztukę... Ciekawe jak sytuacja na Allegro wygląda...
Tak więc, stało się. Umarł mądry człowiek, a świat sobie szopkę zrobił. Było gaszenie świateł, łapanie się za ręce na ulicy (z początku myślałem, że to jakiś zboczeniec...), było dużo płaczu, jeszcze więcej sprzedanych popieskich chorągiewek, kremówek. Zarobiły pasmanterie na czarnych wstążeczkach, księża na zbiórkach "co łaska". W najbliższym czasie Kościół zyska kolejnego Świętego, a świat pierwszego McŚwiętego.
Oby to coś zmieniło, bo póki co, wszystko wróciło do normy. Może w sumie to i lepiej?
| |