Okazyjne chrzanienie

 



"1. "Madonna Litta" - L. da V. --> "W ostatniej dekadzie wieku Leonardo wydaje się powracać do sztuki malarskiej. To w tym okresie powstała "Madonna Litta", niewielkich rozmiarów przedstawienie Marii z Dzieciątkiem. Atrybucja tego obrazu pozostaje kwestią sporną"... ~~~ eee, mógł ją namalować uczeń, nie na temat (r. powst. ok. 1490) "

Życie kopie człowieka ze wszystkich stron. Bierze taki ja białą, prostokątną, w formacie A4 kartkę i, i tylko ją obróci, już zapisane jest: "nie na temat (r. powst. ok. 1490)". Na szczęście życie jest, a może wydaje nam się chwilami łaskawe i pozwala pisać nie tylko na temat, ale i bez sensu. Tak, przez kilkadziesiąt lat swego życia mamy, uogólniając i krzywdząc niepiśmiennych, tę wolność, prawo wyboru. Stety nie, porzucam to pojęcie, wartość (?), teraz wypada pisać z sensem i na temat.

A temat w tym wypadku określa tytuł, który z kolei wymyśliłem ja. Proste i praktyczne. Wszystko spinają dwa słowa: "okazyjne" i "chrzanienie". Co ciekawe, wcale nie pozbawiłem siebie wolności, jak sugerowałem ciut wyżej. Słowo "chrzanienie" daje mi pole manewru wielkie jak Syberia, nieokreślone, niczym porównania stosowane przez erica_wu. "Chrzanienie" - można przez to rozumieć nudną już z definicji perorę. Dla młodzieży takie nudne (z definicji) pouczanie, napominanie, dla młodzieży zwłaszcza, mieści się w zakresie znaczeniowym słowa "chrzanić". Zakres znaczeniowy "chrzanienia" jest bowiem b. szeroki, bogaty. A treść? A treść podobna do treści pokarmowej, czyli różna. "Chrzanienie" to może być również shaggy-dog story. Jeśli to na j. polski przełożyć, mamy historyjkę przewlekłą, opowieść szczegółową o wydarzeniu bez znaczenia. Opowieść taka z definicji opowiadającemu wydaje się zabawna, a słuchaczom nudna i pozbawiona pointy. Przykład, za przykład posłużyć mogą teksty Krillina napisane po ostatnim zjeździe AM, "si monumentum requiris, circumspice" :) , to taki nieśmiertelny przykład. Wyrażeniem synonimicznym może być np. "pier******e od rzeczy", "pieprzenie" (za przeproszeniem) itp. Według polonistów jest "chrzanienie" głupim gadaniem zwyczajnie.

---------------------------------------------------------------------------------------

Pisanie tekstu, w którym autor właził będzie w tyłek czytelnikowi, wdzięczył się i rzucał emoticony przed oczy 15-letnich krytyków, co to "od prawie zawsze" czytają Action Maga i wymagają krótkich, zajebiście zajebistych zdań, które mogliby objąć swym ograniczonym "władcą puszki mózgowej" nie jest jednak takie łatwe, jak niektórym się wydaje. Oto bowiem niedoświadczony twórca chciałby tytuł "Okazyjne chrzanienie" wykorzystać do hiperdowcipnego wprowadzenia czytelnika w błąd, w porywach stworzenia tekstu przewrotnego. Tak, tak, mało to takich, którzy po wymyśleniu tytułu "Okazyjne chrzanienie" pisaliby o... CHRZANIE? Sorry, jak to się modnie mówiło, ludu mój, ale to gruba przesada! Co ma "chrzanienie" do "chrzanu"? Prawie nic! Brzmi podobnie, ale nie wolno stawiać znaku równości pomiędzy "chrzanieniem" a "chrzanem". Chrzanem potrawę się doprawia, a nawet, jeśli trzeba być dokładnym, z chrzanem się coś je (a nie "chrzani"!). I tak oto, miast zabłysnąć, Niedoświadczony Twórca Tekstów ośmieszyłby się tylko. A może nawet wkurzy kogo! (przestawcie słowa, np. na: Tekstów Niedoświadczony Twórca, w skrócie to będzie: TNT - czasem głośny, zmora wojskowych i cywilów)

Tak, tak, też racja - krytycy gimnazjalni czytali wszystkie prawie numery Action Maga i kiwają w słuszną stronę. Dawno, dawno temu (jak pamiętają), był sobie tekst pt. "Burak", w którym autorka pisała o buraku cukrowym. Krytycy mogliby wybaczyć pisanie o czymś mało istotnym, robienie z siebie idioty dla ich uciechy, ale ich bystre umysły nie przepuszczą autorowi tego, że kopiuje pomysły już stare! Do tego dorzucą się inni, wołający: "Kiedyś to trzymali my klimat, my są pioniery, a po nas - frajery i poniewiery". Pisanie tekstów nie będzie już nigdy łatwe. A teraz: pomachajmy Krillinowi i myślącym identycznie... A krytycy nastoletni, ci młodzi, niech pomachają swym monitorom.

Oczywiście nie będę obłudny, też czasami wątpiłem w Action Maga, ale wątpliwości a pisanie średniackich tekstów (cześć, Krillin!) i zarzucanie Action Magowi, że jest średni - przesada. Jak nie ma być średni ten Action Mag, jeśli samemu pisze się średniackie teksty? (to nie była aluzja do mnie)

---------------------------------------------------------------------------------------

Oczywiście, oczywiście - oczywiście trzeba "jechać dalej". "Chrzanienie" jest "okazyjne". Dlaczego? Nie przesadzając z ilością pytań retorycznych, Action Mag obchodzi 5-te urodziny. Można z tej okazji krzyczeć: "Qń Qń hurra! Qń Qń hurra!". Można wypełniać przedziwne ankiety, grać na flecie itd. Mógłbym napisać obszerną recenzję (?) kilku dotychczasowych wydań AM-u. Napisać np. o tym, że najpierw wynaleziono łuk, potem (w Chinach) proch, potem lunetę, i stąd wzięła się okładka 34 numeru Action Maga... Można, można. Pokuszę się jedynie o stwierdzenie: Action Mag daje radę.

A teraz: odbiegnę sobie od narzuconego tematu. Nie będzie to gadanina o tym, jak pisać. To będzie opowieść o piśmiennictwie.

Jesteśmy w paleolicie. Skończył się paleolit, jesteśmy w mezolicie. Wynaleziono łuk, rozwinięto rybołówstwo, zbieractwo. Gdzieś na wyżynnych terenach Afryki Północnej i Azji Zachodniej zbieractwo żniwne już, daje początek rolnictwu tzw. nasiennemu. W parze z rolnictwem idzie hodowla, a nowe technologie - gładzenie kamienia, ceramika - pomogły przejść ludziom do neolitu.

Obrażając przy okazji wielu zmarłych, stwierdzić można: najlepiej szło wszystko (o czym teraz napiszę) w dolinach rzecznych, np. Eufratu i Tygrysu. Tereny te wymagały od człowieka opanowania techniki irygacyjnej (sztucznego nawadniania), ale jedzenia było w zamian dużo i cywilizację rozwijać dzięki temu można było jak? Dynamicznie. Cywilizacjami tymi kierowano z ośrodków władzy religijno-państwowej. A siedziby władców - wiadomo, na siedziby władców potrzeba dużo surowców, na ogromne rzeźby wiele kamienia, rozwój metalurgii nie był możliwy bez rud metali itd. Ludzie od tysięcy lat nie siedzieli w jaskiniach, ruszyli przecież pupy i nadal penetrowali otaczające ich lądy i morza. A gdy trafili na inne ludy, których nie dało się podbić - wtedy trudno, trzeba było handlować...

A, pismo. W paleolicie rysowano (nie piszę, że od razu ludzie "rozumni" vel "myślący", podobno Homo neandertalensis też miał swoje 5 minut) i malowano, naśladując rzeczywistość. Już w mezolicie obrazy ulegały schematyzacji, a z coraz bardziej schematycznych obrazków tworzonych w okresie zaawansowanego neolitu, "wyłonić miało się pismo". Pozwolę sobie przywołać fragment książki M. Porębskiego (której - o tym później) : "Początkowo miało ono charakter obrazkowy - piktograficzny, jednak szybko przekształciło się w pismo ideograficzne, w którym każdy odrębny znak odpowiada ustalonemu pojęciu. Poprzez fazę ideograficzno-fonetyczną, z charakterystycznymi dla niej hieroglifami egipskimi czy klinami mezopotamskimi, pismo osiągnęło w końcu fazę sylabiczną, a wreszcie alfabetyczną. Alfabet ułożony z dwudziestu kilku liter otwiera, dzięki swej prostocie, następny już etap w dziejach upowszechniania i samego pisma, i przekazywanych za jego pośrednictwem treści informacyjnych."

A ten etap to okres dziejów starożytnych rozwinięty. Wcześniej była mowa m.in. o okresie wczesnym.

Pismo spełniało na początku funkcje "ściśle praktyczne", przeliczano np. i spisywano, ile surowców "poszło" na siedziby władców i świątynie. A później... Działo się to, co łatwo przewidzieć. Ludzie chcieli po prostu, by ich myśli i czyny zostały utrwalone. Utrwalano edykty i decyzje władców, jakiś kamieniarz, gdy przełożony nie patrzył, wystukał sobie podpis na kamieniu... I dalej - różne formuły religijno-magiczne, obliczenia, raporty, kontrakty, wreszcie korespondencja. A wreszcie wreszcie - pierwsze teksty literackie (choćby opowieści) spisywane, spisane właśnie...

Ok., koniec opowieści, potem średniowiecze to już inny klimat, druk to już nawet nowa epoka, gazety, czasopisma, komputery i to, co masz przed oczami - klimat by stracił.

Oczywiście :) opowieść ta jest wypadkową dociekań i przypuszczeń badaczy różnej klasy :) , ale pamiętajcie: KTOŚ musiał rozwijać to wszystko, co dzisiaj mamy. Action Mag też na początku był zwykłą ideą, myślą. A idea sama przez się Action Maga nie składa, nie tworzy go, co nie?

A teraz składaj dalej wszystkie wartościowe myśli, i z łaski swojej - rozwijaj się. Rozwijaj się, by Tworzyć.


::::::: Ceeebula :::::::




P.S. Teksty, z których korzystałem, ew. o których pisałem:

1. Mieczysław Porębski. Dzieje sztuki w zarysie. Wyd. 3. Warszawa: Wydawnictwo Arkady, 1976. s. 44-46.
2. Krillin. Arta napisz. "Action Mag" nr 55.
3. Krillin. Art zapobiegawczy. "Action Mag" nr 55.
4. Falka. Hodowla buraka cukrowego. "Action Mag" nr 32.

Oczywiście tekst Falki nie miał tytułu "Burak", ale moja zawodna pamięć tak go nazwała. Zresztą, miała ta pamięć do tego prawo, gdyż nie zawsze patrzę na pasek tytułu, czy inaczej: "pasek zminimalizuj przywróć zamknij". A w nagłówku napisano: "Tekst sponsorowany. (w zamian za napisanie dostałam worek cukru:)) JOKE:)))". I co ta cholerna pamięć miała zrobić???

Koniec. Napisy. W tle KaziK śpiewa:

"Czasem mi się zdaje że to wszystko oglądałem, ale nie, chyba nieee
Czasem mie się zdaje że to wszystko przeczytałem, jednak nie, nie nie, nie, nie"