Nie będzie tytułu
Caleb

 

    Kiedyś mi się naprawdę przestało chcieć pisać o historii i polityce, a zacząć tym czym żyłem nocami - takie słowa można znaleźć na płycie "Bankiet" Jacka Kaczmarskiego. No prawie takie, bo oczywiście twórca "Murów" powiedział to trochę inaczej, ale ważny jest sam sens.

Mnie także nie chce się już pisać o polityce, o Polsce i Polakach, o historii czy o stosunkach międzynarodowych. I kiedy się zastanowiłem o czym jeszcze mógłbym napisać - wyszło, że jeszcze o chlaniu wódy, wina czy piwa mógłbym skrobnąć kilka zdań. Właśnie o pijaństwie nocnym, które często uprawiam mogę coś tam napisać. Nie jest to prosty temat, ponieważ picie, a raczej upijanie się, jest ciężkie do opisania. Bo po co się pije? Ja nie wiem po co piję. Tak samo nie wiem po co piszę. Po prostu lubię się spić - jak to się mówi - niczym dzika świnia.

Czy jestem alkoholikiem? Nie, nie jestem. Nie ciągnie mnie do alkoholu i jak nie mam ochoty się upić - to tego nie robię. Niestety lubię sobie walnąć "kielicha" lub wypić jakieś wino. Kiedy będę już zarabiał większe pieniądze prawdopodobnie stanę się jednak pijakiem. Mam tę świadomość, że pewnego dnia obudzę się pójdę do pracy, a kiedy wrócę do domu to zacznę pisać jakiś gówniany tekst lub wiersz, a później upiję do stanu nieprzytomności. Aż do pewnego momentu, kiedy uświadomię sobie, że jestem alkoholikiem, ale oczywiście nie będę się z tego leczył. Nie będę przed lekarzyną schylać głowę i tłumaczył się z alkoholizmu.

Próbuję sobie uprzytomnić po co w ogóle piję. Drążę ten temat w swojej głowie i nie wiem, nie mam zielonego pojęcia czemu tracę zdrowie i pieniądze na tanie wina. Najzwyczajniej na świecie lubię się spić, później robić różne dziwne rzeczy, których się nie wstydzę. Nawet nie mówmy tu o seksie, który się rzadko pamięta, ale o rzyganiu, wywracaniu się i najgorszy - podnoszeniu się. Kiedy się po pijaku człowiek wywróci to ciężko mu jest wstać. Jak ja nienawidzę, kiedy ktoś mi pomaga wstać.

Jak rano się budzę czasami czuję wstyd, ale szybko mi mija. Że coś tam zarzygałem - co z tego? Że się wywróciłem, poobijałem się, że pionu nie mogłem złapać - co z tego? Mnie to kompletnie nie przeszkadza. Nie czuję teraz wstydu pisząc o tym. Nikomu tym nie szkodzę. Nie marzę o rodzinie, ani o dzieciach. Wręcz nie chcę mieć nikogo na głowie, a tym bardziej żeby ktoś mnie miał na głowie. Żeby się przejmował ktoś, że pójdę na tygodniową włóczęgę, upiję się w jakimś miejscu, w którym nigdy nie byłem i pójdę spać pod drzewem po czym dla kilku złotówek lub gitary jakaś dziwna osoba wbije mi nóż w serce.

Lubię siebie takim, jakim jestem, więc niech żaden domorosły psycholog nie wyobraża sobie, że istnieje jakiś czynnik we mnie, z powodu którego piję. Jestem świadom zła, które stwarzam, ale to tylko mój problem, bo wyrządzam sobie krzywdę. Zwyczajnie wypijam litr wina, dodatkowo dwa mocne piwa, przepalam to wszystko papierosami, po czym jakoś wracam do domu, kładę się na łóżku i idę spać. Żebyście przez przypadek też nie sądzili, że jest to jakiś sposób tłumaczenia swoich poczynań, bo tak nie jest. Tylko piszę jak to wygląda w normalnym wariancie.

Nie chcę się zmieniać, nie mam zamiaru pić mniej. Jeśli będzie trzeba zostanę bezdomnym, który w na hiszpańskim południ żebrze parę Euro na wino. Poza tym sądzę, że zasłużyłem sobie na to, abym miał darmowy nocleg i czasami dostawał coś do jedzenia.

.:. Wyj¶cie do AM .:.